La Liga zarządzana przez Javiera Tebasa wydała oświadczenie, w którym potępia powstanie Superligi. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że to właśnie LFP od lat szuka najrozmaitszych sposobów na poprawę swoich finansów. Javier Tebas wybrał pójście na wojnę ze swoimi najlepszymi klubami. Wojnę, na której od początku stoi na przegranej pozycji.
Atrakcyjność rozgrywek hiszpańskiej ekstraklasy spada z roku na rok. Odejścia największych gwiazd jak Neymara czy Cristiano Ronaldo (oraz zanoszące się Leo Messiego i Sergio Ramosa) i problemy finansowe klubów sprawiają, że coraz trudniej przyciągnąć widza do piłkarskich rozgrywek na Półwyspie Iberyjskim. Kluby w poszukiwaniu lepszego jutra spoglądają na Superligę. Moralność tych rozgrywek nie podoba się jednak Tebasowi. Tebasowi, który hiszpański futbol sprzedaje do wszystkich zakątków świata. – La Liga mocno sprzeciwia się propozycji europejskich rozgrywek dla elity, która atakuje pryncypia otwartej rywalizacji piłkarskiej, która sięga najgłębszych części europejskiego ekosystemu piłkarskiego – czytamy w oświadczeniu.
Liga hiszpańska niekoniecznie w Hiszpanii
Celem Javiera Tebasa od początku była poprawa stanu finansowego klubów Primera Division. Odejścia najlepszych piłkarzy ligi sprawiły, że według szefa LFP jedynym wyjściem było rozgrywanie meczów poza granicami kraju. Na pierwszą „ofiarę” wybrany został Superpuchar. Dwumecz rozgrywany przed sezonem przeobraził się w turniej typu final four. Idea starcia mistrza kraju ze zdobywcą pucharu przepadła.
Nie łudźmy się, że zabieg ten miał zwiększyć atrakcyjność tych meczów dla przeciętnego widza. Jedynym celem było zdobycie jeszcze większej transzy z praw telewizyjnych. Wciśnięcie dodatkowych meczów w kalendarzu sprawia, że kluby są niejako zmuszone do rozegrania tego turnieju. Część trenerów postanawia traktować rozgrywki o superpuchar jako mecze sparingowe, tym bardziej że są one rozgrywane w miejscach, w których zespoły zazwyczaj przygotowują się do sezonu.
Przeniesienie superpucharu do Arabii Saudyjskiej sprawiło, że zainteresowanie Hiszpanów tym turniejem spadło niemal do zera. Żaden z czterech uczestników nie sprzedał wśród swoich fanów wszystkich biletów na mecze rozgrywane na Bliskim Wschodzie. Mecze, który były dla kibiców pierwszą okazją, żeby zobaczyć dyspozycję drużyny przed nowym sezonem, stały się przykrym obowiązkiem.











