Śląsk nadal nie potrafi efektywnie grać na nowym stadionie i tym razem notuje porażkę z Koroną Kielce. Świetny mecz kielczan w 21. kolejce T-Mobile Ekstraklasy krzyżuje plany wicelidera, by dogonić liderującą Legię.
O tym, że Śląsk ma problemy z wygrywaniem na własnym nowym obiekcie, nie trzeba nikogo przekonywać. Jeśli dołożymy do tego fakt, że gospodarze niedzielnego meczu nie najlepiej w ostatnim czasie radzili sobie z Koroną, gdy grali we Wrocławiu, kibice mogli obawiać się starcia z zawodnikami z Kielc. Pięć minut wystarczyło, aby uspokoić zebranych na stadionie sympatyków ekipy Oresta Lenczyka, ponieważ wynik spotkania otworzył na samym początku Madej. Skrzydłowy opanował świetne podanie od Diaza, wbiegł w pole karne i mocnym, precyzyjnym strzałem pokonał Małkowskiego.

Chwilę później gospodarze próbowali udokumentować swoją przewagę drugą bramką, gdy Pawelec ruszył lewą flanką, dośrodkował piłkę w stronę Diaza, ale Argentyńczyk został uprzedzony przez obrońców Korony. Przyjezdni nie zamierzali rezygnować z odrobienia strat. Naprawdę blisko tego celu byli w 15. minucie, gdy Sobolewski zakręcił na prawej stronie boiska, a dośrodkowanie zamknął Korzym, posyłając piłkę minimalnie ponad poprzeczką.
Kibice zebrani niedzielnym popołudniem na Stadionie Miejskim na brak emocji narzekać nie mogli. Obydwa zespoły nastawione były na grę ofensywną, prezentując akcję za akcję. Dowodem był gol wyrównujący z 20. minuty, w której Kijanskas końcem buta w zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym posłał piłkę do siatki, pokonując Gikiewicza z najbliższej odległości. Bardzo groźnie zrobiło się ponownie pod bramką wicemistrzów Polski, gdy Sobolewski przyjął podanie z głębi pola, a przez brak odpowiedniej komunikacji pomiędzy obroną a golkiperem Śląska o mało nie wyprowadził Korony na prowadzenie.

Zawodnicy Leszka Ojrzyńskiego z minuty na minutę prezentowali się coraz lepiej, zamykając niejednokrotnie gospodarzy na własnej połowie. Znakomitą okazję Korona stworzyła sobie po pół godzinie gry, gdy znakomite podanie próbował opanować Korzym jednak w końcowej fazie akcji ponownie świetnie wrócił Pawelec.












