Po publikacjach podsumowujących najlepszych graczy, najlepsze i najgorsze transfery oraz prognozach na resztę sezonu czas na ostatni z tej serii tekst o lidze hiszpańskiej. Zapraszamy na najciekawsze, naszym zdaniem, momenty dotychczasowych spotkań tego sezonu w Primera Division.
Najlepsza interwencja – Iker Casillas (17/12/2011, Sevilla 2:6 Real Madryt, interwencja przy stanie 0:1)
Jednogłośny wybór, w zasadzie nie potrzeba żadnego uzasadnienia poza obejrzeniem filmu poniżej. Iker znów w formie.
Największy bohater – Javi Varas (22/10/2011, Sevilla 0:0 Barcelona)
Bramkarz klubu z Sanchez Pizjuan cierpi na tę samą chorobę co inni hiszpańscy golkiperzy, a przypadłość ta nazywa się Iker Casillas. Inaczej już dawno znalazłby się w kadrze „La Furia Roja”, zwłaszcza po tym, co zrobił w spotkaniu z Barceloną. Przez całe spotkanie bronił jak w transie, a zawodnicy z Katalonii mogli tylko z niedowierzaniem patrzeć, jak bramkarz bronił każdą piłkę. Co więcej, w popisy bramkarza nie wierzyli nawet jego koledzy i także spróbowali pokonać swojego golkipera, jednak nawet im to się nie udało. Wisienką na torcie była sama końcówka. Doliczony czas gry, rzut karny, Messi kontra Varas. Wszyscy wiedzą, jak się skończyło i kto został bohaterem Sewilli. Dla tych, którzy byli zahibernowani przez ostatnie pół roku i nie słyszeli o wyczynach bramkarza Sevilli, prezentujemy film poniżej.
Największy kiks – Victor Valdes (10/12/2011, Real Madryt 1:3 FC Barcelona, gol na 1:0)

Kontynuując wątek bramkarski, nie wypada nie wspomnieć także o drugim biegunie. Mimo iż nie tylko Valdes popełnił w tej akcji błąd, to jednak kibice z Madrytu bez wątpienia wiedzą, komu dziękować za pierwszy gol w ostatnim Gran Derbi. Bramkarz Barcelony był w tym spotkaniu pod nieustannym pressingiem napastników i mimo iż później nie popełnił więcej błędów, to jednak w pamięci pozostanie jego zagranie z 15. sekundy.
Sprawca największych horrorów – Real Betis Balompie
Na uwagę zasługują przede wszystkim dwa spotkania z drużyną ze stolicy Andaluzji. Pierwsze zostało rozegrane 27 listopada na Estadio Anoeta w San Sebastian. Betis przegrywa 0:2, jednak dzięki golom Pereiry w 81. i 86. minucie doprowadza do niespodziewanego remisu. Doliczony czas gry, piłkę przy linii środkowej z boku boiska dostaje Inigo Martinez, przymierza i… piłka odbija się od poprzeczki i wpada do siatki, ku rozpaczy kibiców gości.
Druga historia z udziałem piłkarzy Betisu jest już jednak dużo bardziej szczęśliwa, przynajmniej dla nich. 10 grudnia, spotkanie z Valencią. „Nietoperze” obejmują prowadzenie po samobójczym trafieniu Dorado i kiedy wydaje się, że już nic im nie może zagrozić, najpierw w 90. minucie Ruben Castro doprowadza do wyrównania. Kiedy piłkarzom Valencii wydaje się, że remis z beniaminkiem jest tragedią, w 94. minucie ten sam zawodnik doprowadza podopiecznych Unaia Emery’ego do rozpaczy, dając zwycięstwo swojej drużynie.











