Tym razem obyło się bez większych niespodzianek. W zakończonej poniedziałkowym pojedynkiem Arsenalu i West Bromwich szóstej kolejce Premier League faworyci nie zawiedli, a drużyny zamykające tabelę wciąż nie doczekały się przełamania. Swoją niesamowitą formę potwierdziły oba kluby z Manchesteru, Londyn natomiast pokazał, że tamtejsze zespoły również nie składają broni.
Jeszcze jeden pogrom
Piłkarze Manchesteru City nie mają litości dla swoich rywali. Z murawy Etihad nie zdążył się jeszcze pozbierać Liverpool, a już kolejna drużyna rozjechana zostaje przez niebieski walec. Ekipa Guardioli nie bierze jeńców. Cel jest tylko jeden – mistrzostwo.
Pomimo kłopotów i niezbyt przekonującego stylu gry z początku sezonu Manchester City wszedł na poziom osiągalny obecnie jedynie dla lokalnego rywala. Podopieczni Guardioli wygrywają wszystko, co się da i najwyżej jak się da, Tym razem padło na trapione problemami Crystal Palace, które przyjechało na Etihad z nadzieją na pierwszą strzeloną w tym sezonie bramkę. Przełamanie było blisko, ale skończyło się na dwóch groźnych uderzeniach Loftusa-Cheeka, z których jedno trafiło nawet w słupek. Anglik był najjaśniejszym punktem swojej drużyny, a po meczu Tim Sherwood przyznał, że według niego 21-letni pomocnik bez problemu poradziłby sobie w Manchesterze City.
Im bliżej było końca pierwszej połowy, tym częściej do głosu dochodzili gospodarze. W końcu, po fantastycznym podaniu Davida Silvy, swoją piątą w tym sezonie bramkę zdobył Leroy Sane. Kolejną świetną akcję „The Citizens” rozegrali w 51. minucie. Szybcy skrzydłowi, w osobach Sane i Sterlinga, znów dali o sobie znać. Tym razem dośrodkowanie Niemca wykończył Sterling i zrobiło się 2:0. Urodzony na Jamajce piłkarz ponownie wpisał się na listę strzelców zaledwie osiem minut później. Dla Roya Hodgsona stało się jasne, że wysokiej porażki nie da się już uniknąć, bo „Obywatele” weszli na swoje najwyższe obroty. Kolejny cios nadszedł w 79. minucie. Idealnym dośrodkowaniem ponownie popisał się Leroy Sane, a bramkę po strzale głową zdobył Sergio Aguero. Podobnie jak w meczu z Liverpoolem ekipa Guardioli uderzyła jeszcze tylko raz – w samej końcówce. Strzałem w samo okienko popisał się Fabian Delph i tym samym ustalił wynik spotkania.
Krychowiak wraca do łask
Rozgrywany w poniedziałek o 21:00 wyjazdowy mecz West Bromwich zelektryzował całą Polskę. Oczywiście stało się tak z jednego prostego powodu – Grzegorz Krychowiak pokazał, że wciąż pamięta co nieco z gry w piłkę. Pomimo że „The Baggies” ulegli Arsenalowi 0:2, to Polak w opinii brytyjskich mediów był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Początek nie był co prawda idealny. Polski pomocnik kilkakrotnie nie popisał się w grze defensywnej, a także bliski był otrzymania żółtej kartki już w początkowej fazie gry. Wszystko odeszło jednak w zapomnienie, gdy po rajdzie przez pół boiska zagrał niemal idealną piłkę do wbiegającego w pole karne Jaya Rodrigueza. „Kanonierów” przed stratą bramki uchronił jednak Nacho Monreal, który w ostatniej chwili wybił piłkę z linii bramkowej.
Przebieg spotkania kontrolował jednak raczej Arsenal. Pierwsza bramka padła po tym, jak w poprzeczkę z rzutu wolnego uderzył Alexis Sanchez. Na odbitą piłkę przyczaił się zupełnie niepilnowany Alexandre Lacazette i wyprowadził podopiecznych Arsene’a Wengera na prowadzenie. Kolejny gol padł dopiero w drugiej połowie, gdy po bezmyślnym faulu Nyoma na Ramseyu sędzia wskazał na „jedenastkę”. Tę na bramkę zamienił Lacazette, który mierzonym strzałem po ziemi pokonał Fostera. Arsenal odniósł ważne zwycięstwo i nieco zbliżył się do czołówki, West Bromwich za to po czterech meczach bez wygranej plasuje się już na 12. lokacie.











