Zakończony w niedzielę sezon Serie A był dla Genoi splotem wzlotów i upadków. Jeszcze kwadrans przed ostatnim gwizdkiem piłkarze z Ligurii byli jedną nogą w Serie B. Los okazał się jednak dla nich bardzo szczęśliwy i zesłał gola dla Interu, który dawał utrzymanie podopiecznym Cesare Prandellego. To właśnie trafieniu Radji Nainggolana drużyna z Genui może zawdzięczać ligowy byt. Utrzymanie jednak wcale nie uspokoiło sympatyków popularnych „Rossoblu”.
Drużyna ze Stadio Luigi Ferraris całkiem nie najgorzej rozpoczęła kampanię 2018/2019, jednak dalej było według powiedzenia „im dalej w las, tym wyżej drzewa”. Ku radości kibiców „Grifone” ich ulubieńcom udało się z tego lasu wydostać.
Karuzela trenerska
Sytuacja ze szkoleniowcami Genoi idealnie nadaje się na scenariusz jakiejś amerykańskiej komedii. Sezon na ławce trenerskiej rozpoczął Davide Ballardini, który w swojej karierze prowadził już trzykrotnie ekipę „Rossoblu”. Wyniki jednak nie zadowalały włodarzy klubu, co przełożyło się na październikowe zwolnienie włoskiego szkoleniowca. W jego miejsce na Stadio Luigi Ferraris pojawił się Ivan Jurić, dla którego również nie był to pierwszy epizod z Genoą. Chorwat zespół „Grifone” prowadził zaledwie dwa miesiące, po czym podzielił los swojego poprzednika. Władze klubu wiedziały, że muszą zatrudnić kogoś, kto zdoła odmienić krajobraz drużyny.
Lekiem na tymczasowe zło okazał się Cesare Prandelli. Włoch ma w swoim CV między innymi pracę w seniorskiej reprezentacji Włoch. Na papierze wydawał się człowiekiem idealnym, by objąć posadę w Genoi. Efekt „nowej miotły” zadziałał bardzo szybko i już niedługo po zatrudnieniu oglądaliśmy całkiem inną drużynę. Nie trwało to jednak zbyt długo. Po pewnym czasie blask Prandellego zgasł, a „Grifone” znowu wpadli w dołek. Wówczas w mediach pojawiły się zaskakujące informacje, które zapowiadały kolejny powrót Davide Ballardiniego na Stadio Luigi Ferraris. Ostatecznie włodarze dali dokończyć sezon byłemu selekcjonerowi reprezentacji Włoch, który mimo sporych problemów zdołał utrzymać „Rossoblu” w lidze.
Polski egzekutor
Latem zeszłego roku Genoa ściągnęła do klubu Krzysztofa Piątka, który we Włoszech był wówczas postacią anonimową. Szybko jednak dał się poznać tamtejszemu środowisku piłkarskiemu. Wszystko za sprawą bramek, które seryjnie zdobywał polski napastnik. 23-latek dla „Rossoblu” na boiskach Serie A strzelił trzynaście goli. Do tego dołożył kilka trafień w pucharze, dzięki czemu z miejsca stał się objawieniem sezonu. Polski snajper był z reguły częstowany dwoma-trzema idealnym dograniami w każdym meczu. Stwarzało mu to pole do zdobywania bramek, którego mu obecnie nieraz brakuje w Milanie.
https://www.youtube.com/watch?v=aYKbkUsasIk
Z upływem czasu jasno trzeba zaznaczyć, że utrzymanie Genoi to duża zasługa Krzyśka Piątka. Duet, który reprezentant Polski tworzył z Christianem Kouame, był przez długi czas najmocniejszym punktem „Rossoblu”. Ich sympatycy mogli się nim jednak cieszyć wyłącznie przez pół roku. Po tym czasie Piątek zamienił Stadio Luigi Ferraris na zdecydowanie większe San Siro.











