Łącznie niemalże 1000 oficjalnych występów w koszulce Bayernu Monachium, ponad 250 bramek i więcej niż 300 otwierających drogę do bramki podań – biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. Tak w liczbach prezentuje się dorobek trzech zawodników, którzy żegnają się tego lata z mistrzem Niemiec. Każdy z nich miał inną specyfikę gry, natomiast ich wspólną cechą był charakter i zaangażowanie aż do ostatniego gwizdka. Każdemu z nich również zdarzało się występować w roli kapitana drużyny.
Różne narodowości, różna przeszłość, ale jeden wspólny cel – gra dla Bayernu Monachium. Monachijska przygoda Francka Riberyego, Arjen Robbena i Rafinhi po latach dobiega końca. Piłkarze przez ostatnią dekadę reprezentowali barwy „Die Roten”. Co więcej, przez lata stanowili ważne ogniwa w zespole. Oficjalne pożegnanie zawodników miało miejsce po ostatniej kolejce ligowej, natomiast trójka weteranów jeszcze raz będzie mieć okazję zagrać dla Bayernu, w Finale DFB Pokal przeciwko RB Lipsk– 25 maja.
„Robbery” – symbol Bayernu
Można śmiało powiedzieć, że Franck Ribbery i Arjen Robben mają status legend w Monachium. Razem stanowili w dużej mierze o sile ofensywnej Bayernu Monachium. Francuz i Holender byli nieodłącznym elementem podstawowej jedenastki klubu przez bardzo długi okres czasu. Pozycja zarówno lewego, jak i prawego skrzydłowego były w zasadzie nie do ruszenia, gdy obydwaj byli w formie. Gdy jeden miał słabszy dzień, zazwyczaj można było liczyć na to, że drugi przejmie ciężar gry na siebie. Szybcy, nieprzewidywalni, doskonali technicznie – tak można opisać umiejętności duetu, który z czasem zaczęto nazywać „Robbery”.
Zejście do lewej nogi jako znak firmowy
Robben związany był z Bayernem od sezonu 2009/2010. 35-latek od tego czasu wystąpił w koszulce „Die Roten” ponad 300 razy i zanotował 144 bramki i 101 asyst we wszystkich rozgrywkach. Najważniejszą bramką skrzydłowego, dla zespołu z Monachium była ta zdobyta w finale Ligi Mistrzów, przeciwko Borusii Dortmund, w 2013 roku. Gol na 2:1 przesądził o tym, kto wówczas sięgnął po trofeum.
Sympatycy jednak z pewnością zapamiętają Robbena przede wszystkim z jego firmowego zagrania, a mianowicie – zejścia z boku do środka boiska i oddaniu strzału lewą nogą. Akcja ta była powtarzana z dużą regularnością przez Holendra, który miał to opanowane do perfekcji.
Robbena charakteryzował duży ciąg na bramkę, czasami nawet aż nadmierny. W wielu dogodnych sytuacjach, zamiast podać piłkę lepiej ustawionemu koledze z zespołu, sam próbował strzału – często nieskutecznie. Przez to niektórzy kibice kojarzą go też z boiskowym samolubstwem.
Mały Francuz, który potrafił namieszać
36-letni Franck Ribery, przy Allianz Arenie występował z kolei od początku rozgrywek 2008/2010. W ponad 400 występach dla „Dumy Bawarii” zdołał strzelić 124 gole i asystować 182 razy. Mierzący 170 cm wzrostu Francuz dał się poznać w Monachium jako świetny drybler, ale także jako motor napędowy zespołu, który zawsze dawał z siebie sto procent – szczególnie, gdy było „pod górkę”.
O ile Robbenowi niektórzy zarzucali samolubne zachowanie na boisku, o tyle Ribery był doskonałym asystentem dla „Bawarczyków”. Czasami był nawet bardziej skory do oddania piłki koledze z drużyny w kluczowym momencie akcji, niż do wykończenia sytuacji samemu. Dowodem na to jest liczba asyst Francuza w Bayernie, która jest większa od zdobytych bramek.









