Holenderska federacja, jako pierwsza w Europie, zdecydowała się na zakończenie sezonu w najwyższych krajowych ligach. Po raz pierwszy od kampanii 1944/1945 nie zostanie wyłoniony mistrz kraju. Holendrzy zdecydowali również, że w tym sezonie żadna drużyna nie spadnie do drugiej ligi, żadna także nie awansuje do Eredivisie. Czy to dobre rozwiązanie? Czy w ślad za ligą holenderską ruszą inne europejskie ligi? O to pytamy Mariusza Mońskiego, eksperta od holenderskiego futbolu.
Już jakiś czas mówiło się o tym, że sezon w Holandii zostanie zakończony. Wszyscy spodziewali się jednak, że aktualny lider – Ajax Amsterdam – otrzyma tytuł mistrza kraju. Sytuacja w tabeli Eredivisie była bardzo niejasna, a w grze o tytuł liczyły się tak naprawdę cztery zespoły. Ajax oraz AZ Alkmaar zgromadziły po 56 punktów, Feyenoord 50, a PSV – 49.
Holenderska federacja uznała, że sytuacja nie jest na tyle klarowna, aby przyznać mistrzostwo ekipie z Amsterdamu. I tak sezon nie został anulowany – żadna ekipa nie spadnie jednak z ligi, miejsca nie będą miały też awanse na wyższy poziom. A co z europejskimi pucharami? Zdecydowano się zachować obecny układ tabeli, a więc Ajax oraz AZ zagrają w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.
Europejskie kontrowersje
Jak można się domyśleć, decyzja KNVB (holenderskiego związku) wywołała ogromne kontrowersje w tamtejszym środowisku piłkarskim. Po pierwsze krytykowane jest postanowienie dotyczące udziału ekip w rozgrywkach europejskich w przyszłym sezonie. Ajax i AZ zagrają w eliminacjach do Ligi Mistrzów, ale ciekawie zaczyna się robić, kiedy spojrzymy na Ligę Europy.
Feyenoord Rotterdam, zajmując trzecią lokatę, zapewnił sobie udział w fazie grupowej Ligi Europy. Drugie miejsce zajmie czwarte w tabeli PSV, natomiast ostatni spot w rozgrywkach przypadnie ekipie Willem II. Federacja zdecydowała się nie rozgrywać finału krajowego pucharu, dlatego też miejsce w eliminacjach do Ligi Europy przypadnie piątej drużynie, a nie zwycięzcy pucharu.
Gdzie zatem miejsce na kontrowersje? FC Utrecht to drużyna najbardziej przez związek poszkodowana. Z dwóch powodów. Po pierwsze zajmuje obecnie szóste miejsce w tabeli, ale ma o jeden mniej rozegrany mecz od reszty stawki. Gdyby Utrecht wygrał anulowane spotkanie z Ajaksem Amsterdam, drużyna wylądowałaby na piątym miejscu, wyprzedzając Willem dzięki bilansowi bramek.
Dodatkowo zespół FC Utrecht 19 kwietnia miał się zmierzyć z Feyenoordem w finale Pucharu Holandii. Zwycięzca tego pojedynku miałby zagwarantowane miejsce w kolejnej edycji Ligi Europy. Jak już wcześniej wspomnieliśmy – mecz nigdy się nie odbędzie, a miejsce dla zwycięzcy zostanie podarowane drużynie z piątego miejsca w tabeli, czyli Willem II.
Walka o pietruszkę
Oglądając niektóre rozgrywki piłkarskie, można spotkać się z określeniem meczu o pietruszkę, czyli o nic. Tak, nieco złośliwie, mawiano na spotkania towarzyskie reprezentacji czy starcia ekip, które zapewniły sobie utrzymanie i nie miały szans walczyć o więcej. Obecny sezon Eerste Divisie (drugiej ligi holenderskiej) można za to nazwać walką o pietruszkę. Wszystko przez to, że ostatecznie związek zdecydował się zrezygnować z systemu spadków i awansów. Z Eredivisie nie pożegna się zatem żadna drużyna, żadna także nie wejdzie na wyższy poziom. Te rozwiązanie uderza oczywiście w kluby, które przed wybuchem epidemii w Europie walczyły o promocję do holenderskiej ekstraklasy.











