Kiedy w 2008 roku mistrzem Rosji zostawał Rubin Kazań, większość znawców uważała to za jednoroczny wybryk, triumf z przypadku. Tymczasem podopieczni Kurbana Bierdyjewa nie tylko z bardzo dobrej strony pokazali się w Lidze Mistrzów, ale obronili tytuł. To określenie bardziej pasowałoby do czempionatu Zenitu w 2007. A kto wie, czy nie będzie to miało miejsca również i teraz.
Triumf Zenitu w 2007 roku był swego rodzaju odmianą dla ligi rosyjskiej. Po raz pierwszy od 1995 na pierwszym miejscu nie znalazł się zespół z Moskwy. Smaczku temu faktowi dodawało to, że opiekun teamu z północnej stolicy nie był Rosjaninem. Do mistrzostwa petersburżan doprowadził holender Dick Advocaat. Tytuł najlepszej drużyny największego kraju świata miał okazać się jedynie początkiem pierwszej rosyjskiej drużyny z prawdziwego zdarzenia. Dowód na to miały dać dwa kolejne wielkie triumfu ekipy z Pietrowskiego. Eliminowanie następnych rywali, w tym wielkiego Bayernu Monachium w Pucharze UEFA, sprawiło, że Zenit dotarł do finału, w którym pokonał Glasgow Rangers. Prestiżu wschodnim czempionom dodało zdobycie Superpucharu Europy po triumfie nad Manchesterem United.
Teoretycznie świat przed graczami Advocaata stał otworem. Z takim składem, jakim ówcześnie dysponowała drużyna z północnej stolicy, można było liczyć na wielkie mecze i medialne sukcesy. Zespół miał potencjał, który pozwalał mu realnie myśleć nawet o ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Plany i możliwości były wielkie, a tymczasem Zenit zniknął z piłkarskiej mapy Europy. Warto sobie zadać pytanie, dlaczego tak się stało? Przyczyn może być wiele, a za główną należy uznać zbytnią pewność siebie. Szefostwo klubu, a pewnie i sami piłkarze przecenili swoje możliwości. Zapewne uznali, że skoro udało im się pokonać między innymi Bayern Monachium i Manchester United, to równie dobrze powinno im pójść chociażby przeciwko Realowi Madryt. A tymczasem rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. Ekipa z północnej stolicy szybko pożegnała się z pucharami, a w lidze dała się wyprzedzić m.in. Rubinowi Kazań i Amkarowi Perm.
Pewność siebie działaczy klubu z Pietrowskiego była tak wielka, że bez większych problemów żegnano się z najlepszymi piłkarzami. Sprowadzenie samego Szabolcsa Husztiego okazało się niewystarczające do zastąpienia Anatolija Tymoszczuka, Pawła Pogriebniaka i Andrieja Arszawina. Powoli kontrolę nad drużyną tracił Dick Advocaat, który w końcu pożegnał się z posadą.
Trzy lata po swoim pierwszym triumfie w lidze Zenit znów jest wielki. Mistrzostwo zdobył w znakomitym stylu, a jeszcze lepiej radzi sobie w pucharach. Po odpadnięciu z Ligi Mistrzów w Lidze Europejskiej wygrywa mecz za meczem i jest jednym z głównych kandydatów do jej wygrania. Wiadomo, że historia lubi się powtarzać i istnieje prawdopodobieństwo, że i tym razem stanie się podobnie. A jeżeli tak się stanie, w zespole może dojść do trzęsienia ziemi. Wszystko teraz zależy od jednego człowieka, który może temu zapobiec.
Luciano Spalletti dzięki swojemu doświadczeniu i wiedzy trenerskiej potrafił wykrzesać ze swoich piłkarzy to, co najlepsze. Lecz najtrudniejsze zadanie dopiero przed nim. Jeżeli jest ktoś, z kogo Włoch powinien w tym momencie wziąć przykład, to tą osobą jest Kurban Bierdyjew. Pochodzący z Turkmenistanu szkoleniowiec Rubinu Kazań z pewnością nie skończył tak prestiżowych szkół, co były opiekun Romy, a potrafił doprowadzić zespół z Tatarstanu do mistrzostwo. W tym momencie trzeba powiedzieć, że trzecia drużyna sezonu 2010 nie tylko zdobyła tytuł, ale również go obroniła i świetnie zaprezentowała się w Lidze Mistrzów, a przecież wcale nie miała najlepszych piłkarzy. Personalnie zdecydowanie lepiej prezentowały się ekipy Spartaka, CSKA czy właśnie Zenitu. Z o wiele mocniejszym składem Spallettiego niewątpliwie stać na co najmniej powtórzenie tego. Jednak czeka go jeszcze bardzo dużo pracy.










