Drużyna Villarrealu odniosła kolejne przekonujące zwycięstwo. Tym razem ofiarą rozpędzonej „Żółtej Łodzi Podwodnej” została ekipa Almerii. Katami podopiecznych Jose Oltry zostali Catala i Valero.
Pojedynek Villarreal – Almeria miał być typowym starciem Dawida z Goliatem. Znakomicie spisująca się w tym sezonie ekipa z El Madrigal była zdecydowanym faworytem poniedziałkowego meczu z jedną z najsłabszych drużyn Primera Division. Za piłkarzami „Żółtej Łodzi Podwodnej” przemawiał nie tylko fakt, że zajmują bardzo wysokie, trzecie miejsce w ligowej tabeli, ale również znakomity bilans spotkań przed własna publicznością. Podopieczni Juana Garrido wygrali siedem z ośmiu rozegranych dotąd pojedynków i tylko prawdziwy kataklizmu mógł spowodować, że nie powiększą swojego konta o kolejne trzy punkty.

Fani Almerii szansy na niespodziankę upatrywali w wyśmienitej formie Kalu Uche i Jose Ulloa. Nigeryjczyk w bieżącym sezonie już nieraz okazał się motorem napędowym swojego zespołu, z kolei argentyński napastnik był głównym autorem przedświątecznego zwycięstwa nad Mallorcą.
Już pierwsze minuty spotkania pokazały, która z drużyn będzie dyktowała warunki gry. Gospodarze wymieniali szybkie podania w środkowej strefie boiska, a szczególnie aktywny po lewej stronie boiska był Capdevilla, który przysparzał zawodnikom Almerii sporo problemów. Również wysoko ustawiona defensywa Villarrealu spisywała się bardzo dobrze i błyskawicznie zatrzymywała wszystkie próby ataków gości.
Pomimo optycznej przewagi, gospodarze długo nie potrafili wypracować sobie dogodnej sytuacji strzeleckiej. Pierwszy celny strzał na bramkę oddali dopiero w 19. minucie, ale piłka po uderzeniu Caniego wylądowała w rękawicach Alvesa. Dwie minuty później gospodarze powinni objąć prowadzenie. Cani znakomicie odegrał piłkę do Rubena, który uderzył jednak prosto w golkipera Almerii, do futbolówki doszedł jeszcze Rossi, ale silny strzał napastnika minął lewy słupek bramki. Chwilę później było już jednak 1:0. Znakomitym dośrodkowaniem z wolnego popisał się Valero, do piłki doszedł Catala, który uciekł obrońcom i nie dał najmniejszych szans Alvesowi.
Po straconym golu goście szybko starali się doprowadzić do wyrównania, a swoich szans szukali głównie po stałych fragmentach gry, jednak strzały z rzutu wolnego w wykonaniu Corony mijały bramkę strzeżona przez Diego Lopeza. W końcówce pierwszej połowy ponownie zaatakowali gospodarze, najpierw znakomitym rajdem popisał się Rossi, ale jego strzał zatrzymał Alves. Dwie minuty później ten sam zawodnik dośrodkował w pole karne, ale niepilnowany Cani minimalnie minął się z piłka.
W doliczonym czasie gry gorąco zrobiło się pod bramką gospodarzy, z rzutu wolnego ponownie zagrywał Corona, jednak w olbrzymim zamieszaniu lepiej poradzili sobie obrońcy Villarrealu, którzy wybili piłkę na środek boiska i po chwili sędzia mógł zakończyć pierwszą część spotkania.











