W pierwszym sobotnim meczu 3. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na własnym stadionie z Lechią Gdańsk 0:1. Gdańszczanie pomimo gry w osłabieniu wygrywają drugie spotkanie na wyjeździe.
W pierwszych minutach meczu gra toczyła się wolno. Korona budowała atak pozycyjny, a Lechia wyczekiwała na swoją okazję do kontrataku. Pierwszą okazję goście dostali w 10. minucie. Po nieudanym rzucie rożnym w wykonaniu Korony Lechia wyszła z szybką kontrą. Rasiak idealnie zagrał w uliczkę do Ricardinho, a nowy nabytek „Biało-zielonych” w sytuacji sam na sam pokonał Szlakotina.

Korona po szybko straconej bramce po raz trzeci w tym sezonie musiała odrabiać straty. Kielczanie dłużej utrzymywali się przy piłce, jednak mozolnie budowane akcje ofensywne nie przynosiły gospodarzom żadnej okazji do zdobycia bramki. Kilka razy strzałów z dystansu próbował Foszmańczyk. Jednak uderzenia te były bardzo niecelne. W 26. minucie za faul na Foszmańczyku czerwona kartkę obejrzał Pietrowski i Korona stanęła przed szansą zmiany wyniku spotkania.
Już minutę później po rzucie wolnym dla Korony do piłki doszedł Stano. Strzał głową Słowaka jednak zdołał obronić Buchalik. W 34. minucie Ricardinho powalił we własnym polu karnym Kijanskasa. To powinien być rzut karny, jednak sędzia Daniel Stefański faulu Brazylijczyka się nie dopatrzył. W 41. minucie znów z dystansu uderzał Foszmańczyk, jednak i tym razem futbolówka minęła bramkę Buchalika w bezpiecznej odległości. W końcówce pierwszej połowy ładnie z osiemnastu metrów uderzał Sobolewski, ale Buchalik równie dobrze obronił ten strzał. Do przerwy grająca w dziesiątkę Lechia prowadziła z Koroną 1:0.
Jak można się było spodziewać, tuż po wznowieniu gry to gospodarze przejęli inicjatywę w meczu. Długo jednak kielczanie nie byli w stanie oddać celnego strzału na bramkę gości. Sposobem Korony na rozmontowanie obrony Lechii miały być dośrodkowania. Jednak albo były niecelne, albo czujnie grający obrońcy gdańszczan nie pozwalali na oddanie strzału gospodarzom. Bezradność Korony mieszała się z serią niedokładnych zagrań. Lechia natomiast wszelkimi siłami broniła wyniku spotkania, co sprawiało, że mecz był po prostu słaby.
Pierwsza groźna okazja dla gospodarzy miała miejsce w 61. minucie spotkania. Wreszcie do dośrodkowania z lewej strony boiska dobrze wyszedł Żewłakow. Piłka jednak po strzale napastnika Korony trafia w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Buchalika. Kilka minut później Kijanskas uderzał z dystansu, ale strzał był słaby i Buchalik bez trudu złapał futbolówkę. I to były wszystkie godne odnotowania akcje w tym meczu. Wynik spotkania do końca już się nie zmienił.











