Valencia, przynajmniej do jutra, będzie liderem Primera Division. Piłkarze Unaia Emery’ego pokonali w spotkaniu wyjazdowym Sporting Gijon. Drużyna z Asturii po trzech rozegranych spotkaniach nie ma jeszcze na koncie punktów.
Starcie na El Molinon przebiegało w dość spokojnym jak na standardy ligi hiszpańskiej tempie. Ani Sporting, ani Valencia nie kwapiły się, by zaatakować zdecydowanie, co skutkowało niezbyt porywającym obrazem gry. Pierwsi zdecydowali się zaryzykować piłkarze Manolo Preciado, którzy w 16. i 17. minucie mieli dwie okazje bramkowe. Najpierw, po wrzutce z prawej strony Damiana Suareza, na bramkę Vicente Guaity uderzał Andre Castro. Strzał z woleja minął światło bramki. Chwilę później akcja Davida Barrala i Roberto Canelli skończyła się groźnym strzałem tego ostatniego. Guaita miał kłopoty z obroną silnego uderzenia, ale pomogli mu koledzy z linii obrony i wynik nie uległ zmianie.
Valencia pierwszą groźną okazję miała w 25. minucie, kiedy sędzia podyktował rzut wolny za faul na Everze Banedze. Odległość nie była duża, ok. 18 metrów. Stały fragment gry wykonywał Sergio Canales, ale jego strzał trafił tylko w mur piłkarzy Sportingu. Cztery minuty później „Los Ches” objęli prowadzenie. Po świetnym podaniu Banegi sam na skrzydle znalazł się Pablo Hernandez. Pomocnik Valencii dostrzegł w polu karnym Jonasa. Brazylijczyk po otrzymaniu piłki natychmiast oddał strzał. Uderzenie Jonasa sparował Juan Pablo, ale przy dobitce Roberto Soldado nie miał już szans. Były piłkarz Realu Madryt dopełnił formalności i skierował futbolówkę do bramki z kilku metrów, zdobywając tym samym swojego piątego gola w lidze i wysuwając się na prowadzenie w klasyfikacji strzelców Primera Division.

W 37. minucie Valencia skopiowała akcję bramkową po przeciwnej stronie boiska. Tym razem prawym skrzydłem szarżował Pablo Hernandez. Dogranie do środka, w kierunku Jonasa, zakończyło się mocnym strzałem Brazylijczyka, ale piłka trafiła tylko w poprzeczkę. Pablo mógł być podirytowany nieskuteczością kolegi, więc w 41. minucie pokusił się o indywidualne rozwiązanie akcji. Prowadząc piłkę niemal przy linii bocznej, zauważył złe ustawienie bramkarza Sportingu i próbował go przelobować. Zabrakło niewiele, by Juan Pablo drugi raz wyciągał piłkę z siatki.
Druga połowa, podobnie jak pierwsza część gry, nie stała na zbyt wysokim poziomie. Pierwszy kwadrans po wznowieniu gry można spokojnie przemilczeć, bo z boiska wiało nudą. Dopiero 60. minuta spowodowała, że senni kibice na El Molinon mogli się poderwać. Po błędzie Guaity piłkę z bliskiej odległości próbował umieścić w siatce gości David Barral. Kapitan Sportingu próbował wymanewrować bramkarza Valencii, ale ten zrehabilitował się za wcześniejszy kiks i nie dał się pokonać.











