Rozgrywki skończyły się ledwo dwa tygodnie temu, a my już wiemy, że cztery drużyny występujące w poprzednim sezonie w Primera Division stracą swoich kapitanów. W Hiszpanii po raz kolejny możemy mieć do czynienia z exodusem weteranów.
Aranburu
Roberto Ramajo, dziennikarz madryckiego „Asa”, przytoczył kilka dni temu swoją rozmowę ze znajomym. Ów znajomy stwierdził: – Strasznie nie podoba mi się to, że Mikel Aranburu zakończył już karierę. Przecież tak naprawdę on niczego z Realem Sociedad nie wygrał. Nie pobił żadnego rekordu, ani goli, ani rozegranych meczów. Pan Ramajo nie szukał długo odpowiedzi. Odparował koledze bez zastanowienia: – Człowieku, to Aranburu!

Strasznie celna ta odpowiedź. Może i Mikel nie zagrał w pasiastej koszulce tyle razy co Gorriz, Arkonada czy Lopez Ufarte, ale – hej – 426 meczów to całkiem niezły wynik. Może nie strzelił zbyt wielu bramek i nie wzniósł w górę żadnego trofeum, ale nikt nie ma wątpliwości, że dał z siebie wszystko. W każdym meczu, począwszy od debiutu w 1996 roku, aż do wieńczącego karierę starcia z Valencią. Gdy Aranburu po raz pierwszy zakładał meczową koszulkę „Txuri-urdin” (czarną, wyjazdową) jego następca, Ruben Pardo, uczył się wiązać buty. Szesnaście lat w świecie futbolu. Pierwsza, druga, trzecia liga. Spadek z Primera, awans do Primera. Wicemistrzostwo kraju. I ciągle ta sama mentalność, ten sam niezłomny charakter wychowanka sławnej Zubiety. W ostatnich tygodniach o Aranburu powiedziano i napisano bardzo dużo. I mimo że był doskonałym piłkarzem, więcej miejsca zawsze poświęcano mu jako człowiekowi. Poza murawą cichy, skromny, zawsze opanowany. Na boisku prawdziwy lider, walczący o każdą piłkę. Informacja o tym, że kończy karierę, była szokująca. Nikt się tego nie spodziewał. Gdy klub ogłosił, że kapitan zaprasza dziennikarzy na konferencję prasową, wszyscy myśleli, że chodzi raczej o jakieś podsumowanie sezonu. Niestety, nie. Niestety, Mikel powiedział, że to już koniec. Jest zbyt zmęczony, by dalej móc dawać z siebie wszystko. – Chcę znów cieszyć się każdym dniem. Bardzo trudno będzie mi wyrwać się z rutyny, która wciągnęła mnie na tyle lat – stwierdził „Kapitaina”. – Nigdy nie spodziewałem się, że mogę otrzymać aż tyle miłości. To przerosło moje najskrytsze oczekiwania – dodał.
Jego odejście oznacza, że na Anoeta nie pozostał już żaden z zawodników, którzy dziewięć lat temu zdobywali tytuł wicemistrzów Hiszpanii. Pamiętacie? Alonso, Lopez Rekarte, Aranzabal, Karpin, Igor, Nihat, Kovacević. I Aranburu.
Eskerrik asko, Mikel.
Munitis
Kantabryjczyk nie jest już piłkarzem Racingu Santander. Wieloletni kapitan, gracz z największą liczbą występów w koszulce klubu z El Sardinero przed kilkoma dniami podjął najtrudniejszą decyzję w życiu. Dumny Hiszpan spadek drużyny do Segunda Division potraktował jako osobistą porażkę, klęskę, z którą nie sposób sobie poradzić. – – stwierdził ze łzami w oczach. –












