Nareszcie przełamał się Robert Lewandowski, który po czterech meczach posuchy w końcu trafił do siatki rywala i to od razu dwukrotnie. Jakby tego było mało, przy pierwszym golu asystował mu Łukasz Piszczek, a przy drugim Jakub Błaszczykowski, który podawał też przy bramce numer trzy, autorstwa Ivana Perisicia. Dzięki dobrej postawie polskiego tercetu Borussia Dortmund przewodzi ligowej tabeli i zapewne nieprędko pozwoli się z pozycji lidera zluzować.
Tak dobrego sezonu Polscy piłkarze w Bundeslidze nie grali już dawno. Pewnie, poprzednie rozgrywki też były niezłe – Piszczek został uznany najlepszym bocznym obrońcą ligi, a Lewandowski najlepszym dżokerem, ale to, co nasi rodacy wyprawiają w bieżącym sezonie, przekracza najśmielsze oczekiwania. Robert Lewandowski dzielnie walczy ze słynniejszymi od siebie snajperami o tytuł najlepszego strzelca Bundesligi i trzeba przyznać, że ma spore szanse, aby ten wyścig wygrać. Po 23. kolejkach ma na swoim koncie już 16 goli i częściej od niego trafiali tylko Klaas-Jan Huntelaar i Mario Gomez – po 18 razy. Warto jednak zauważyć, że Polak jako jedyny z piątki czołowych snajperów Bundesligi (oprócz wyżej wymienionej trójki są to jeszcze Claudio Pizarro z Werderu Brema i Lukas Podolski z Kolonii) nie jest etatowym wykonawcą rzutów karnych w swoim zespole i żaden ze strzelonych przez niego goli nie padł z wapna. Dokładając do tego osiem asyst, które zaliczył przy trafieniach kolegów, przedstawia nam się obraz zawodnika, który zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej – lepszy od niego jest tylko wspomniany wyżej Holender z Schalke 04 Gelsenkirchen, który także zaliczył osiem ostatnich podań. Czy przed rozpoczęciem sezonu ktokolwiek z Was, czytelnicy, spodziewał się, że „Lewy” będzie prezentował się aż tak dobrze? I pomyśleć, że gdyby pod koniec lipca poważnej kontuzji nie doznał Lucas Barrios, to Polak sezon rozpocząłby zapewne tak samo jak poprzedni – na ławce rezerwowych. A teraz jest jedynym, obok Matsa Hummelsa, zawodnikiem BVB, który wszystkie 23 ligowe spotkania tego sezonu rozpoczął wy wyjściowym składzie.
Do dobrej dyspozycji wrócił Jakub Błaszczykowski, który zimą bliski był opuszczenia klubu, a teraz wyrasta na najlepszego skrzydłowego dortmundzkiego zespołu. Kubie pomogło nieszczęście Mario Goetzego, dla którego zarówno koniec poprzedniego, jak i początek tego roku były bardzo pechowe – młodemu Niemcowi przytrafiły się dwa groźne urazy, z których nie wykurował się do tej pory. Polak, wykorzystując ten szczęśliwy (dla siebie) zbieg okoliczności, wskoczył do składu i od 16. kolejki regularnie wybiega na boisko w wyjściowej jedenastce. W każdym kolejnym spotkaniu udowadnia swoją wartość i pokazuje, że warto było dać mu drugą szansę. Od tamtej pory zaliczył sześć asyst (w sumie ma ich już osiem) i strzelił dwa gole. Jurgen Klopp, który sceptycznie podchodził do naszego rodaka i nie widział dla niego miejsca w wyjściowym składzie, teraz nie wyobraża sobie, aby mogło go w nim zabraknąć. Nic dziwnego – Kuba tak dobrze jeszcze w Dortmundzie nie grał. Posłużyło mu widocznie małe zamieszanie związane z niedoszłym transferem i chęć udowodnienia swoich umiejętności. Mario Goetze wraca już do zdrowia i w połowie marca powinien wznowić treningi, jednak wątpliwe, aby zdołał wyrzucić Kubę z podstawowego składu dortmundczyków – prędzej na ławkę powędruje Shinji Kagawa lub Kevin Grosskreutz. Chociaż oni też są ostatnio w całkiem niezłej formie. Jedno jest pewne – takiego problemu bogactwa w pomocy nie ma żaden inny niemiecki klub, nawet Bayern. A jakby tego było mało, od czerwca barw BVB bronić będzie także Marco Reus.








