Po wypełnionych pustką miesiącach wraca Primera Division, wraca z przytupem – i to jakim! Już w 1. kolejce sezonu 2013/2014 czekają nas dwa hitowe starcia i to nie z udziałem wielkiej dwójki. Jeśli już jednak ekscytację meczami owej dwójki do tego wszystkiego dodamy, nie pozostanie nam nic innego jak niecierpliwe odliczanie do godziny 19:00.
To właśnie o 19:00 zainaugurowana zostanie nowa kampania na hiszpańskich boiskach. Pojedynek Realu Sociedad z Getafe będzie naprawdę smakowitą przystawką przed pozostałymi iberyjskimi pojedynkami. Nie od dzisiaj wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, toteż oczy wielu sympatyków hiszpańskiej piłki zwrócone będą właśnie na Anoeta. Baskowie w poprzednim sezonie przeszli samych siebie i zajęli – wydawało się – niespodziewane czwarte miejsce. Z drużyny odszedł niestety Philippe Montanier, w którym upatrywać można było głównego architekta tego sukcesu, jednak jego następca i były już współpracownik, Jagoba Arrasate, zapewnia, że „Txuri Urdin” w dalszym ciągu będą podążać ścieżką wyznaczoną przez francuskiego trenera w sezonie 2012/2013. Nie można mieć wobec tych stwierdzeń zbyt wielu wątpliwości. Pomimo wielu plotek transferowych, pomimo niebezpieczeństwa w postaci odejścia największych gwiazd zespołu z Realem pożegnał się tak naprawdę jedynie Asier Illarramendi. O jego wpływie na grę Basków nie trzeba się rozpisywać, jednak nie zmienia to faktu, że reszta największych gwiazd na Anoeta pozostała i prawdopodobnie pozostanie. Miejsce sprzedanego do Realu piłkarza ma zająć Esteban Granero, choć na jego debiut w ekipie RSSS przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Wspomniany Jagoba Arrasate przeciwko Getafe nie będzie mógł także skorzystać z kontuzjowanych Agirretxe, Ifrana, Mikela Gonzaleza i Jose Angela, a także zawieszonego Markela Bergary. Co w zespole Getafe? Ano niewiele nowego. Jak co roku podmadrycki klub upatrywany jest do roli tego, który co jakiś czas napsuje krwi najsilniejszym rywalom, ale ogólnie i tak będzie musiał zadowolić się walką o miejsce w środku tabeli. Jeśli jednak Luisowi Garcii udałoby się odpowiednio wkomponować w zespół nowo sprowadzonych piłkarzy (naprawdę ciekawych piłkarzy), to „El Geta” może przy odrobinie szczęścia wyjść w końcu z przeciętności. Tak czy owak, w inaugurującym nowy sezon La Liga meczu to gospodarze z San Sebastian pozostają bezdyskusyjnym faworytem.

W sobotni wieczór czekają nas jeszcze dwa inne spotkania. O 21:00 Real Valladolid podejmie Athletic Bilbao. „Puceli”, choć przeciętności zarzucić nie można, również pozostanie walka o środek tabeli, zwłaszcza że drużynę opuścił trener Miroslav Djukić. Poczynione transfery raczej nie pozwalają myśleć o zawojowaniu ligi. Jeśli chodzi o drużynę z Bilbao, to tutaj zaczyna się robić ciekawie. Po tragicznym poprzednim sezonie „Los Leones” mają nadzieję powrócić do hiszpańskiej elity. Pomóc ma w tym sprowadzony z Betisu Benat Etxebarria, który wraz z Ikerem Muniainem i Anderem Herrerą ma dyrygować drugą linią zespołu z San Mames. Jak na razie Athletic w letnim oknie transferowym bardziej się wzmacnia, aniżeli osłabia, co nakazuje sądzić, że w Kraju Basków poważnie myślą o nawiązaniu walki o europejskie puchary. Wyjazd do Valladolid nie będzie jednak łatwy, jak zawsze zresztą. Tuż po zakończeniu tego starcia czeka nas pierwszy hit 1. kolejki Primera Division. Valencia, pokrzepiona sprowadzeniem wspomnianego Miroslava Djukicia, a także Oriola Romeu czy Heldera Postigi, zmierzy się z Malagą, która ze szczytu tak samo szybko spada, jak się na niego wspięła. Andaluzyjczycy byli wielką nadzieją dla hiszpańskiej piłki, ale pieniądze po raz kolejny udowodniły, że w futbolu ciągle bardzo mocno się liczą. Z La Rosaleda odeszły największe gwiazdy, a w ich miejsce przybyli co najwyżej dobrze rokujący piłkarze. Nadzieja w Berndzie Schusterze, nowym trenerze, który niejednokrotnie udowadniał, że ma łeb na karku. Niemniej jednak to w Valencii należy upatrywać faworyta tego pojedynku. Może i „Nietoperze” nie będą już tak groźne bez Roberto Soldado, ale z drugiej strony pojawia się mnóstwo opinii o tym, że odejście najlepszej strzelby może drużynie tylko pomóc.











