Już w sobotę, w ramach 16. kolejki Primera Division, na Santiago Bernabeu o 22:00 rozpocznie się najbardziej wyczekiwane starcie tej rundy, w którym zmierzą się Real Madryt i FC Barcelona. Balon przed tym spotkaniem wydaje się napompowany już niemal do granic możliwości, zatem podpompujmy go jeszcze trochę.
Prezentowaliśmy już historię najnowszych starć Realu i Barcelony, czyli okresu, odkąd „Los Merengues” prowadzi Jose Mourinho, teraz czas na zapowiedź jutrzejszego spotkania. Nie ulega wątpliwości fakt, że to spotkanie będzie wyjątkowe – odkąd stery w klubie z Madrytu przejął „The Special One”, Real jeszcze nigdy nie był tak silny jak teraz, o czym świadczy passa 15 kolejnych wygranych spotkań w Primera Division i Lidze Mistrzów. Ostatni raz „Królewscy” stracili punkty we wrześniu, w spotkaniu przeciwko Racingowi Santander. Minione tygodnie to był prawdziwy pokaz siły madrytczyków, którzy albo nie dawali litości rywalowi (wygrane 7:1 z Osasuną czy 6:2 z Dinamem Zagrzeb lub Rayo Vallecano), albo najmniejszym nakładem sił aplikowali rywalowi kilka goli, jak chociażby w minioną środę, kiedy rezerwowym składem ograli Ajax Amsterdam. Pomińmy kontrowersje wokół spotkań tej grupy – dzięki zwycięstwu nad Holendrami dołączyli tym samym do elitarnego grona czterech zespołów, którym udało się wygrać w grupie wszystkie sześć spotkań (AC Milan 1992/1993, PSG 1994/1995, Spartak Moskwa 1995/1996 i FC Barcelona 2002/2003), kończąc rozgrywki z najlepszym bilansem bramkowym spośród wszystkich uczestników 1/8 finału. Nie dziwi zatem fakt, że nastroje na Santiago Bernabeu są doskonałe.

Myliłby się jednak ten, który uznałby, że na Katalończykach robi to jakiekolwiek wrażenie. W samej Lidze Mistrzów FC Barcelona miała dwóch słabeuszy i awans wywalczyłaby, posyłając do gry nawet skład C, co pokazał ostatni mecz z BATE Borysów, ale wygrać z Milanem udało się tylko raz, stąd obok kompletu zwycięstw jeden remis. Ostatnie trzy spotkania podopieczni Guardioli zagrali u siebie, aplikując rywalom aż 13 goli, nie tracąc przy tym żadnego, jednak dużo bardziej poważnym problemem jest ligowa forma „Dumy Katalonii”, która zamiast nadrabiać punkty, w ciągu ostatnich tygodni tylko powiększyła dystans za sprawą sensacyjnej porażki z Getafe. Gwoździem do trumny w tym sezonie mogą być mecze wyjazdowe – mimo iż w Primera Division Barcelona na swoim boisku zremisowała tylko raz i może się pochwalić bilansem bramkowym 39:0 (po ośmiu spotkaniach!), to bilans spotkań wyjazdowych prezentuje się, jak na mistrza Hiszpanii, wręcz tragicznie. Dwa zwycięstwa, trzy remisy i jedna porażka, bilans bramkowy 8:7 sprawiają, że mimo wszystko przed kolejnym wyjazdowym starciem, tym razem na Santiago Bernabeu, cules mogą mieć uzasadnione obawy.












