Kotwica Kołobrzeg została pierwszym beniaminkiem 1. ligi w sezonie 2024/2025! Klub z nadmorskiego kurortu dwa lata po promocji do 2. ligi robi kolejny krok naprzód. „Kotwa” w tym sezonie miewała różne okresy, a nawet zmieniła trenera. Ostatecznie kołobrzeżanie dopięli swego i po raz pierwszy w historii zagrają na drugim szczeblu rozgrywkowym.
Dwie porażki Pogoni Siedlce otworzyły przed Kotwicą Kołobrzeg szansę na wywalczenie awansu już na dwie kolejki przed końcem sezonu. Stawką starcia z Hutnikiem Kraków były zatem nie tylko trzy punkty i fotel lidera, lecz także upragniona promocja do 1. ligi. Kołobrzeżanie przystępowali do niego po wygranej z KKS-em Kalisz. Natomiast Hutnik przed tygodniem pewnie pokonał Lecha II Poznań, zgłaszając swój akces do gry o baraże.
Szybki cios Kotwicy
Są spotkania, na które można mieć plan, lecz nie da się go zrealizować. Tak też było w niedzielny wieczór w Kołobrzegu. Hutnik Kraków już w pierwszej minucie musiał zmienić swoje założenia i plany na 90 minut z wiceliderem. Błąd popełnił golkiper gości Dorian Frątczak, któremu piłkę tuż obok bramki odebrał Leon Kreković. Do bezpańskiej futbolówki toczącej się w kierunku bramki dopadł jeszcze Jonathan Júnior, który zmierza po koronę króla strzelców. Tak szybko strzelona bramka ustawiła przebieg spotkania. Gospodarze oddali piłkę rywalom, którzy próbowali konstruować swoje akcje od linii obrony. Aktywni byli Krystian Lelek oraz Jakub Marcinkowski, lecz Hutnik w pierwszej połowie oddał tylko dwa celne strzały. Kotwica zaś jeden – ten z pierwszej minuty.
Po zmianie stron gracze Hutnika mogli otrzymać kolejny nokautujący cios po własnym błędzie. Tym razem głównym antybohaterem był Marcinkowski, który stracił piłkę przed własnym polem karnym. Sytuację próbował kończyć Marcel Bykowski, lecz młody napastnik Kotwicy przeniósł piłkę nad poprzeczką. Kilka minut później goście odpowiedzieli strzałem Lelka, lecz nawet rykoszet nie zmylił Marka Kozioła. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza nie mieli w tym spotkaniu wielu okazji strzeleckich, lecz jeśli już strzelali w światło bramki, to padał gol. Tak też było w 53. minucie, a główną rolę ponownie odegrał najlepszy strzelec ligi. Dwubramkowe prowadzenie sprawiło, że na obiekcie im. Sebastiana Karpiniuka zapanowało święto.
Piłkarze Macieja Musiała robili, co mogli, by przeszkodzić Kotwicy w awansie, a samemu przybliżyć się do gry w barażach. Jednak brak Macieja Wróbla oraz słaby występ Denissa Rakelsa dały się we znaki. Krakowianie próbowali wykorzystać dziesięć minut doliczonego czasu gry, ale obrona Kotwicy dyrygowana przez Piotra Witasika nie popełniła żadnego błędu. Ostatecznie Kotwica Kołobrzeg i jej pragmatyczne podejście do ofensywy w tym spotkaniu okazały się skuteczne. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza wygrali spotkanie i po trudnej wiośnie w Kołobrzegu zapanowało piłkarskie święto! A już w nowym sezonie nad morze zawita pierwszoligowy klimat.











