Jesteśmy już o krok, a właściwie o kroczek, od tak długo wyczekiwanej inauguracji Premiership. W tym roku angielskie kluby, zupełnie głuche na tupiący ze złością kryzys, wpadły w jakiś szalony wir zakupów. Oprócz biedaków (tacy zawsze mają pod górę) i mistrzowskiego City w zasadzie cała czołówka ligi zbroiła się po zęby aż miło. Co ciekawe, im bliżej startu najlepszej ligi świata (zapewne dla fanów La Liga to jawna herezja i już zbierają chrust na stosik dla mnie), tym głośniej nie o Chelsea czy United, którzy urażeni triumfem „The Citizens” z pasją opróżniali portfele, ale o zespole nieoglądającym pucharów od siedmiu lat. O drużynie, z której co lepsi bezlitośnie dezerterują, nawet nie odwracając głowy. O klubie, którego fani, kupując kota, liczą, że wyrośnie tygrys. O kim mowa? Oczywiście o Arsenalu Londyn.
Mam wrażenie, że jawni i ukryci fani „The Gunners” przez monumentalnie długi rozbrat ze zwycięstwami stracili kontakt z rzeczywistością. Już nie mam siły słuchać, czytać i widzieć tego bezbrzeżnego zdumienia, które kaleczy ich niewinne serca, gdy słyszą o odejściu RvP czy Aleksa Songa. Gwoli prawdy trzeba dodać, że teraz miejsce zdumienia zajmuje jakże szlachetniejsza nienawiść do obydwu panów. Od bohatera do zera. Określenie „nielojalni” jest zdecydowanie najlżejszym spośród używanych w kontekście transferów wymienionej powyżej dwójki. Hmm… zastanówmy się chwilę. Wobec czego mają być lojalni? Po pierwsze, przecież żaden z nich NIE wychował się w Londynie, od małego NIE chodził na Highbury, NIE cierpiąc po częstych porażkach, ani NIE świętując po rzadszych zwycięstwach. Arsenal jest ich pracodawcą i nic więcej, a wymagać od piłkarza, dla którego kopanie piłki jest tylko zawodem, jakichś wyższych uczuć, jest absolutnie bez sensu i dowodów na to jest aż nadto.
Czy tak wygląda zbawiciel Arsenalu? (fot. Skysports.com)
Po drugie, jak można żądać lojalności wobec zespołu, któremu do trofeów równie blisko, co Wojtkowi (esensej de casa) Pawłowskiemu do lingwisty? Siedem lat. Plus minus – 2555 dni. Przez tak długi czas muzeum na Emirates Stadium nie zostało wzbogacone chociażby jednym pucharem. Czy w takim razie można mieć pretensje do 30-letniego Holendra, że w końcu chce coś wygrać? Prosta analogia. Jeśli masz niezłą pracę, ale dostajesz propozycję lepszej, w której coś osiągniesz i do tego fajnie zarobisz, to jak zareaguje racjonalnie myślący człowiek? Przyjmuje ofertę, oddaje firmową plakietkę i pożegnalnie się upija. Przecież RvP przez siedem sezonów oddawał Arsenalowi wszystko, co miał najlepszego. I jaki z tego efekt? Raz Tarcza Wspólnoty i raz Puchar Anglii. Więc czy można mieć do napastnika pretensje o to, że marzy o wielkości? Że w końcu chce, aby jego trafienia na coś się przydały? Mniej więcej tak samo jest w przypadku Songa.
Po trzecie, należy do tego dodać rok roczną wyprzedaż inwentarza. Adebayor, Clichy, Nasri, Kolo Toure czy Fabregas – tacy zawodnicy opuszczali Londyn w przeciągu ostatnich kilku lat. Jak musiał czuć się van Persie, widząc ciągłą ucieczkę najznakomitszych kolegów? Czy w tym kontekście mógł liczyć na cudowne ozdrowienie zniszczonego organizmu? Jasne, teraz kilku grajków zawitało do północnego Londynu, ale na ułaskawienie dumnego Holendra było już za późno. Zamiast wyzywać go od judaszy i palić hołubione do niedawna koszulki z jego nazwiskiem, należy zapukać do biur włodarzy „The Gunners”. Tam powinna zostać skierowana nienawiść. Holender po prostu przestał się łudzić, warknął: „Sam nie wygram”, i spakował manatki. Zresztą, jeśli chodzi o bieżące wzmocnienia (o których więcej za chwilę), to jak wyglądają kopacze zatrudnieni przez klub z dzielnicy Halloway przy Kagawie, Oscarze, Hazardzie czy wyrwanym właśnie Arsenalowi van Persiem? Dwumetrowego koszykarza chcemy przykryć dziecięcym kocykiem. Słowo „marnie” jest jeszcze grubym niedopowiedzeniem.
Po czwarte, gdzie tu nielojalność? Czy któryś z nich oszukał kibiców, kolegów bądź właścicieli? Przecież za ich transfery wpłyną godziwe pieniądze, którymi można znakomicie zrekompensować tak bolesne w tej chwili straty. Gdyby RvP, zmuszony do pozostania na Emirates, specjalnie grał słabiej, wtedy można mówić o nielojalności. Jeśli Song umyślnie popełniałby błędy kosztujące „The Gunners” cenne punkty, wtedy można mówić o nielojalności. Teraz zdecydowanie nie.
Fani Arsenalu już nie będą wiwatować na cześć RvP (fot. Cultfootball.com)
Nie da się ukryć, że strata króla strzelców Premiership jest niepowetowana. RvP był tym, który robił różnicę. To on w pojedynkę potrafił odwrócić losy meczu. I tu ponownie nie potrafię zrozumieć toku myślenia fanów Arsenalu. Wygląda to mniej, więcej tak: w porządku, trudno, ale mamy super wzmocnienia i powalczymy o tytuł. Nie potrzebujemy judaszy. Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy słyszę takie schizofreniczne bzdury. Pół biedy, jeśli to tylko dobra mina do złej gry, ale część naprawdę w to wierzy. Ktoś, kto sądzi, że Giroud, Cazorla i Podolski wypełnią lukę po holenderskim gwiazdorze, musi mieć nie po kolei w głowie. To tak, jakby po rozstaniu z dziewczyną kupić sobie psa i wmawiać wszystkim, że jest fajnie, a nawet lepiej niż było, bo mamy przyjaciela na dobre i na złe. Z Francuza, Hiszpana i Niemca po prostu nie starczy materiału na załatanie dziury po rodaku Cruyffa. A brednie, że Cazorla jest większym wzmocnieniem niż Kagawa czy Hazard, po prostu zasługują na przymusowe leczenie psychiatryczne. Nie jest to mainstreamowe stwierdzenie i zapewne zaraz posypie się cała plejada najrozmaitszych wulgaryzmów, ale wiecie co? Walcie śmiało.
Hazard ma 21 lat, Kagawa 23 wiosny, a Cazorla w grudniu skończy 28. rok życia. I, abstrahując od oczywistych i widocznych dla każdego różnic w umiejętnościach na korzyść pierwszej dwójki, spójrzmy na suche statystki. Belg, mimo tak młodego wieku, wygrał ligę francuską i Puchar Francji, dwukrotnie zostając uznanym najlepszym piłkarzem ligi. Japończyk, dwa lata starszy od Hazarda, dwukrotnie wygrywał Bundesligę i raz Puchar Niemiec. O ten duet biły się największe firmy Europy. A filigranowy Santi? Cóż, mimo że jest starszy od Azjaty o pięć lat, a od Belga o siedem, nie poznał smaku wygrania ligi. Mało tego, w Lidze Mistrzów zagrał mniej spotkań niż Patrik Mraz czy Robert Jeż. Jasne, dwa razy zdobywał mistrzostwo Europy, ale jaki był jego wkład w tytuły? W 2008 roku zagrał w czterech spotkaniach, łącznie przebywając na murawie przez 144 minuty na 670 możliwych (przy czym potyczka z Włochami kończyła się rzutami karnymi). W tym roku, tuż przed przenosinami na Emirates Stadium, Cazorla na Euro zagrał całe 17 minut, wchodząc gdy rezultaty spotkań były już przesądzone. Mało? No to może jeszcze statystyki z poprzedniego sezonu – Cazorla dziewięć bramek i siedem asyst, Kagawa 13 bramek i 12 asyst, a Hazard 20 bramek i 24 asysty. Chyba jest różnica, co? Więc stąd wynika proste pytanie – skąd przeświadczenie o wyższości Hiszpana nad Japończykiem czy Belgiem? Dlaczego ktoś sądzi, że akurat ten pomocnik pozwoli zawalczyć o tak upragnione mistrzostwo Anglii? Niesamowite. Fani Arsenalu widząc zakup kota, liczą na dorosłego tygrysa. Nie zrozumcie mnie źle – Cazorla nie jest słabym piłkarzem, jest po prostu z innej półki niż wspominany tyle razy duet. Gwoli jasności – z niższej półki.
To ma być TEN sezon. Tak często słyszałem takie deklaracje, że muszę zapytać – JAKI? Giroud, ledwie od dwóch lat kopiący na jako takim poziomie, ma przyćmić RvP, Rooneya, Teveza, Balotellego czy Torresa? A może Podolski, który zupełnie zawiódł w walczącym o najwyższą pulę Bayernie, nakryje czapką Naniego, Younga, Davida Silvę, Matę czy Hazarda? O Cazorli już było. Pewnie, że Arsenal będzie w czołówce, ale jak sezon wejdzie w decydującą fazę, to peleton naciśnie mocniej na pedały i „The Gunners” po prostu zostaną w tyle. Jeśli pod postacią TEGO sezonu właśnie taki scenariusz widzą fani Arsene Wengera i spółki, to w porządku. A jeśli liczą na coś więcej, to się srogo zawiodą. Zakończę, posiłkując się trawestacją cytatu ze znanej polskiej komedii: jeżeli o Arsenal chodzi, to nie wróżę tu żadnych rewelacji. Puchar Ligi – to maks, co może z niego być.
Czytając artykuł, jako kibic Arsenalu, nie mogę
się zgodzić… Co prawda motywy RVP czy Songa
(jeszcze w koszulce Barcy nie biega) są proste i
logiczne to porównanie osiągnięć Kagawy do
Cazorli jest śmieszne. Kagawa – pomocnik mistrza
Bundesligi i Cazorla grający w średniaku
Hiszpańskiej. Przecież to logiczne, że grając w
najlepszej drużynie ligi łatwiej o zdobycie asysty
czy bramki niż w czwartej drużynie. Tym bardziej
wiedząc jaka jest przepaść pomiędzy Barcą i
Realem a resztą ligi. Gdyby Cazorla grał zamiast
Iniesty w Barcelonie (nie porównując ich
oczywiście) byłby zdecydowanie lepszym piłkarzem
od np. Lamparda czy Gerrarda? Co do Giroud –
logiczne, że od razu nie będzie strzelał 30 bramek
w sezonie ale idąc tokiem rozumowania autora,
statystyki ma lepsze niż Balotelli czy Rooney (w
końcu król strzelców ligi, więc ich wciąga
nosem).
D
danio
Nie zgadzam się z autorem tego tekstu. Sądzę że
Arsenal może powalczyć w tym sezonie o najwyższe
cele w Anglii, jak i również w Europie. A w ogóle
to Song nadal jest piłkarzem Arsenalu.
D
danio
Zgadzam się z tobą. Masz całkowitą rację.
~
~szym
właśnie 14 tomek ma racje!! Kolos (jak to
zatytuowaliście) nigdy nie będzie na deskach
~
~Biker
A co to maja byc za stwierdzenia ze ktos ma na dana
kwestie swoje zdanie ? Ma cos z glowa , powinien sie
leczyc psychiatrycznie… Co to za jakies teksty ?
Troche szacunku do ludzi facet. Nie masz nic
przeciwko bluzgom pod twoim adresem ?- walcie smialo
, piszesz ? Cos to z toba jest nie tak. Pozdrawiam.
~
~ddddddddddddd
gościu,jestem fanem Arsenalu i co? powiesz że gdy
myślę że Cazorla,Giroud i Podolski to jestem
głupi? piszesz sama bzdury o Arsenalu.naprawdę nie
wiesz co piszesz? porównujesz Cazorlę do Hazarda?
przecież on grał w Villarrealu(kiedy jeszcze był w
miarę mocny),czyli 4 drużynie LA Ligaq
najczęściej i Maladze: 4 miejsce w zeszłym
sezonie.Hazard: grał w Lile,mistrzu Francji i jednej
z czołowych drużyn,a jest jeszcze ta różnica że
liga francuska jest gorsza niż hiszpańska,więc
malaga ma mocniejszych przeciwników od Lille.czemu
to porównujesz? dawno nie czytałem tak GŁUPIEGO
tekstu.ZGADZAM SIĘ ZE WSZYSTKIMI PRZEDMÓWCAMI.
~
~barto666
arsenal zawsze bedzie silny i bez różnicy mają
gwiazdy czy nie to tak jest pożądnym klubem
odszedł rvp ale za to przyszedł giroud i podolski
jak naprzykład kiedyś odszedł by messi z barcelony
czy ronaldo z realu to przyjdą za to inni wiec
arsenal cały czas bedzie sie liczył o mistrzostwo
~
~DzUnGOL
Co do Giroud – logiczne, że od razu nie będzie
strzelał 30 bramek w sezonie ale idąc tokiem
rozumowania autora, statystyki ma lepsze niż
Balotelli czy Rooney (w końcu król strzelców ligi,
więc ich wciąga nosem). – Rooney strzelił 27 goli
w najlepszej lidze świata, a twoj król strzelców
21 w dobrej , ale dużo słabszej lidze francuskiej,
więc jak ty smiesz wogole porównywać Rooney’a z
Giroud’em, a Balotelli raz gra, a raz siedzi na
ławie, ale i tak strzelił bodajże 13 goli, wiec to
nie tak źle, jakby więcej grał to może coś by
jeszcze ustrzelił.
~
~14tomek
Nie zrozumiałeś ironii tego porównania… Żeby Ci
to jasno wytłumaczyć, Giroud został królem
strzelców a Rooney nie, więc powołując się na
porównanie w artykule Giroud jest lepszy od
Rooneya…
a czy jest chyba można sobie bez problemu samemu
odpowiedzieć ;) Dla mnie nie…
~
~Hahnhnuhnan
W tekscie jest blad.. „Clichy” a nie „Glichy” -.-
~
~ole!
NIE zgadzam sie z autorem. Oto moje powody:
1.Autor nie jest fanem Arsenalu (jestem fanem
Chelsea, ale lubie Arsenal)
2.Nie wiek czyni piłkarza- no i co, że Cazorla ma
prawie 28 lat? Xavi ma 32 i jest najlepszym-obok
Iniesty(28)-pomocnikiem globu.
3.Giroud faktycznie nie jest lepszy od Rooneya,
Teveza, Hazarda, Kagawy, van Persiego czy Torresa,
ale moze z nimi rywalizować np. od przyszłego
sezonu.
4.Arsenal może wygrac ligę, wystarczy popatrzec na
podstawowy skład
Szczesny
Koscielny,Vermaelen,Song,Santos
Diaby,Cazorla
Wilshere,Gervinho, Walcott
Podolski
Jakby w składzie były jakies braki, niech to
zgłosi. Punto
~
~ole!
Tak, zamiast Songa powinien być Mertesacker
~
~BarcelonaFAN
Jest Pan heretykiem :(
„im bliżej startu najlepszej ligi świata”
MJ
Mateusz Janiak
1. Oczywiście, że wiek nie ma decydującego
znaczenia, ale w tym przypadku działa na korzyść
dwójki Kagawa-Hazard. Ich wiek został tutaj
przywołany z dwóch powodów: po pierwsze dlatego,
że choć są młodsi od Hiszpana już osiągnęli
więcej i prezentują CO NAJMNIEJ takie same
umiejętności, a po drugie, sądzę, że Ci wszyscy,
którzy są tak zachwyceni przyjściem Santiego do
Arsenalu liczą na dobrą grę przez dłuższy czas
niż jeden sezon, a, jak sądzę, większego rozwoju
można oczekiwać po zawodnikach 21- i 23-letnich
niż po 28. Między innymi dlatego Cazorla nie jest
większym wzmocnieniem od wymienionego duetu. Można
polemizować, że cała trójka jest w tej chwili na
równi, ale dużo bardziej prawdopodobne jest, że
nowe nabytki Chelsea i MU rozwiną się znacząco.
Hiszpan (właśnie z racji wieku) już nie.
2. Statystyki nie są dominantą tekstu, a jest to
wyrażone w zdaniu: „I, abstra*ując od oczywistych i
widocznych dla każdego różnic w umiejętnościach
na korzyść pierwszej dwójki, spójrzmy na suche
statystki.” Suche liczby jedynie wspierają moją
tezę, są jej uzupełnieniem. Nie mogę zamieścić
30 spotkań każdego z nich i wskazywać, w których
momentach kto lepiej zagrał. Życie to nie gra
komputerowa i nikt nie ma ustalonej wartości.
Jeszcze raz powtórzę, statystyki są jedynie
UZUPEŁNIENIEM i jednym ze sposobów dowodzenia
prawdy. Dlatego bez sensu są komentarze, że Giroud
jest lepszy od Rooneya, bo został królem
strzelców. Choćby dlatego, że nikt tak nie
twierdzi, nie trzeba takiej bzdury obalać. A jest
wielu, którzy uważają, że Cazorla jest lepszy od
Hazarda czy Kagawy. Jeśli Belg, nawet grając w
słabszej lidze (ale wciąż nie ogórkowej, jak TME,
uprzedzając wasze zarzuty), w klasyfikacji
kanadyjskiej śrubuje prawie trzykrotnie lepszy wynik
od Cazorli, to chyba jednak coś znaczy, nieprawdaż?
~J
~Mateusz Janiak
3. Oczywiście, że Japończyk i Belg grali w
mistrzach kraju, tyle że sami w niebagatelny sposób
wpłynęli na poziom gry drużyny, który następnie
pozwolił wdrapać się na szczyt tabeli. Sezon przed
wejściem Hazarda do pierwszego zespołu, Lille
zajęło siódme miejsce w Ligue 1, a sezon przed
przyjazdem Kagawy Borussia zajęła piąte miejsce, a
więc byli średniakami. To między innymi dobra gra
tej dwójki pozwoliła skutecznie włączyć się w
wyścig o mistrzostwo. Jeśli Cazorla nie był w
stanie pociągnąć Villarrealu czy Malagi do stania
się trzecią siłą Hiszpanii (oczywiście Real i
Barca to inny świat), to dlaczego ma to zrobić z
osłabionym Arsenalem? Wiem, że „Żółta Podwodna”
raz był druga, ale zaraz potem piąta i siódma,
więc trudno tu mówić o jakiejś stałej sile.
MJ
Mateusz Janiak
4.Właśnie z tego powodu, że nie jestem kibicem
Arsenalu nie jestem zaślepiony i widzę, że letnie
wzmocnienie nie są takie wspaniałe i
niesamowite.
5. Tekst jest felietonem opublikowanym w dziale
publicystyka, więc, zważywszy na cechy gatunkowe
felietonu, mam prawo przedstawiać swoje subiektywne
zdanie. Jest to jeden z wyróżników
publicystyki.
6. Powtarzam – Cazorla, mimo że jest słabszy od
Kagawy i Hazarda, nie jest słabym piłkarzem. Sezon
wszystko zweryfikuje, być może wy macie rację, a
ja się mylę i będę musiał to odszczekać.
Aczkolwiek wątpię. Pozdrawiam
~
~luko22
Na pierwszy przykład zawodnik naszej ligi
”ogórkowej” Tomek Frankowski ma 38 lat ale potrafi
zrobić różnice w grze Jagi. O ile się nie mylę
jest 4 pod względem zdobytych bramek w ekstraklasie
. Na drugi ogień idzie Thierry Henry tutaj już
pisanie idzie trudniej ponieważ mniej interesuję
się ligą amerykańską . Ma coś około 35 lat .
Lecz widocznie leży mu gra Arsenalu . I może
szukając bramkostrzelnego gracza należaoby sie za
nim obejżeć. Tyle z mojej strony . Nie jestem fanem
Arsenalu.
Oczywiście, że każdy ma prawo mieć swoje zdanie,
ktoś inny może się z tym zdaniem nie zgadzać. Dla
mnie Cazorla, mimo wieku, już wczoraj pokazał, że
będzie jednym z najlepszych piłkarzy Arsenalu w tym
sezonie. I choć zmarnował jedną dogodną sytuację
to wykreował przynajmniej kilka innych. Co do tego,
że młodzi osiągną wyższy poziom to jest to
prawdopodobne, lecz nie jest pewne. Z drugiej jednak
strony wiadomo czego można oczekiwać po Cazorli,
właśnie z racji tego ile sezonów grał na swoim
poziomie. Tym bardziej, że w ostatnim sezonie
również dzięki niemu Malaga zdobyła 4 miejsce
(tracąc do 3 Valencii całe 3 pkt). Nikt nie da
sobie odciąć ręki za to, że cała ta trójka
sprawdzi się w Premiership. Pożyjemy zobaczymy…
sam bardzo cenię Hazarda, do gry Kagawy raczej mam
sporo zastrzeżeń ale nie ma co skreślać od razu
transferów Arsenalu tylko dlatego, że inni kupili
młodszych graczy.
~
~ole!
Mateusz Janiak pany!
~
~ole!
Czemu ,,abstra*uac”, panie Janiak?
MJ
Mateusz Janiak
nie jestem pewien o co konkretnie chodzi, więc
odpowiem dwojako:
1) abstra*ując (czyli świadomie coś pomijając
pomijając), bo dla mnie jest jasne, że Hiszpan jest
słabszy od Kagawy i Hazarda, a różnice są
wyraźne i nie warto ich przywoływać. To tak jakby
zastanawiać się czy po nocy jest dzień, po zimie
wiosna albo czy Bartłomiej Grzelak rozegra dwa mecze
z rzędu. Np. każdy wie, że Cazorla ma świetne
wolne, ale za to Hazard jest skuteczniejszy i
dysponuje lepszym dryblingiem na pełnej szybkości,
co według mnie jest wartościowsze i daje bardziej
wymierne efekty, co naturalnie działa na korzyść
Belga
2) jeśli Ci chodzi o gwiazdkę w komentarzu, to nie
mogłem dosłownie przytoczyć tego wyrazu, ponieważ
zabezpieczenia uznały go za wulgaryzm
~
~Ortizz_AFC
Autor tekstu został zatrudniony aby tyrać Arsenal
jeśli masz pisać takie coś co większość wie to
lepiej nie pisz Myślisz, że jak napiszesz to co
wiedzą wszyscy jesteś fajny? Nie ^^ Niestety wiem o
tym To, że co 2, 3 powie, ze Cazorla jest lepszy
niż Hazard nie znaczy, że wszyscy jak Ty to
pisałeś, Widać, że jesteś kibicem albo Chelsea
albo United ;) radze Ci nie pisz takich artykułów
bo sobie wrogów narobisz PS. Nie pisze tego, żeby
Cie hejtować bo ja znam prawde o Arsenalu troche im
kibicuję i nie musisz pisać tego co wiem ;)i inni
się domyślają i tak wiem , że masz to w gdzieś
co napisałem więc cześć :D
~
~nieznajomy88888
może to subiektywna ocena, bo jestem fanem Arsenalu,
ale ten tekst jest po prostu obrażający kibiców.
Kiedy to czytałem, miałem wrażenie(oby mylne), że
autor chce, abym przestał kibicować Kanonierom.
Wrażenie mylne, ale styl pisania… Arsenal nigdy
nie będzie na deskach. Jeśli o innych klubach
redaktorzy iGolu piszą „jakie są wielkie”, a o
Arsenalu to, co komentuję, to wygląda mi to na brak
obiektywizmu. Zdania typu „Ktoś, kto sądzi, że
Giroud, Cazorla i Podolski wypełnią lukę po
holenderskim gwiazdorze, musi mieć nie po kolei w
głowie”, sprawiły, że w gorszym świetle ujrzałem
do tej pory uwielbiany przeze mnie iGol.
~
~nieznajomy88888
I co? 6:1 z Southampton, 2:0 z Liverpoolem i remisy?
Na deskach? Zatkało?
~
~ole!
Chodziło o gwiazdkę. Ja powiem, że jestem fanem
(nie mylić z sezonowcem) Chelsea, to dużo bardziej
nie lubię Tottenhamu, MU, MC czy Aston Villi.
Dodaj komentarz
Jesteśmy już o krok, a właściwie o kroczek, od tak długo wyczekiwanej inauguracji Premiership. W tym roku angielskie kluby, zupełnie głuche na tupiący ze złością kryzys, wpadły w jakiś szalony wir zakupów. Oprócz biedaków (tacy zawsze mają pod górę) i mistrzowskiego City w zasadzie cała czołówka ligi zbroiła się po zęby aż miło. Co ciekawe, im bliżej startu najlepszej ligi świata (zapewne dla fanów La Liga to jawna herezja i już zbierają chrust na stosik dla mnie), tym głośniej nie o Chelsea czy United, którzy urażeni triumfem „The Citizens” z pasją opróżniali portfele, ale o zespole nieoglądającym pucharów od siedmiu lat. O drużynie, z której co lepsi bezlitośnie dezerterują, nawet nie odwracając głowy. O klubie, którego fani, kupując kota, liczą, że wyrośnie tygrys. O kim mowa? Oczywiście o Arsenalu Londyn.
Mam wrażenie, że jawni i ukryci fani „The Gunners” przez monumentalnie długi rozbrat ze zwycięstwami stracili kontakt z rzeczywistością. Już nie mam siły słuchać, czytać i widzieć tego bezbrzeżnego zdumienia, które kaleczy ich niewinne serca, gdy słyszą o odejściu RvP czy Aleksa Songa. Gwoli prawdy trzeba dodać, że teraz miejsce zdumienia zajmuje jakże szlachetniejsza nienawiść do obydwu panów. Od bohatera do zera. Określenie „nielojalni” jest zdecydowanie najlżejszym spośród używanych w kontekście transferów wymienionej powyżej dwójki. Hmm… zastanówmy się chwilę. Wobec czego mają być lojalni? Po pierwsze, przecież żaden z nich NIE wychował się w Londynie, od małego NIE chodził na Highbury, NIE cierpiąc po częstych porażkach, ani NIE świętując po rzadszych zwycięstwach. Arsenal jest ich pracodawcą i nic więcej, a wymagać od piłkarza, dla którego kopanie piłki jest tylko zawodem, jakichś wyższych uczuć, jest absolutnie bez sensu i dowodów na to jest aż nadto.
Czy tak wygląda zbawiciel Arsenalu? (fot. Skysports.com)
Po drugie, jak można żądać lojalności wobec zespołu, któremu do trofeów równie blisko, co Wojtkowi (esensej de casa) Pawłowskiemu do lingwisty? Siedem lat. Plus minus – 2555 dni. Przez tak długi czas muzeum na Emirates Stadium nie zostało wzbogacone chociażby jednym pucharem. Czy w takim razie można mieć pretensje do 30-letniego Holendra, że w końcu chce coś wygrać? Prosta analogia. Jeśli masz niezłą pracę, ale dostajesz propozycję lepszej, w której coś osiągniesz i do tego fajnie zarobisz, to jak zareaguje racjonalnie myślący człowiek? Przyjmuje ofertę, oddaje firmową plakietkę i pożegnalnie się upija. Przecież RvP przez siedem sezonów oddawał Arsenalowi wszystko, co miał najlepszego. I jaki z tego efekt? Raz Tarcza Wspólnoty i raz Puchar Anglii. Więc czy można mieć do napastnika pretensje o to, że marzy o wielkości? Że w końcu chce, aby jego trafienia na coś się przydały? Mniej więcej tak samo jest w przypadku Songa.
Po trzecie, należy do tego dodać rok roczną wyprzedaż inwentarza. Adebayor, Clichy, Nasri, Kolo Toure czy Fabregas – tacy zawodnicy opuszczali Londyn w przeciągu ostatnich kilku lat. Jak musiał czuć się van Persie, widząc ciągłą ucieczkę najznakomitszych kolegów? Czy w tym kontekście mógł liczyć na cudowne ozdrowienie zniszczonego organizmu? Jasne, teraz kilku grajków zawitało do północnego Londynu, ale na ułaskawienie dumnego Holendra było już za późno. Zamiast wyzywać go od judaszy i palić hołubione do niedawna koszulki z jego nazwiskiem, należy zapukać do biur włodarzy „The Gunners”. Tam powinna zostać skierowana nienawiść. Holender po prostu przestał się łudzić, warknął: „Sam nie wygram”, i spakował manatki. Zresztą, jeśli chodzi o bieżące wzmocnienia (o których więcej za chwilę), to jak wyglądają kopacze zatrudnieni przez klub z dzielnicy Halloway przy Kagawie, Oscarze, Hazardzie czy wyrwanym właśnie Arsenalowi van Persiem? Dwumetrowego koszykarza chcemy przykryć dziecięcym kocykiem. Słowo „marnie” jest jeszcze grubym niedopowiedzeniem.
Po czwarte, gdzie tu nielojalność? Czy któryś z nich oszukał kibiców, kolegów bądź właścicieli? Przecież za ich transfery wpłyną godziwe pieniądze, którymi można znakomicie zrekompensować tak bolesne w tej chwili straty. Gdyby RvP, zmuszony do pozostania na Emirates, specjalnie grał słabiej, wtedy można mówić o nielojalności. Jeśli Song umyślnie popełniałby błędy kosztujące „The Gunners” cenne punkty, wtedy można mówić o nielojalności. Teraz zdecydowanie nie.
Fani Arsenalu już nie będą wiwatować na cześć RvP (fot. Cultfootball.com)
Nie da się ukryć, że strata króla strzelców Premiership jest niepowetowana. RvP był tym, który robił różnicę. To on w pojedynkę potrafił odwrócić losy meczu. I tu ponownie nie potrafię zrozumieć toku myślenia fanów Arsenalu. Wygląda to mniej, więcej tak: w porządku, trudno, ale mamy super wzmocnienia i powalczymy o tytuł. Nie potrzebujemy judaszy. Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy słyszę takie schizofreniczne bzdury. Pół biedy, jeśli to tylko dobra mina do złej gry, ale część naprawdę w to wierzy. Ktoś, kto sądzi, że Giroud, Cazorla i Podolski wypełnią lukę po holenderskim gwiazdorze, musi mieć nie po kolei w głowie. To tak, jakby po rozstaniu z dziewczyną kupić sobie psa i wmawiać wszystkim, że jest fajnie, a nawet lepiej niż było, bo mamy przyjaciela na dobre i na złe. Z Francuza, Hiszpana i Niemca po prostu nie starczy materiału na załatanie dziury po rodaku Cruyffa. A brednie, że Cazorla jest większym wzmocnieniem niż Kagawa czy Hazard, po prostu zasługują na przymusowe leczenie psychiatryczne. Nie jest to mainstreamowe stwierdzenie i zapewne zaraz posypie się cała plejada najrozmaitszych wulgaryzmów, ale wiecie co? Walcie śmiało.
Hazard ma 21 lat, Kagawa 23 wiosny, a Cazorla w grudniu skończy 28. rok życia. I, abstrahując od oczywistych i widocznych dla każdego różnic w umiejętnościach na korzyść pierwszej dwójki, spójrzmy na suche statystki. Belg, mimo tak młodego wieku, wygrał ligę francuską i Puchar Francji, dwukrotnie zostając uznanym najlepszym piłkarzem ligi. Japończyk, dwa lata starszy od Hazarda, dwukrotnie wygrywał Bundesligę i raz Puchar Niemiec. O ten duet biły się największe firmy Europy. A filigranowy Santi? Cóż, mimo że jest starszy od Azjaty o pięć lat, a od Belga o siedem, nie poznał smaku wygrania ligi. Mało tego, w Lidze Mistrzów zagrał mniej spotkań niż Patrik Mraz czy Robert Jeż. Jasne, dwa razy zdobywał mistrzostwo Europy, ale jaki był jego wkład w tytuły? W 2008 roku zagrał w czterech spotkaniach, łącznie przebywając na murawie przez 144 minuty na 670 możliwych (przy czym potyczka z Włochami kończyła się rzutami karnymi). W tym roku, tuż przed przenosinami na Emirates Stadium, Cazorla na Euro zagrał całe 17 minut, wchodząc gdy rezultaty spotkań były już przesądzone. Mało? No to może jeszcze statystyki z poprzedniego sezonu – Cazorla dziewięć bramek i siedem asyst, Kagawa 13 bramek i 12 asyst, a Hazard 20 bramek i 24 asysty. Chyba jest różnica, co? Więc stąd wynika proste pytanie – skąd przeświadczenie o wyższości Hiszpana nad Japończykiem czy Belgiem? Dlaczego ktoś sądzi, że akurat ten pomocnik pozwoli zawalczyć o tak upragnione mistrzostwo Anglii? Niesamowite. Fani Arsenalu widząc zakup kota, liczą na dorosłego tygrysa. Nie zrozumcie mnie źle – Cazorla nie jest słabym piłkarzem, jest po prostu z innej półki niż wspominany tyle razy duet. Gwoli jasności – z niższej półki.
To ma być TEN sezon. Tak często słyszałem takie deklaracje, że muszę zapytać – JAKI? Giroud, ledwie od dwóch lat kopiący na jako takim poziomie, ma przyćmić RvP, Rooneya, Teveza, Balotellego czy Torresa? A może Podolski, który zupełnie zawiódł w walczącym o najwyższą pulę Bayernie, nakryje czapką Naniego, Younga, Davida Silvę, Matę czy Hazarda? O Cazorli już było. Pewnie, że Arsenal będzie w czołówce, ale jak sezon wejdzie w decydującą fazę, to peleton naciśnie mocniej na pedały i „The Gunners” po prostu zostaną w tyle. Jeśli pod postacią TEGO sezonu właśnie taki scenariusz widzą fani Arsene Wengera i spółki, to w porządku. A jeśli liczą na coś więcej, to się srogo zawiodą. Zakończę, posiłkując się trawestacją cytatu ze znanej polskiej komedii: jeżeli o Arsenal chodzi, to nie wróżę tu żadnych rewelacji. Puchar Ligi – to maks, co może z niego być.