Powołania do reprezentacji narodowej zawsze wywołują sporo emocji wśród kibiców. Powiem więcej, przez wiele następnych dni są one głównym tematem w mediach i nie ma w tym nic dziwnego. Niektóre wybory selekcjonerów mogą zaskoczyć wielu, jak chociażby świeży przykład braku miejsca dla Bartosza Kapustki na obecnym zgrupowaniu. Kolejnym przypadkiem, który bez dwóch zdań wywołał sporo zamieszania, jest dodatkowe powołanie, jakie w ubiegły piątek otrzymał Karol Niemczycki.
Karol Niemczycki, który raczej nie spodziewał się jeszcze kilka dni temu, że będzie o nim tak głośno. Karol Niemczycki, który na co dzień gra w zajmującej 14. lokatę w ekstraklasie Cracovii. I w końcu Karol Niemczycki, który sam raczej tego powołania się nie spodziewał, podobnie jak wszyscy związani z polską piłką.
Nie jest to nic nadzwyczajnego. W końcu nikt nie przewidział tego, że Paulo Sousa będzie musiał powoływać kogoś w miejsce Łukasza Skorupskiego, który pozytywnie przejdzie testy na obecność koronawirusa. Tylko pozostaje pytanie – czy Karol Niemczycki powinien zostać powołany? No i tu już pojawia się problem, bo zdania są mocno podzielone.
„No elegancki, elegancki, ale mi się nie podoba…”
Ten słynny już cytat z polskiego serialu „Ślepnąc od świateł” bardzo pasuje do tej sytuacji. Ba, wręcz świetnie odwzorowuje zdanie wielu kibiców. Niemczycki w końcu nie jest złym golkiperem. To solidny bramkarz z być może w miarę dużym potencjałem, który przyzwoicie prezentuje się na tle fatalnie w tym sezonie grającej Cracovii. Jednak czy Karol Niemczycki zasługiwał na to powołanie bardziej niż niektórzy ekstraklasowi bramkarze, którzy takowej propozycji nie otrzymali? Nie.
Zanim nastąpi ogromne poruszenie, warto powiedzieć sobie jedno. Nikt tutaj nie mówi, że Karol Niemczycki jest słabym bramkarzem, a w trakcie możliwego debiutu puszczałby bramkę za bramką. Tu nie chodzi wcale o to, ale o coś zgoła innego.











