W derbach województwa łódzkiego PGE GKS Bełchatów rozgromił ŁKS Łódź 3:0. Na konferencji pomeczowej trener bełchatowian, Kamil Kiereś, cieszył się ze zwycięstwa, ale przypominał, że mimo kompletu punktów jego drużyna ma tylko dwa oczka przewagi nad strefą spadkową.

Dzięki wygranej piłkarze PGE GKS-u wydostali się ze strefy spadkowej, spychając do niej KGHM Zagłębie Lubin. Dół ligowej tabeli jest jednak tak płaski, że różnica między tymi drużynami wynosi zaledwie dwa punkty, na co zwrócił uwagę na spotkaniu z mediami Kiereś.
– Wygraliśmy bardzo ważne spotkanie z ŁKS-em, który jest naszym sąsiadem w tabeli. W pierwszej połowie byliśmy zmuszeni do gry atakiem pozycyjnym i mieliśmy z tym problemy. O tym, że prowadziliśmy 1:0 do przerwy, zdecydował szczegół, jedna dobrze wyprowadzona kontra. W drugiej połowie prezentowaliśmy się już dobrze jako zespół. Zdobyliśmy bardzo ważne trzy punkty, ale musimy już myśleć o kolejnych spotkaniach, bo nasza sytuacja w tabeli nadal jest jednak trudna. Mamy tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową i punkt nad ŁKS-em. Nadal musimy więc walczyć o kolejne punkty – podsumował mecz Kiereś.
Z przebiegu wydarzeń na boisku nie mógł być zadowolony Ryszard Tarasiewicz, dla którego był to debiut w roli szkoleniowca ŁKS-u. Jego zdaniem o porażce zadecydowały błędy indywidualne.
– Na pewno będziemy odbierać ten mecz przez pryzmat wyniku. Jako formacje błędów nie popełniliśmy, ale były błędy indywidualne, głównie przy pierwszej i drugiej bramce. Nie kryliśmy i nie atakowaliśmy przeciwnika, byliśmy spóźnieni. Ten moment zawahania, brak decyzji ataku powoduje stratę bramek. Druga dała już dużo pewności przeciwnikowi. Mógł już grać spokojnie. Mieliśmy na początku meczu swoje sytuacje, ale ich nie wykorzystaliśmy. Teraz mamy następny mecz u siebie z Jagiellonią i powiedzmy sobie szczerze, że to spotkanie musimy wygrać, bo później czekają nas bardzo ciężkie pojedynki z Lechem i Śląskiem – powiedział Tarasiewicz.











