„Mes que un club” – dawno i nieprawda. Dziś FC Barcelona to po prostu kolejny wielki superklub, przedsiębiorstwo nastawione na zyski. To co czyniło „Dumę Katalonii” czymś więcej niż tylko klubem już dawno przestało obowiązywać. Skończyły się czasy, kiedy ich koszulka była nieskalana logiem żadnej firmy, kiedy to stawiali na swoich – na młodych piłkarzy, którzy utożsamiali się z regionem i z ukochanym klubem. I to właśnie na tym drugim aspekcie skupimy dziś swoją uwagę.
FC Barcelona rzuciła się w wir zakupów zapominając o tym, co mają pod nosem. Zaczęli podążać za nowymi trendami. Spójrzmy tylko na ostatnie transfery :
Coutinho – 120 mln
Dembele – 115 mln
Paulinho – 40 mln
Semedo – 30 mln
Ogromne sumy, za które ściąga się znane nazwiska mają zapewnić „Dumie Katalonii” ciągłość pozostania w piłkarskiej elicie. Chrapka na kolejne trofea jest zbyt wielka. FC Barcelona nie może sobie pozwolić na kilka lat niebytu, tylko po to, aby młodzi chłopcy dojrzali.
Szkółka to wciąż nasza duma, ale musimy tworzyć drużynę mistrzowską, a wtedy nieważne jest, ile kto ma lat oraz gdzie się wychował Jordi Mestre
I nie można mieć za bardzo pretensji do działaczy. Drużyna z Katalonii przyzwyczaiła swoich kibiców do krajowych i europejskich trofeów. Idea, którą forsują najzagorzalsi sympatycy „Blaugrany”, mówiąca o zachowaniu za wszelką cenę tożsamości klubu, jest platoniczną koncepcją.
Utrata tożsamości?
Co za bzdura? – tak odpowiedzieliby zwykli kibice Barcelony, ale ortodoksyjni „cules” bez wahania zgodziliby się z tym stwierdzeniem. Bo oni pokochali ten klub dlatego, że przez lata stawiano na wychowanków, a to co dzieje się w ostatnich latach, to dla nich nic innego jak zwykły upadek klubowych wartości.
Pieniądze są drugorzędne. Na pierwszym miejscu powinny być zasady, wartości. Barca je straciła Johan Cruyff
To, co w 2015 roku powiedział Johan Cruyff powinno dać do myślenia działaczom FC Barcelona. Człowiek, który najpierw jako piłkarz, a później jako trener odbudował drużynę z Katalonii. Holender stworzył podwaliny dzisiejszej wielkiej „Barcy”, stworzył fundamenty La Masii, której plony zbierał Guardiola.
Za kadencji obecnego trenera Manchesteru City „Duma Katalonii” osiągała największe sukcesy. Guardiola stworzył drużynę, która uznawana jest za najlepszą w dziejach. Warto sobie przypomnieć, kto stanowił o sile tego zespołu? Tak, byli to wychowankowie z La Masii.
W ciągu czterech lat urzędowania Guardioli w oficjalnych meczach FC Barcelona zadebiutowało aż 22 wychowanków La Masii. Co prawda nie wszyscy z nich przeszli przez wszystkie etapy szkolenia, ale w którymś momencie swojej przygody z piłką dołączyli do katalońskiej akademii.
W późniejszych latach kolejni trenerzy nie stawiali już tak ochoczo na młodych, niedoświadczonych zawodników. Z roku na rok w zespole debiutuje i gra coraz mniej wychowanków. Wyjątkiem jest okres urzędowania świętej pamięci Tito Vilanovy, który w spadku po Guardioli otrzymał całe grono wychowanków. W 2012 roku doszło do sytuacji, gdzie w wyjściowej jedenastce wystąpiło jedenastu piłkarzy wywodzących się z La Masii.











