Po najlepszej i najgorszej jedenastce pierwszej części sezonu Primera Division prezentujemy Wam zestawienie graczy, którzy poczynili największe postępy i zachwycili ekspertów. Dziesięciu z nich to zawodnicy bardzo młodzi. Jeden to weteran, którego bardzo lubimy.
Thibaut Courtois (Atletico Madryt) Gdy Atletico wypożyczało z Chelsea dopiero co zakontraktowanego golkipera, nie do końca było wiadomo, jaki będzie jego status. Klub z Vicente Calderon opuścił David de Gea, ale zostali dwaj inni bardzo utalentowani młodzi bramkarze. Sergio Asenjo od pół roku zmagał się z poważną kontuzją i wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś ma zagrozić Belgowi, to tylko Joel Robles. Sam Hiszpan mówił, że jeśli klub nie zagwarantuje mu miejsca w składzie, to on zabiera swoje zabawki i odchodzi. Okienko transferowe się skończyło, Joel został, Asenjo wyzdrowiał, a bronił Courtois. Bronił różnie. Raz genialnie, raz dobrze, momentami co najwyżej przeciętnie. Pozycja najlepszego portero ligi nie była w jego zasięgu, ale już po pół roku udało mu się osiągnąć cel – przestał być postrzegany jako zawodnik przyszłości. Stał się graczem od zaraz gotowym do bronienia na najwyższym poziomie. Wobec beznadziejnej ostatnio dyspozycji Petra Cecha wydaje się, że Andre Villas-Boas w czerwcu ściągnie Thibaut do Londynu. Do tego czasu ma nadal ogrywać się w Primera Division. Ale czy będzie? Zdania na ten temat są podzielone. Kibice nie chcą widzieć między słupkami kogoś, kto za pół roku odejdzie. Kibice chcieliby Joela – wychowanka klubu – albo nawet Asenjo, którego jeszcze rok temu mieszali z błotem. Również część ekspertów stawia na tego drugiego, który w rozegranych do tej pory kilku meczach był praktycznie bezbłędny. On pewnie nie odejdzie za kilka miesięcy.
Zakontraktowanie Isco było strzałem w dziesiątkę (fot. malagacf.com)
Inigo Martinez (Real Sociedad San Sebastian) Bask ma ledwo dwadzieścia lat, a już zna go cały świat. Wszystko za sprawą jego dwóch trafień z połowy boiska. Widział je praktycznie każdy kibic piłkarski, cały internet był ich pełen. Xabi Alonso, podobnie jak Inigo wychowanek Realu Sociedad, stwierdził, że Martinez jest jego idolem. Gole były przednie, to prawda – rzadko ogląda się u tak młodego zawodnika taką odwagę, taką siłę i precyzję strzału – ale nawet gdyby Bask ani razu nie trafił do siatki z 50 metrów, znalazłby się w tym zestawieniu. Nominujemy go za to, jak świetnym stoperem jest, i za to, jak świetnym stoperem może się stać. Real Sociedad przeżywa ostatnio spory kryzys, co prawda utrzymuje się ponad strefą spadkową, ale sytuacja jest daleka od doskonałości. Na starcie sezonu perspektywy były jeszcze gorsze, bo zupełnie posypała się defensywa. Żaden z kwartetu defensorów, którzy kończyli poprzedni sezon, nie prezentował się dobrze. Ba, żaden nie prezentował się chociażby nieźle. Powrót Demidova nieco pomógł, ale na nic by się nie zdał, gdyby nie eksplozja formy Inigo Martineza. Gdy w pierwszym meczu sezonu, wobec kontuzji Jona Ansotegiego, media podały, że szansę debiutu może dostać młody stoper drużyny rezerw, wszyscy łapali się za głowy. Czy on jest wystarczająco dobry, by debiutować w pierwszym składzie w pierwszym meczu nowych rozgrywek? Martinez w końcu nigdy wcześniej nie grał w La Liga. Był wystarczająco dobry. Po szesnastu kolejkach ma na swoim koncie czternaście rozegranych od pierwszych minut meczów, cztery żółte i dwie czerwone kartki (stąd dwa spotkania absencji), a także trzy gole, co jest wynikiem jak na defensora aż za dobrym. Agresywną grę Baska można tłumaczyć tym, że, no cóż, jest Baskiem.
Sergio Ballesteros (UD Levante) Jedynym nominowany gracz, którego w żadnym razie nie można nazwać młodym talentem. Lewantyńczyk młody był dawno temu, teraz po prostu udaje, że nie jest stary. Ma 36 lat i spokojnie mógłby być ojcem 1/3 kolegów z tego zestawienia. Sergio karierę rozpoczynał w Levante, później przez ponad dekadę tułał się po różnych klubach, by ostatecznie znów zacumować na Ciutat de Valencia. W poprzednim sezonie był przeciętny. No, może solidny. Za dużo błędów w końcu nie popełnił. Ale w tym… Niepojęte. Facet jest wielki jak góra, ma wyraźną nadwagę, jest stary, nie wygląda na biegłego w taktyce. Czasami źle się ustawia… A mimo to dokonuje prawdziwych cudów waleczności, odwagi i nieustępliwości. Czasami można odnieść wrażenie, że on gra tak dobrze, bo nie zdaje sobie sprawy, że nie ma prawa tak grać. Gdyby wiedział, to byłby przeciętniakiem. Ktoś z jego posturą nie ma szans wygrać wyścigu biegowego z Cristiano. On tego dokonał. Ballesteros jest idealnym kapitanem, bo nie dość, że wygląda na człowieka, któremu nie warto wchodzić w drogę, to jeszcze na murawie zachowuje się tak, jakby każdy mecz był meczem o wszystko. Tak po cichu, na końcu, trzeba jednak dodać, że za sukcesem Sergio stoi tak naprawdę jego boiskowy partner, „Nano”. To on jest mózgiem Levante. To on o wszystkim decyduje. Gdyby go nie było, Ballesteros byłby znacznie bardziej zagubiony i znacznie mniej skuteczny. No ale my nie nominujemy za umiejętność czytania gry, tylko za to, że piłkarz, który powinien być na emeryturze, gra jak nastolatek.
Alvaro Gonzalez (Racing Santander) Przypadek podobny do Inigo Martineza. Alvaro był znany trochę wcześniej, w lidze debiutował jeszcze w poprzednim sezonie, ale i tak jego niepodważalna pozycja w drużynie to spora niespodzianka. Dla 21-letniego Hiszpana fakt, że gra w drużynie pokroju Racingu, to z jednej strony przekleństwo, a z drugiej błogosławieństwo. Przekleństwo, bo dla tak dobrego zawodnika patrzenie, jak rywal strzela po kilka goli w meczu, to niełatwe przeżycie, które może poważnie podważyć wiarę we własne umiejętności. Błogosławieństwo, bo jeśli Kantabryjczycy spadną do Segunda Division, a spadną prawie na pewno, Alvaro na pewno szybko znajdzie zatrudnienie w klubie znacznie lepszym. Jest stoperem, a stoperzy pełnię swoich możliwości pokazują w okolicach 25. roku życia. Przed Gonzalezem jeszcze kilka sezonów, które może poświęcić na naukę. Na razie wiadomo, że młodzian zostanie w Santanderze i postara się powalczyć o utrzymanie w La Liga. Na razie nasz bohater jest zdecydowanie najlepszym graczem Racingu i nic nie wskazuje na to, by sytuacja mogła się zmienić. Alvaro dostał ostatnio powołania do reprezentacji Hiszpanii U-21. Kto wie, może za dwa, trzy lata będzie grał w dorosłej kadrze? Może w duecie z Inigo Martinezem?
Asier Illaramendi (Real Sociedad San Sebastian) Kolejny gracz Realu Sociedad. Trener Montanier wobec marnej formy weteranów całymi garściami czerpie z drużyny rezerw. Asier rozegrał trzy mecze w poprzednim sezonie, potem walczył z drobnymi urazami. Rozgrywki 2011/2012 zaczął – szkoleniowiec troszkę ryzykował – jako podstawowy defensywny pomocnik ekipy z Kraju Basków i szybko okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Illaramendi w każdym meczu był niepodzielnym królem środka pola, grał tak jak Xabi Alonso. Porównania obu zawodników są coraz częstsze. Wychowankowie Realu Sociedad mają podobną charakterystykę. Asierowi brakowało momentami spokoju, czasami zdarzało mu się stracić głowę, ale doświadczenie w tego typu sytuacjach przychodzi z czasem. Ważniejsze jest to, że Bask zapowiada się na gracza, jakiego chce mieć każdy klub w Hiszpanii, na defensywnego pomocnika, który nie ma problemów z rozgrywaniem. Obecnie takich graczy można policzyć na palcach jednej ręki, więc każdy jest na wagę złota. O tym, czy nadzieje związane z Asierem nie okażą się płonne, przekonamy się, gdy pomocnik wyleczy uraz. Skręcenie więzadeł krzyżowych to poważna sprawa. Hiszpan był operowany miesiąc temu i na razie nie wiadomo, kiedy wróci. Miejmy nadzieję, że szybko. La Liga potrzebuje takich ludzi.
Sergio Ballesteros jest jak Benjamin Button (fot. desportes-orange.es)
Isco Alarcon (Malaga CF) Ach, Isco. Cóż to za talent… Działacze Valencii pewnie do teraz płaczą w swoich biurach. Przecież Andaluzyjczyk mógł ciągle grać dla nich. Mógł, ale nie chciał. Wbrew temu, co mówią niektórzy, „Los Ches” nie mieli szans zatrzymać zawodnika. Malaga wpłaciła kwotę odstępnego powiększoną o kilkudziesięcioprocentowy podatek – w takich sytuacjach klub macierzysty nie może nic zrobić. Pozostają tylko prośby. Isco zostawać nie miał zamiaru. Valencia mogła mu zapewnić walkę o pozycję z czterema czy nawet pięcioma pomocnikami. „Los Boquerones” z łatwością przelicytowali Lewantyńczyków, obiecując Alarconowi na starcie pozycję zmiennika Cazorli. Hiszpan urodził się w okolicach Malagi, więc przenosiny były zupełnie bezbolesne. Isco od początku swojej przygody z drużyną Manuela Pellegriniego prezentował się dobrze. Mówił, że bardzo dużo czerpie z podpatrywania gry Santiego Cazorli. Z czasem sprawy zaczęły przybierać trochę chory obrót i młody Andaluzyjczyk zaczął górować nad doświadczonym reprezentantem Hiszpanii. Gdybyśmy przyjrzeli się ostatnim pięciu ich wspólnym meczom, okazałoby się, że Isco zawsze był co najmniej o klasę lepszy. Strzelił sporo bramek, sporo bramek wypracował. Brał udział w praktycznie każdej akcji Malagi. To, że Hiszpan będzie niedługo grał w kadrze del Bosque, jest oczywiste. Jeśli jego talent dalej będzie się rozwijał w takim tempie, nie wiadomo, co z niego wyrośnie. Isco urodził się w 1992 roku, ma dziewiętnaście lat i jeszcze co najmniej trzy na osiągnięcie piłkarskiej dojrzałości. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, powinien być wtedy zawodnikiem klasy co najmniej Davida Silvy.
Zainteresowanych sylwetką Isco odsyłamy do artykułu mu poświęconego – ONBG: Isco Alarcon
Jose Campana (Sevilla FC) Najmłodszy zawodnik w zestawieniu. Sewilczyk ma ledwo osiemnaście lat i już dziesięć meczów w La Liga na swoim koncie. Najlepiej zagrał w tym ostatnim, przegranym przez „Los Nervionenses” aż 2:6. Hiszpan wszedł na ostatnie pół godziny i zapisał na swoim koncie dwie asysty. W tym momencie Marcelino nie ma lepszego środkowego pomocnika. Piotr Trochowski nigdy nie prezentował w Hiszpanii jakiejś szczególnie wysokiej formy, a teraz jeszcze spuścił z tonu. Ivan Rakitić zaliczył spektakularny upadek sportowy. Na wiosnę sam ciągnął drużynę do przodu, teraz jest hamulcowym. Jeśli trener Sevilli nie jest głupi, to postawi na Campanę. Chłopak ma potencjał nie mniejszy niż Isco. Do tego jest bardziej uniwersalny niż Alarcon, o którym już teraz wiadomo, że może być tylko i wyłącznie mediapuntą. Jose ma predyspozycje, by być zarówno defensywnym, jak i ofensywnym pomocnikiem. Teraz wszystko w rękach sztabu szkoleniowego klubu z Sanchez Pizjuan. Nie od dziś wiadomo, że jego członkowie potrafią doskonale ukształtować młode talenty. Patrząc na popisy Andaluzyjczyka, ma się nieodparte wrażenie, że patrzy się na przyszłą gwiazdę futbolu. W sposobie jego gry jest zapisana obietnica wielkiej kariery. Jego spokój w meczu z Realem – wchodził na murawę w momencie, gdy gigant znęcał się nad jego drużyną – to tylko kolejny element tworzący obraz piłkarza, któremu pisana jest świetlana przyszłość.
Isaac Cuenca (FC Barcelona) O Katalończyku napisano ostatnio bardzo wiele, a za każdym razem końcowe wnioski były takie same. To ma być, to musi być nowy Pedro. Piłkarz bez jakichś gigantycznych umiejętności, właściwie bez szans na zrobienie wielkiej kariery gdzie indziej niż w Barcelonie. Możliwe, że Isaaca czeka taka sama droga na szczyt, którą przeszedł kilka lat temu skrzydłowy z Teneryfy. Możliwe, ale wcale nie takie pewne. Niewykluczone, że Pep, dając Cuence tak dużo szans na grę, chce po prostu podbić jego cenę. Jeśli zawodnik wystąpi jeszcze w dziesięciu meczach w lidze, zaliczy kilka ogonów w Champions League, to ewentualny nowy pracodawca będzie musiał zapłacić za niego nie pięć, ale piętnaście milionów euro. Kadra „Dumy Katalonii” pełna jest ofensywnych piłkarzy lepszych od Isaaca. Ale nie ma co gdybać, Pep znany jest z dziwnych decyzji, zobaczymy. W każdym razie wiadomo, że Cuenca talent ma wielki. Jest szybki, bardzo dobry technicznie (pozostałość po karierze fristajlowca) i, co najważniejsze, rozumie filozofię Barcelony. Są piłkarze, którzy uczęszczali przez kilka lat do La Masii, a nie wpoili sobie tego, czego oczekuje od nich klub. Isaac to wszystko pojął. On rozumie schematy, systemy rozegrania i warianty gry, które stosuje „Blaugrana”. Jeśli Guardiola go nie sprzeda, jeśli talent Deulofeu rozwinie się jeszcze bardziej i jeszcze szybciej, to dla Cuenki powinno znaleźć się miejsce w kadrze pierwszej drużyny Barcelony na przyszły sezon.
Więcej szczegółów na temat temat tego, jak gra i co w futbolu może osiągnąć Isaac, tutaj – Isaac Cuenca – Pedro 2.0?
Thiago Alcantara (FC Barcelona) Trudno zaakceptować fakt, że to odkrycie rundy. Wydaje się, że Hiszpan gwiazdą światowej piłki jest już od jakiegoś czasu. A to dopiero kilka miesięcy. To sezon przygotowawczy był trampoliną dla Thiago. Kilka doskonałych występów pozwoliło mu wybić się z poziomu wychowanka dołączonego trochę na doczepkę do drużyny Guardioli do pozycji gracza na granicy pierwszego składu. Natychmiast przyszło pierwsze powołanie do dorosłej reprezentacji Hiszpanii. Debiut, pierwszym mecz o punkty. Rollercoaster. Thiago wyszedł z tej zawieruchy bez szwanku. Teraz wszystko się ustabilizowało, syn Mazinho jest elementem rotacji Barcelony w środku pola. Gra dużo, gra dobrze i będzie grał jeszcze lepiej. Chłopak ma dwadzieścia lat i u boku piłkarzy takich, jak: Xavi, Iniesta, Cesc czy Messi. W tym momencie brazylijski Hiszpan jest świetnym rozgrywającym. Za dwa lata – mniej więcej wtedy w cień ostatecznie usunie się Xavi – powinien być już prawdziwą bestią środka pola. Ma wszystko, co ma drugi kapitan Barcelony, a dodatkowo może pochwalić się umiejętnością uderzania z dystansu. Poza tym jest całkiem szybki, co wbrew pozorom w niewymagającej rozwijania wielkich prędkości taktyce Barcelony jest cechą bardzo przydatną. Thiago jest trochę jak Iniesta. Od Kastylijczyka różni go to, że zamiast spokoju i rozwagi matka natura zaopatrzyła go w odrobinę szaleństwa.
Thiago Alcantara w tym sezonie gra częściej niż Iniesta. To o czymś świadczy (fot. resultados-futbol.com)
Lass Bangoura (Rayo Vallecano) Przed sezonem poza tym, że ktoś taki jak Alhassane Bangoura istnieje, wiedzieliśmy niewiele. Gwinejczyk swego czasu rozmawiał z Diarrą z Realu Madryt i podobno od tego czasu myśli tylko o przenosinach na Santiago Bernabeu. Działacze „Królewskich” obserwują go od ponad roku. Pewnie cieszy ich to, co widzą. Lass sezon rozpoczynał jako rezerwowy. Na początku wchodził na kilkanaście minut, później na kilkadziesiąt. Później grał pół meczu, aż w końcu stał się graczem podstawowego składu. Pierwszym poważnym sprawdzianem dla dziewiętnastolatka było starcie z „Los Blancos”. Rayo przegrało gładko, Lass nie zdobył bramki, nie zaliczył też asysty, ale pozostawił po sobie nad wyraz pozytywny obraz. Gwinejczyk bardzo się starał, kombinował, dryblował, próbował akcji indywidualnych. Kilka razy wygrał pojedynek z Marcelo, wyglądało to naprawdę porządnie. Mniej więcej od tego czasu czarnoskóry zawodnik razem z Michu Perezem stanowi o sile ofensywnej klubu z Vallecas. Jeśli beniaminek utrzyma się w Primera Division, to już teraz wiadomo, że Lass będzie miał w tym wielki udział. Dobrze by było, gdyby udało się uniknąć spadku, bo skrzydłowy potrzebuje jeszcze roku, może dwóch grania na spokojnie w La Liga. Nie powinien zmieniać klubu, powinien spokojnie ogrywać się w Rayo. Jeśli dalej będzie się tak rozwijał, jeśli nie będzie się śpieszył, to w końcu ten upragniony Real się po niego zgłosi.
Jeśli ktoś odczuwa potrzebę zapoznania się z życiorysem Lassa, zapraszamy tu – ONBG: Czarna perła
Thievy Bifouma (Espanyol Barcelona) Młody napastnik Espanyolu po raz pierwszy błysnął podczas finału Pucharu Katalonii. „Los Pericos” grali w nim oczywiście z Barceloną (gwoli ścisłości – Barceloną złożoną z graczy drugiej drużyny), a Francuz skompletował hattricka, w pojedynkę przesądzając o wyniku spotkania. Już wcześniej wiadomo było, że czarnoskóry snajper ma wielki talent, ale mecz z „Blaugraną” przekonał Mauricio Pochettino, że trzeba go jak najszybciej wcielić do kadry pierwszej drużyny. Tak też się stało. Napastnik, który wygląda trochę jak miniaturowy Didier Drogba (albo Romelu Lukaku, jak kto woli), zagrał w tym sezonie w dwunastu meczach. Czasami z ławki, czasami od początku. Zawsze prezentował się co najmniej dobrze. Francuz jawi się jako piłkarz łączący w sobie wszystkie cechy, które może mieć napastnik. No, może poza bramkostrzelnością, bo z tym na razie jest słabo. Ale nie oceniajmy dziewiętnastolatka po tym, ile bramek strzela. Thievy na boisku zachowuje się bardzo odważnie, walczy o piłkę bez kompleksów. Wypracowuje dużo okazji kolegom. Często się cofa i wspomaga defensorów. Espanyol będzie miał z niego pociechę jeszcze przez wiele lat. Chyba że go sprzeda. Espanyol słynie ze sprzedawania wszystkiego, co się rusza i nie jest Carlosem Kamenim.
Jak pewnie zauważyliście, jedenastka jest dość ofensywna. Niestety nie mieliśmy innego wyboru – ostatnio wyróżniają się głównie gracze stworzeni do atakowania. Układając to zestawienie, byliśmy zmuszeni pominąć kilku zawodników. Wielka szkoda, że nie zmieścił się młodziutki Raphael Varane z Realu Madryt. Chłopak, jeśli nikt mu nie zrobi krzywdy, przez kilkanaście lat może stanowić o sile defensywy „Królewskich”. W Levante wyróżniali się Vicente Iborra i, szczególnie w pierwszych miesiącach sezonu, Jose Barkero. W Athleticu warty odnotowania jest debiut Jonasa Ramalho, osiemnastolatka, którego już teraz wycenia się na prawie dziesięć milionów euro. W Mallorce wcale nieźle poczynał sobie napastnik Alvaro, a w słabującym Villarrealu dano w końcu szansę Joselu. W Racingu wejście smoka zaliczył Jairo, a w Betisie mocne miejsce w wyjściowej jedenastce wywalczył sobie Pozuelo. Zobaczymy, może na koniec sezonu to oni znajdą się w jedenastce?
Kolega powyżej to najwyraźniej troll. Nie ma co
odpowiadać na jego komentarz tylko od razu
kasować.
Jako kibic Atleti zgadzam się z tym co było
napisane o Courtoisie, ale moim zdaniem to za mało
żeby go wyróżnić w tym zestawieniu. Nie bronił
wcale super i w sumie nie wiem dlaczego Manzano
stawiał na niego a nie Asenjo, który zaliczył
kilka bardzo dobrych występów.
~
~ManU
Torres ??? Co Ty chłopie ?? ogarnij wgl co Ty
piszesz !!
~
~piter
zamiast dawac hiszpanskie jedynastki dajcie angielska
bo za przeproszeniem gowno nas obchodzi ta liga w
ktorej przecietny kibic zna 2 druzyny
~
~...
Jeżeli gówno Cię obchodzi ta liga to po co czytasz
ten artykuł trollu??!!
~
~Henryk
Barcelona to janusze.
~
~szejk
city to cioty
~
~szwajc1212
Zizou miał nosa do tego chłopaka :). Myślę że
jak do Barcelony trafi Neymar to Isaac Cuenca nie
zrobi tam kariery .