Piłkarze Sevilli ulegli na własnym stadionie Almerii 1:3. Dwa gole dla przyjezdnych zdobył świetnie dysponowany tego dnia Pablo Piatti. Ale głównym bohaterem wieczoru był chyba golkiper Almerii, który obronił rzut karny i wiele innych, wydawałoby się pewnych sytuacji bramkowych.
Punktualnie o 20. na stadion imienia Sancheza Pizjuana wybiegły jedenastki miejscowej Sevilli i Almerii. Obie drużyny, mimo lekkich osłabień, stawiły się w całkiem mocnych składach. W ataku przyjezdnych od pierwszej minuty szansę dostał znany z występów w krakowskiej Wiśle Kalu Uche.

Pierwsze minuty meczu były bardzo wyrównane, obie ekipy zdecydowały się na bardzo otwarty futbol. Sevilla klasycznie oparła się na skrzydłach, Almeria szukała szczęścia atakując środkiem, gdzie Uche i Piatti z łatwością radzili sobie z defensorami rywala. Po upływie kilku minut Jose Carlos groźnie huknął z dystansu, trafiając w poprzeczkę. Piłka szczęśliwie nie wpadła do bramki, ale goście dostali ostrzeżenie. W 20. minucie Renato popędził lewą stroną boiska i dośrodkował w pole karne. Vargas doszedł do wniosku, że zasadne będzie zagranie piłki rękę. Tak też uczynił. Rzut karny dla Sevilli. Do piłki podszedł Kanoute i… nie trafił! Piłkarz z Afryki widocznie zapomniał, że naprzeciwko siebie ma Diego Alvesa, prawdziwego bramkarskiego artystę, największą gwiazdę swojej drużyny. Brazylijczyk, który, jak się okazało ma nerwy ze stali, spokojnie wyczekał rywala i rzucił się w odpowiednią stronę. Wielka klasa bramkarza Almerii! Ten pokaz piłkarskiego geniuszu dodał skrzydeł podopiecznym Jose Luisa Oltry. Wreszcie również Andres Palop miał okazję się wykazać. Na uwagę zasługuje zwłaszcza świetna obrona atomowego strzału Uche oraz wybicie na rzut rożny strzału Pablo Piattiego.
W drugiej części meczu wszystko zaczęło się tak samo. Sevilla przeważała indywidualnościami, Almeria walecznością. Bojowość tym razem wygrała, bo już trzy minuty po wznowieniu gry gola strzelił Vargas. Gola niebywale dyskusyjnego, bo nie ma pewności, czy futbolówka przekroczyła linię bramkową. No ale na boisku rządzi sędzia, a sędzia go uznał.
Żarty się skończyły, Sevilla zdała sobie sprawę, że jeśli nie wygra tego meczu, straci ostatecznie kontakt z czołówką. Podopieczni Manzano zaczęli grać agresywniej, z większym zaangażowaniem. Nawet szalony skrzydłowy, Diego Capel, walczył o piłkę w obronie. Poziomem waleczności od kolegów nie odstawał Andres Palop, broniąc wszystko, co się dało. Na drugiej stronie boiska cudów dokonywał Diego Alves, zatrzymując Negredo w taki sposób, że nawet Iker Casillas w swoim madryckim domu pewnie bił mu brawo (to, że bramkarz Realu oglądał ten mecz jest bardzo prawdopodobne – nie od dziś wiadomo, że „Święty” jest wielkim fanem talentu Diego i chętnie zagrałby z nim w jednej drużynie). Sporym osłabieniem dla walczących o komplet punktów graczy Almerii była kontuzja Juanmy Ortiza, piłkarza nie do zastąpienia w ekipie Oltry. W 68. minucie gola mógł i powinien strzelić Uche, ale na przeszkodzie stanęła mu desperacka interwencja Alexisa Ruano. Ten niechciany i wyszydzany w Valencii stoper w Sevilli pokazuje, że spisywanie go na straty nie było sprawiedliwe. W 81. minucie meczu hiszpańscy komentatorzy mogli krzyknąć „que golazo de Pablo Piatti!”. Cóż za gol Piattiego! Bomba zza pola karnego, która po ręce Palopa i poprzeczce znalazła drogę do siatki! Malutki (nawet Messi może patrzeć na niego z góry) Argentyńczyk strzelił jednego z ładniejszych goli w karierze). Odpowiedź zdesperowanej Sevilli była natychmiastowa. Freddy Kanoute wreszcie zrehabilitował się za niestrzelonego karnego i pokonał ocierającego się dziś o boskość Diego Alvesa. Po tym trafieniu oblężenie bramki Almerii było już całkowite. Przed niebezpieczną kontrą Sevillę uchronił wybiegający niemal na środek boiska(!) Palop.











