Dziś przede wszystkim, zamiast oglądać się w przeszłość, zajrzymy w przyszłość. Kto jeszcze ma szanse na utrzymanie, a kto zagrożony jest spadkiem? Wiele jest jeszcze możliwe.
Nowy kontrakt z Hannoverem 96 podpisał Artur Sobiech i zastanawiam się, czy jest to decyzja słuszna. Słowa Dirka Dufnera i Mirko Slomki zdają się wskazywać na to, że polski napastnik będzie otrzymywał więcej szans gry w pierwszym składzie. Jednak jakkolwiek by patrzeć, Sobiech kilka szans już dostał i zawsze ostatecznie lądował na ławce, a potem był piątym wyborem trenera na pozycję napastnika. Z drugiej strony z klubu ma odejść Diouf, coraz częściej w pomocy gra Schlaudraff. Moim zdaniem lepiej Polakowi zrobiłaby zmiana otoczenia. Jak będzie, zobaczymy.
***
Osobistej zemsty w meczu o nic zarówno dla Wolfsburga, jak i Borussii Dortmund postanowił dokonać Ivan Perisić. Chorwat wielokrotnie, będąc jeszcze w BVB, narzekał na to, że nie dostaje szansy. Transfer do ekipy „Wilków” miał być dla niego wybawieniem. Okazało się, że Jürgen Klopp miał sporo racji, nie stawiając na Perisicia, który na wiosnę prezentował się słabo. Chyba wszystkie siły zbierał na to jedno spotkanie, w którym utarł nosa byłemu trenerowi. Strzelił dwa gole i gdyby nie zryw Marco Reusa w ostatnich minutach, mógłby cieszyć się ze zwycięstwa.
Ostatecznie skończyło się na remisie, co oznacza, że Borussia traci do Bayernu już 22 punkty. To największa różnica w historii Bundesligi pomiędzy dwoma zespołami zajmującymi sąsiednie lokaty.
***
Po spotkaniu z Augsburgiem mistrzostwo świętował Bayern. Trzeba przyznać, że dopiero na fecie podczas wzajemnego oblewania się piwem niektórzy zawodnicy pokazywali swoje zdolności biegowe. W samym meczu było to u niektórych słabo widoczne.
Nie obyło się też bez małych afer. Boateng oblał Ribery’ego piwem, a Francuz, jak wiadomo, alkoholu nie pije ze względu na wyznanie. Okazało się, że piwo było bezalkoholowe i skrzydłowy Bayernu nie zamierza nikomu wypowiadać dżihadu.
Poza stadionem bez alkoholu już się nie obyło. Piłkarze Bayernu ponoć długo się bawili w jednym z klubów, jednak nikt nie miał im tego za złe. Jako jedyny autem postanowił wrócić Jerome Boateng. Wyruszył z piskiem opon, ale na szczęście nic mu się nie stało. Jednak jazdy na podwójnym gazie zdecydowanie nie popieramy.
***
Trzeba przyznać, że bardzo dobrym występem Perisić zaskoczył. Ale nie tylko on. Świetną asystę zanotował Kevin Matmour, którego trudno posądzić o zdolność do zdobywania bramek, a co dopiero dogrywania partnerom. Największą niespodziankę sprawił jednak najlepszy piłkarz 33. kolejki Bundesligi, Branimir Hrgota. Szwed do tej pory świetnie potrafił znaleźć się w sytuacji bramkowej, by potem jeszcze lepiej ją zmarnować. Tym razem się nie mylił. Prawie się nie mylił, bo raz trafił w poprzeczkę (dwukrotnie aluminium obijali jeszcze jego koledzy), a i tak zaliczył hat-tricka.
Dwie bramki oprócz Perisicia czy Reusa zdobył także Vedad Ibisević. Przyglądam się temu napastnikowi od dłuższego czasu i jestem niezmiernie ciekawy, jak by sobie poradził w lepszym klubie. Bez niego Stuttgart miałby spore problemy z utrzymaniem. W ogóle obecność VfB w europejskich pucharach to jakieś nieporozumienie. Na szczęście przygotował już kilka wzmocnień i może się nie skompromituje.








