Barcelona zdeklasowała Almerię i wygrała 5:0 na Camp Nou w pierwszym półfinałowym spotkaniu rozgrywek Pucharu Króla. Rywalizacja rozstrzygnęła się już po kwadransie, kiedy to „Duma Katalonii” prowadziła już trzema golami. Do siatki rywala trafiali Messi (dwukrotnie), Villa, Pedro i Keita.
Drugie spotkanie w zgodnej opinii ekspertów nie miało przynieść tylu emocji co pojedynek w Sewilli i zgodnie z przewidywaniami – nie przyniosło. Absolutnym faworytem tego spotkania byli oczywiście gospodarze, którzy w lidze rozbili już wcześniej rywali aż 8:0, i to na ich boisku. Fani „Dumy Katalonii” spodziewali się, jeśli nie identycznego wyniku, to przynajmniej kilkubramkowej wiktorii. Kibice zespołu z Andaluzji swojej szansy szukali w tym, że ich zespół w rozgrywkach Pucharu Króla spisuje się zupełnie inaczej niż w lidze, w której zajmuje miejsce w strefie spadkowej. Dodatkową motywacją było ubiegłotygodniowe zwycięstwo Betisu, jednak należy pamiętać, że w tamtym spotkaniu wybiegli przede wszystkim gracze rezerw. Z tego też powodu Almeria mogła mieć jeden cel w tym spotkaniu – przegrać z honorem.

Marzenia o korzystnym wyniku rozwiały się już po kwadransie gry – pierwsze ostrzeżenie dał Messi w 6. minucie, kiedy to po podaniu Xaviego wbiegł w pole karne, ale posłał piłkę obok bramki. Drugiego ostrzeżenia już nie było – w 9. minucie Lionel Messi otworzył wynik tego meczu. Otrzymał on podanie od Pedro i kozłującym strzałem pokonał Estebana po raz pierwszy – nie był to mocny strzał, ale piłka odbiła się tuż przed bramkarzem i zmyliła go na tyle, że piłka wpadła do siatki. Barcelona nie zamierzała na tym poprzestać – już minutę później było 2:0! David Villa otrzymał na lewej stronie pola karnego podanie od Xaviego i strzałem w długi róg pokonał Estebana – ten gol zdecydowanie obciąża konto bramkarza, który wpuścił piłkę między rękoma. Mecz ten był toczony w bardzo szybkim tempie, a Almeria nie chciała być tylko chłopcem do bicia – w 14. minucie sędzia odgwizdał rzut pośredni w polu karnym Barcelony, jednak tej świetnej sytuacji nie wykorzystał Goitom. Minutę późnej było już jednak po meczu, a swojego kolejnego gola zdobył Messi – tym razem otrzymał podanie od Iniesty i płaskim strzałem z kilkunastu metrów posłał piłkę do siatki, bramkarz był bez szans, a po całym stadionie poniosło się głośne „Messi, Messi”. Andaluzyjczycy nie mieli wyjścia – zepchnięci do defensywy, próbowali zdobyć gola po błędach defensywy – blisko wykorzystania błędu Pique był w 18. minucie Goitom, ale uderzył nieznacznie obok słupka.
Z każdą kolejną minutą kibice zgromadzeni na Camp Nou zaczynali się coraz bardziej niecierpliwić, ponieważ Barcelona przestała trafiać do siatki rywala co pięć minut, dlatego w 26. minucie Villa postanowił znowu zdobyć bramkę, jednak był na pozycji spalonej. W 30. minucie nic nie mogło zapobiec strzeleniu kolejnego gola – po rzucie wolnym blisko linii końcowej, z prawej strony dośrodkował Xavi, a pięknym uderzeniem głową popisał się Pedro i piłka wpadła do siatki przy dalszym słupku bramki Estebana – była to już prawdziwa deklasacja rywala, a kibice zaczęli coraz bardziej myśleć o powtórce z ligowego pogromu. Barcelona, słusznie zadowolona wysokim prowadzeniem, zaczęła raz po raz czarować swoją grą. Almeria natomiast nie patyczkowała się z nogami rywali – najpierw po ostrym wejściu interwencji lekarskiej wymagał Messi, a kilka minut później Xavi – zwłaszcza ten drugi faul, nieodgwizdane nawet przez sędziego wejście od tyłu bezpośrednio w nogi pomocnika, zasługiwało na czerwoną kartkę. Goście mieli nawet w pierwszej połowie szansę na gola, ale w 42. minucie Pinto ładną paradą sparował piłkę po strzale Crusata na rzut rożny. W ostatniej akcji przed przerwą, bardzo blisko ustrzelenia hat-tricka był Messi, ale strzał Argentyńczyka, poprzedzony oczywiście serią zwodów, obronił Esteban.











