W meczu ostatniej szansy Polacy z kretesem ulegli Czechom 2:0. O ile do przerwy wydawało się, że reprezentacja Stefana Majewskiego może wygrać, o tyle po wznowieniu gry kolejny raz pokazała się z fatalnej strony. W tabeli zatem „Biało-czerwoni” są lepsi tylko od San Marino.
Na stadionie Sparty w Pradze byliśmy świadkami arcyważnej potyczki kadry narodowej, prowadzonej przez Stefana Majewskiego. W przedostatnim meczu eliminacyjnym przyszło mierzyć się z Czechami, którzy, tak samo jak Polacy, pozostawali w grze o drugą pozycję, umożliwiającą grę w barażach do mistrzostw świata w RPA. Szanse na awans były jednak iluzoryczne, toteż ciężko przypuszczać, że tego cudu udałoby się dokonać. Jeszcze przed rozpoczęciem konfrontacji nagrodzony został Jan Koller, który zakończył reprezentacyjną karierę.

Już w drugiej minucie Czesi stanęli przed szansą na otwarcie rezultatu spotkania. Po dośrodkowaniu w pole karne, piłka trafiła pod nogi Daniela Pudila, który bez wahania uderzył w kierunku bramki Kowalewskiego. Zwrot: „w kierunku”, idealnie oddaje finalizację tej akcji, ponieważ pomocnik gospodarzy fatalnie spudłował. Trzy minuty później znowu zrobiło się gorąco pod bramką „Biało-czerwonych”. Tym razem centra w okolice piątego metra dotarła do Jaroslava Plasila, który minął się z futbolówką. Szczęście w tej sytuacji dopisało podopiecznym Stefana Majewskiego, bowiem błąd popełnił wychodzący Kowalewski. Mimo tych dwóch okazji, pierwszy kwadrans rozgrywany był w spokojnym tempie. Czesi, choć szukali szczęścia, to nadzwyczaj dużo miejsca w środku pola mieli, występujący w jednolitych, czerwonych strojach, reprezentanci naszego kraju.
W 20. minucie to Polacy powinni wyjść na prowadzenie. Kolejny raz dużo miejsca rywalom pozostawili gospodarze. Piłkę w polu karnym otrzymał Ludovic Obraniak, który wyraźnie szukał strzału na bramkę Cecha. Futbolówka jednak dotarła pod nogi nadbiegającego Błaszczykowskiego, który nieczysto uderzył. Zdecydowanie była to najlepsza okazja do tego, by na tablicy wyników pojawiło się 0:1. W miarę upływu czasu nasi południowi sąsiedzi popełniali coraz więcej niezrozumiałych błędów. Po jednym takim nieporozumieniu w polu karnym „na klatkę” przyjął piłkę Ireneusz Jeleń i natychmiast zakończył akcję uderzeniem z woleja. Bardzo niewygodny strzał na rzut rożny sparował Petr Cech. W 37. minucie euforia na Generali Arena, wszakże Czesi trafili do bramki Kowalewskiego. Gol nie został jednak uznany, bo według sędziego liniowego Milan Baros znajdował się na pozycji spalonej.
Tuż po wznowieniu gry, bo w 51. minucie meczu, wydawało się, że prostopadłe podanie do Tomasa Necida zatrzymają polscy obrońcy. Fatalnie jednak interweniowali, bowiem napastnik Czechów strzelił obok bezradnego Kowalewskiego i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Siedem minut po bramce okazję do wyrównania miał Ireneusz Jeleń. Precyzyjnym dośrodkowaniem popisał się Kamil Grosicki, lecz uderzenie z głowy napastnika Auxerre z trudem wybronił golkiper Chelsea Londyn.











