Wisła Kraków znajduje się w nieciekawej sytuacji. Lokata w tabeli wskazuje na to, że musi natychmiast zacząć punktować, aby uratować się przed spadkiem. Ostatnie mecze jednak dają sygnał, że coś się ruszyło. Szkoda tylko, że nie w tabeli, bo „Biała Gwiazda”, gdyby właśnie nie te momenty, gdzie traciła rozum, mogłaby być w innym miejscu.
Daria Zawiałow w piosence “Hej! Hej!” wspomina o krótkich momentach. W trochę innym sensie, ale to nieważne. Wisła Kraków generalnie w ostatnich tygodniach prezentuje się bardzo dobrze. Wręcz szokuje, ale cały efekt psują właśnie te krótkie momenty.
Wisła Kraków z momentami zaćmienia
Głównie chodzi o mecze przy Reymonta. Trudno nie odnieść wrażenia, że Wisła Kraków ze spotkań z Piastem i Lechem powinna wynieść więcej niż zaledwie dwa punkty. Tym bardziej jeśli zobaczymy, jak układały się te spotkania. Zespół walczący o utrzymanie nie może sobie dać tak wyrwać punktów. Generalnie „Biała Gwiazda” nie wyglądała na drużynę będącą na 16. miejscu. Walczyła jak równy z równym, a nawet była lepsza od czołówki ligi.
Cały efekt zepsuły te paskudne momenty. W meczu z Lechem zabrakło koncentracji do końca. Bramka w 97. minucie nie powinna się zdarzyć. Zostawiony Ba Loua, środkowy obrońca praktycznie niepilnowany w polu karnym. Wisła nie może tak się zachowywać. Dramat, ale za całe spotkanie i tak należy pochwalić „Białą Gwiazdę”. Zaskoczyła wszystkich obserwatorów swoją odważną grą i tym, że była lepsza w pierwszej połowie. Przed meczem w Krakowie byśmy powiedzieli, że to jeden punkt zyskany, a po meczu można raczej powiedzieć dwa stracone. I to nie ze względu na decyzje sędziowskie, które były kontrowersyjne. Wisła powinna na boisku wygrać to spotkanie.
Przyszedł kolejny mecz przy Reymonta. Przyjechała równie silna drużyna, czyli Piast Gliwice. Wisła Kraków wyglądała, może się ktoś nie zgodzić, kapitalnie. Stworzyli sobie 20 sytuacji bramkowych, mieli ogromną przewagę, czterokrotnie obijali obramowanie bramki, Plach wyciągał się jak struna i znów skończyło się remisem. Znów mogą mówić o dwóch punktach straconych. Gdyby nie to piętnastominutowe zaćmienie na początku drugiej połowy, wynik tego meczu wyglądałby inaczej. Znów jeden głupi moment przeważył o losach spotkania. Tak nie może zachowywać się drużyna na gwałt potrzebująca punktów.
https://www.youtube.com/watch?v=vYwJz0PzVFQ
Wisła Kraków i błędy indywidualne
Generalnie ostatnie punkty, które traci Wisła Kraków, są wypadkową błędów indywidualnych. W momencie gdy Piast trochę przykręcił śrubę, Mikołaj Biegański nie popisał się w dwóch sytuacjach, przez które padły bramki, ale tak naprawdę przy rzucie karnym nie popisała się cała defensywa, a przy drugiej bramce należy skarcić za zachowanie Fazlagica, jak i Colleya.
Za to z Lechem nastąpiło domino nieudanych zagrań i nieprawidłowego ustawienia. Hanousek, Frydrych, Colley, każdy z nich mógł zapobiec tej bramce. I tak to się już kręci w tej Wiśle. Zagrać dobry mecz, mieć trzy punkty już praktycznie w garści i na własne życzenie zremisować. Zamiast dzisiaj cieszyć się z bycia nad kreską, można jedynie wspominać i żałować zmarnowanych szans.











