Mecz po pierwszej połowie wydawał się nudny. Dopiero drugie 45 minut dało nam emocje i gole, na które czekaliśmy. Trzy asysty i bramkę zapisał dzisiaj na swoim koncie Andres Iniesta. Do tego trafienia dołożyli Fabregas oraz Messi (dwa).
Początek meczu nie był zbyt interesujący. Właściwie pierwszych dziesięciu minut mogłoby w ogóle nie być. Po tym czasie został przeprowadzony pierwszy warty odnotowania atak. Konkretniej był to strzał Barkero zza pola karnego. Sytuację z dużym trudem uratował Valdes. W 15. minucie z powodu kontuzji z boiska musiał zejść Dani Alves*. W jego miejsce wszedł Montoya.

W 22. minucie mogło się wydawać, że Barcelona wyjdzie na prowadzenie po strzale Messiego po ziemi. Piłka jednak minimalnie minęła bramkę. Chwilę później z dystansu, uderzając wolejem, próbował Xavi. Tym razem jednak dobrze interweniował pilnujący bramki Munua. „Barca” do tej pory więcej miała ze strzałów z daleka niż z długiego rozgrywania piłki. Przed przerwą przed szansą stanął jeszcze Pedro po dośrodkowaniu Messiego. Po raz kolejny jednak z dobrej strony pokazał się Munua. Po pierwszej połowie posiadanie piłki wyniosło aż 70% do 30% na korzyść Barcelony.
Po przerwie wreszcie rozpoczął nam się mecz. Barcelona potrzebowała zaledwie dwóch minut, aby wyjść na prowadzenie. Iniesta świetnym podaniem wypuścił Messiego, a ten w starciu sam na sam pewnie zdobył bramkę. Levante jakby rzuciło się w szale do ataku, ale na nic się to zdało. Zaledwie pięć minut później zobaczyliśmy taki sam scenariusz jak przy pierwszym golu – Andres wypuszcza Lionela, który ze spokojem pokonuje bramkarza. „Blaugrana” się zrehabilitowała za tę nudną pierwszą połowę, ale dla piłkarzy to chyba było mało.

Pięć minut później Barcelona zadała kolejny cios. Tym razem Iniesta nie asystował, ale zdobył bramkę. Strzałem z dystansu pokonał bramkarza Levante. Koncert „Blaugrany” trwał. W 64. minucie Iniesta świetnie dograł piłkę do Fabregasa, który spokojnie wbił ją do bramki! Co za mecz Andresa! Po tym okresie gry posiadanie piłki wynosiło 80% do 20%. Nie muszę chyba pisać, z czyją przewagą… Levante dalej rozgrywało całkowicie bezbarwny mecz. Pojawiła się jednak szansa na bramkę na otarcie łez. Po faulu na Michelu sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do piłki podszedł Barkero. Jego strzał i dobitkę fantastycznie wybronił Valdes.
Levante w przypadku zwycięstwa mogło awansować nawet na czwartą lokatę. Tak się jednak nie stało i „Barca” umocniła się na fotelu lidera. W dalszym ciągu ma trzy punkty przewagi nad Atletico oraz aż 11 nad Realem Madryt.











