Oczywiste jest, że nowym zawodnikom należy dać czas. Istnieje jednak cienka granica pomiędzy bezsensowną egzystencją w nadziei, że ktoś w końcu spełni oczekiwania, a faktyczną aklimatyzacją. Po pewnym czasie chcemy widzieć fakty świadczące o tym, że ktoś może być przydatny. Lech Poznań ma na skrzydłach dwóch takich „gagatków”, z których ciężko być jednoznacznie zadowolonym. Nawet jak rozegrają dobry mecz, to potrafią błyskawicznie zepsuć dobre wrażenie.
Przed sezonem przecież to Kristoffer Velde i Adriel Ba Loua mieli być podstawowymi skrzydłowymi. Byli wyżej w hierarchii niż Michał Skóraś. Teraz jest to nie do pomyślenia. Więcej szans niż oni na skrzydłach dostawał Filip Szymczak, a więc można powiedzieć, że obaj stali się jedynie rezerwowymi, a przecież nie po to przychodzili do Lecha. John van den Brom jednak do końca sezonu nie będzie mógł skorzystać z wychowanka „Kolejorza”, a zatem więcej szans dostanie ta dwójka. Lepszego czasu na pokazanie, że są potrzebni w klubie już nie będzie.
Kristoffer Velde i Adriel Ba Loua – jeźdźcy bez głowy
Świetne określenie pasujące do Velde i Ba Loua to jeźdźcy bez głowy. Ludzie, po których nigdy nie wiesz czego się spodziewać. Do bólu nieprzewidywalni, dlatego nigdy tak naprawdę nie zostali ważnymi ogniwami Lecha na dłużej niż jeden mecz. Nie można na nich polegać. Adriel Ba Loua w Polsce jest już bite półtora roku, a wciąż wiemy o nim, że jest szybki i to jest jego największy atut. Trochę mało.
Bardzo słynna stała się już nieporadność Kristoffera Veldego. Widząc go czasami na boisku, można się przerazić. Przecież Norweg prawie o własne nogi się potyka, a mimo to czasami przeciwnicy są oszołomieni jego działaniami i zdobywa bramkę. Kibice przy Bułgarskiej widząc Adriela Ba Loua biegnącego z piłką w dobrze zapowiadającej się akcji, mogą wyciągać telefony i obstawiać, że Iworyjczyk zaraz wybierze złe rozwiązanie, a cała akcja spali na panewce.
Obaj mają swoje atuty, ale brakuje im tego czegoś, czego brakowało Skórasiowi w poprzednim sezonie. Takiego obycia z boiskiem i zwykłego myślenia. Nie wiemy z czego to się bierze. Być może tak bardzo chcą, że mają zbyt dużo myśli w głowie. Nie może być jednak tak, że Adriel Ba Loua, na którego bardzo liczono przed sezonem i zapowiadano, jako piłkarza z dobrym dryblingiem, będzie dopiero dziesiąty w zespole pod względem udanych dryblingów i będzie miał ich tyle samo, co krytykowany Citaishvili.
Paradoks – Kristoffer Velde lepszy od Ba Loua
Adriel Ba Loua w Poznaniu jest od sierpnia 2021 roku. Za to Kristoffer Velde od zimy 2022 roku, czyli też już ponad rok, a przychodził przecież jako słynny już „następca Jakuba Kamińskiego”. Gdybyśmy przed sezonem pospacerowali po Poznaniu i zapytali kibiców, kto może złapać formę, to większość odpowiedziałaby: Adriel Ba Loua. Wydawało się, że to może być jego czas. Wydawało się, że w końcu uporał się z kłopotami zdrowotnymi i weźmie byka za rogi. Przypominamy, jego transfer był określany jako hit. Jeden z wyróżniających się skrzydłowych ligi czeskiej.











