Przed nami pierwsze spotkania ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Szanse Tottenhamu i Schalke na zwycięstwo z odpowiednio: Realem i Interem ocenił Roman Kołtoń. Znany polski dziennikarz wierzy w niespodziankę zwłaszcza w konfrontacji w Mediolanie, przybliża nam też sylwetkę nowego trenera Konigsblauen.
Czy Tottenham ma szanse na sprawienie niespodzianki na Santiago Bernabeu?
Myślę, że Real jednoznacznie wygra tę konfrontację, pomimo problemów kadrowych. Gdzieś mam przekonanie, że „Królewscy” po pierwsze poirytowani porażką z Gijon, bardzo oddalającym się mistrzostwem Hiszpanii, gdzieś tam za chwilę dojdzie do dwukrotnego lub czterokrotnego zwarcia z Barceloną, natomiast absolutnie nie może sobie pozwolić na wpadkę z Tottenhamem. Koncentracja Realu będzie maksymalna.
Z drugiej strony Tottenham niespodziewanie wygrał w Mediolanie…

Ten pierwszy mecz Milanowi nie wyszedł, on był bardziej na emocjach i głupocie (sprawa Gattuso), niż na normalnej grze w piłkę. W rewanżu było już zupełnie inaczej. Moim zdaniem, Tottenham w Europie się wyczerpał, nie wierzę, że jest w stanie przejść dalej kosztem Realu. Nie zaprzeczam, że nie powalczył z Interem w grupie, nie wyeliminował Milanu, jednak dla mnie Tottenham prezentuje, nie chcę tu przesadzić, taki trochę toporny futbol, choć wiem, że mają w swoich szeregach Bale’a. Niemniej to nie jest futbol na miarę półfinału Champions League. Wydaje mi się, że ktokolwiek w Realu zagra, będzie to drużyna poukładana i zagra dobry mecz.
Realowi może pomóc też to, że po kilku latach w końcu udało się mu awansować do ćwierćfinału.
Ja powiem inaczej – Real przez swoją tradycję, markę, piłkarzy, biznes, który stoi za tym klubem jest klubem skazanym na wygrywanie Champions League. Jak Real przegra w którymś sezonie w finale LM to już będzie porażka, oni są w każdym sezonie skazani. To, że im nie szło, to był okres chaosu związany ze zmianą władzy, z inwestowaniem w gwiazdy, nazwiska, a nie piłkarzy, bo to niewątpliwie trzeba rozróżnić. Budowanie Realu to było jakieś horrendum na przestrzeni ostatnich lat. Gdzieś tam te wszystkie proporcje były naruszane za poprzedniej kadencji Pereza. W tej też jest coś nie tak – Valdano nad tym czuwa, Mourinho ma swoje ambicje, jest w zwarciu z nim, bo chciałby dyktować politykę, wysyła nawet sygnały, żeby odejść. Ja się mu nie dziwię, bo trener chce decydować jaki będzie układ personalny zespołu.
Niewątpliwie jednak osoba Portugalczyka ma chyba jednak największy wpływ na ten zespół.
Mourinho to jest trener-menedżer. Pamiętajmy, że on pracował na Wyspach. Tymczasem klub nie ma takiego wymiaru, że Valdano mu pozwoli decydować o tym, kogo mu dokupić. On mówi: – Nie, przepraszam, to jest moja drużyna, tak jak Ferguson czy tak jak on, gdy prowadził Chelsea.










