Cóż za kapitalny start Olimpii Grudziądz w nowym sezonie! Zespół trenera Mariusza Pawlaka pokazał już na samym wejściu, na co go stać, gromiąc swojego przeciwnika. Same trzy punkty może i nie byłyby wielką sensacją, ale wynik, jaki udało się uzyskać Olimpii, będzie długo pamiętany.
Specjalista od awansów – trener Mariusz Pawlak – wprowadził Olimpię na zaplecze ekstraklasy, robiąc to w fantastycznym stylu. Na tym jednak pochwały skończyć się nie mogą, ponieważ szkoleniowcowi brawa należą się również za rozgromienie solidnego zespołu z Głogowa, ale i również za to, że ta sztuka udała się przecież po prawdziwym kadrowym trzęsieniu ziemi.
Jak się okazuje, ta Olimpii kompletnie nie przeszkodziła, lecz nawet pomogła. Drużyna już w sparingach pokazywała swoje ofensywne walory, a te podkreśliła jeszcze bardziej w inaugurującym spotkaniu z Chrobrym.
Rezultat, jakim skończył się piątkowy mecz Olimpii z głogowianami, nie jest codziennością, dlatego nie może zostać on pominięty ciszą. O tym, co się stało w Grudziądzu, należy napisać więcej.
Rewolucja
Na początek trzeba opisać nieco letnie przemeblowania, jakie miały miejsce u „Biało-zielonych”, bo wydawać by się mogło, że zespół stracił swoje najważniejsze ogniwa. Takim niewątpliwie był chociażby Przemysław Kita, który mając do wyboru grę w I i II lidze, przystanął na opcję numer dwa, za którą krył się Widzew. Samego zawodnika nie odstraszyła nawet konkurencja w postaci Marcina Robaka czy Łukasza Wolsztyńskiego.
Z Grudziądzem pożegnał się również Wojciech Muzyk, chwalony przez wszystkich za swoje występy między słupkami. Młody golkiper zdecydował się na krok, a właściwie skok do klubu z wyższymi aspiracjami – Legii Warszawa. Z pozostania w Olimpii zrezygnowali także niezwykle doświadczeni Marcin Kaczmarek czy Aghwan Papikyan, ale znaleziono ich następców.
Jeden z nich już na dzień dobry stał się ulubieńcem trybun, zaliczając w swoim debiucie hat tricka, ale dwaj pozostali strzelcy podobnie jak Omran Haydary, także idąc drogą wyznaczoną przez Afgańczyka, pokazali klasę w nieco mniejszym stopniu, również zaliczając po trafieniu.
Jak się więc okazuje, burzliwe okno transferowe nie musi koniecznie działać negatywnie, nawet gdy do roszad zachodzi u góry, w zarządzie klubu, bo i stanowisko prezesa objęła inna osoba.












