Real Madryt pokonał Betis 4:1, a bohaterem meczu był po raz kolejny Gonzalo Higuain, który skompletował hat-tricka. Czwartego gola dla gospodarzy strzelił Kaka. Honorowe trafienie dla przyjezdnych zapisał na swoim koncie Jorge Molina.
Mecz rozpoczął się dziwnie. Nie dość, że zadatkował Betis, nie dość, że pierwszy oddał celny strzał, to jeszcze wszystko stało się za sprawą ledwie 17-letniego Alvaro Vadillo. Przyjezdni nie mieli zamiaru oddawać spotkania jeszcze przed pierwszym gwizdkiem i zaatakowali z, powiedzmy, furią. Oczywiście Real też atakował, ale nie wydawał się drużyną zdesperowaną albo jakoś szczególnie zmotywowaną. No ale Madryt, nawet niezmotywowany, jest niebywale groźny. Udowodnił to Kaka, posyłając mocną piłkę w pole karne, do której nie zdążył dopaść Ronaldo – ubiegł go bramkarz Casto. W 12. minucie Mesut Oezil wykonał genialne podanie do napastnika Betisu. Wyszło z tego spore niebezpieczeństwo, które zażegnali do spółki Casillas z Ramosem. Kilka minut później z dystansu groźnie, chociaż niecelnie, uderzał Ronaldo. Mniej więcej w tym samym czasie z boiska na noszach zniesiono Vadillo. 17-latek nie będzie dobrze wspominał debiutu na Bernabeu. Kolejne minuty coraz wyraźniejszego oblężenia bramki Betisu oraz coraz wyraźniejszego pudłowania Cristiano. Portugalczyk próbował z różnych pozycji – nic nie wpadało. Warte odnotowania jest to, że praktycznie w każdej sytuacji piłkę podawał „El Pipita” Higuain. Argentyńczyk w 23. minucie doszedł chyba do wniosku, że teraz jego kolej, minął zwodem dwóch obrońców, wpadł w pole karne i zderzył się z murem rzucających mu się pod nogi defensorów. Potem Ronaldo uderzał przewrotką, następnie genialnie opanował piłkę w polu karnym. W obu przypadkach futbolówka nawet nie zbliżyła się to siatki.

Real na murawie dzielił i rządził, Betis walczył tylko o przejście za linię środkową, co udawało mu się raz na kilka minut. Na boisku najlepszy był nażelowany Portugalczyk, najgorszy również był nażelowany Portugalczyk – Ronaldo co minutę tworzył sobie dobrą okazję, a później beztrosko ją marnował. W 41. minucie Ruben Castro miał na nodze piłkę, którą powinien zamienić na bramkę. Niestety, huknął nad poprzeczką. Generalnie ostatnie chwile pierwszej połowy meczu to przebudzenie Betisu, który wreszcie znalazł sposób na przedarcie się przez środek pola Realu. Jednak gospodarze również nie spuszczali z tonu. W 44. minucie Ronaldo obsłużył Kakę idealnym podaniem, lecz Brazylijczyk zdecydował się spudłować. Taką samą decyzję niedługo później podjął Xabi Alonso.
Druga połowa rozpoczęła się zdecydowanie po myśli Realu. Gospodarze objęli prowadzenie już po minucie. Do długiej piłki posłanej z formacji obronnej popędził Ronaldo, bez trudu wyprzedzając Chikę i wpadając w pole karne. Portugalczyk nie zdecydował się na strzał, wolał podać do Higuaina, któremu pozostało tylko skierować futbolówkę do pustej bramki. Gospodarze objęli prowadzenie i nie zamierzali się tym zadowalać. W 53. minucie rozentuzjazmowany Ronaldo z 10 metrów przestrzelił o 10 metrów. Cud niemal. W kolejnych minutach doskonałe okazje zmarnowali też „El Pipita”, Kaka i Pepe. Betis był bezradny jak nigdy. Kolejna bramka wisiała w powietrzu, musiała paść, to było nieuniknione – szczęśliwym strzelcem był Kaka, nie mniej szczęśliwym asystentem – Ronaldo. Przytomnym technicznym strzałem Brazylijczyk przypomniał swoją formę z czasów gry w Milanie. Jeszcze przed wznowieniem gry Ricardo opuścił murawę, zwalniając miejsce Angelowi Di Marii. Argentyńczyk już chwilę później strzałem z 20. metra próbował zaskoczyć Casto. Piłka poszybowała obok okienka.












