Ledwie opadły emocje po zeszłotygodniowym starciu, ledwie ludzie zaczęli żyć normalnym życiem, Barcelona znowu mierzyć będzie się z Realem Madryt. Już jutro o 22:00 na Camp Nou rewanżowe starcie w ćwierćfinale Pucharu Króla. Czy „Królewskim” uda się odrobić straty z pierwszego meczu?
Co by było, gdybyśmy mieli skupić się na samym wyniku? Porażka 1:2 przed własną publicznością. Wielkie halo, nie takie rzeczy matka piłka widziała, nie takie rezultaty zostawały w meczach rewanżowych odwracane. Oczywiście, na wyjeździe trzeba strzelić dwie bramki, ale skoro rywalowi się udało, dlaczego ma się nie udać i nam? Dlaczego ma się nie udać drużynie, która ma w swoich szeregach mistrzów świata i Europy? Drużynie, w której gole jak na zawołanie strzela zdobywca Złotego Buta? Drużynie, w bramce której stoi najlepszy golkiper na świecie? Ano tylko dlatego, że naprzeciw staje ekipa, której nie da się na obecną chwilę zdefiniować. Ekipa, której wygrywanie tytułów przychodzi tak łatwo jak strzelanie bramek Cristiano Ronaldo. Czy w ogóle możliwa jest sytuacja, w której Real Madryt pokonuje jutro na Camp Nou Barcelonę i awansuje do półfinału? Nie takie rzeczy matka piłka widziała…

Jedynym problemem Realu Madryt jest właśnie Barcelona. Mourinho ma absolutną rację, kiedy mówi, że „Los Blancos” byliby mistrzami kraju w każdej innej lidze na świecie – gdyby nie Barcelona. W zeszłym roku zdobyliby Ligę Mistrzów – gdyby nie Barcelona. To ich grą zachwycałby się cały świat – gdyby nie Barcelona. W Katalonii sprawę stawiają jasno – Mourinho ma kompleks Barcelony. Zresztą nie tylko w Katalonii. Futbolowy świat wie, że Portugalczykowi czegoś brakuje, a przecież wydaje się, że przy Concha Espina ma wszystko. „The Special One” nie zyskał sobie sympatyków przed tygodniem. Kibice na Bernabeu go wygwizdali – słusznie czy nie, zrobili to. Mourinho musi więc wyciągnąć z tego jakieś wnioski.
Madryckie dzienniki prześcigają się w coraz to nowszych informacjach na temat ustawienia drużyny ze stolicy. „Mister” wie, że jego drużyna musi zaatakować, wie, że musi zaprezentować się lepiej, dlatego szykuje ofensywne ustawienie, które w potyczkach z „Barcą” przynosiło już niezłe rezultaty. Real zagrał ofensywnie w półfinale Ligi Mistrzów i pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Real zagrał ofensywnie w Superpucharze Hiszpanii i był niesamowicie blisko pokonania Wielkiej Barcelony. Dlatego jutro też zagra ofensywnie, Mourinho ma porzucić stare schematy i dać swoim kibicom to, czego pragną. A ci pragną pojedynku dwóch równych ekip.
Wyjściowa jedenastka Realu Madryt na pierwszy z pucharowych klasyków zaskoczyła chyba nawet Pepa Guardiolę, o kibicach „Los Merengues” nie mówiąc. Przed meczem mówiło się, że Jose przygotowuje pewne zmiany, ale nikt nie wyobrażał sobie Marcelo na ławce rezerwowych czy Altintopa w pierwszym składzie. Jutro raczej nie wybałuszymy oczu, kiedy Mou ogłosi składy. Casillas, Marcelo, Varane, Ramos i Arbeloa – to w zasadzie pewniacy, jeśli idzie o defensywę. Rzekomo kontuzjowany Pepe na Camp Nou nie pojawi się na 99%. Tylko głupiec zabrałby go tam po tym, co zrobił Lionelowi Messiemu, po tym, co w ogóle robił w zeszłym tygodniu. Xabi Alonso i Lass mają być odpowiedzialni za przecinanie akcji w środku boiska. Francuz borykał się z lekkim urazem, ale nic nie powinno stanąć na przeszkodzie, aby zagrał na Camp Nou. Za strzelanie bramek odpowiedzialni mają być Cristiano Ronaldo, Mesut Oezil, Ricardo Kaka i Karim Benzema. W miejsce Benzemy może wskoczyć ewentualnie Higuain.











