Euro 2020 w wykonaniu Polaków należy rozpatrywać w kategorii „do zapomnienia”. Jeśli musimy poszukać pozytywów tej imprezy, to na początku możemy podać trzy nazwiska: Kozłowski, Lewandowski i Linetty. Skupmy się na tym ostatnim, Karol, nie licząc Lewandowskiego, był jedynym strzelcem gola na Euro dla „Biało-czerwonych”. Dzięki temu zrekompensował sobie nie najlepszy sezon ligowy. Dlaczego teraz Karol Linetty jest w takiej formie?
W teorii transfer Karola Linettego do Torino był przemyślany. Ekipa ze stolicy Piemontu znalazła się na zakręcie, więc reprezentant Polski miał okazję stać się jednym z kluczowych zawodników. W dodatku „Granatę” obejmował w tym czasie Marco Giampaolo. Włoski szkoleniowiec zna piłkarza pochodzącego ze Żnina jeszcze ze współpracy w Sampdorii.
Gorące krzesło
Przedsezonowe założenia potwierdziły się. Karol Linetty z miejsca stał się podstawowym graczem „Byków”, rozegrał 20 ligowych spotkań i trzy w Pucharze Włoch, ale bilans polskiego pomocnika nie był imponujący. Mógł pochwalić się tylko trafieniem przeciwko Sassuolo. Na domiar złego, całe Torino grało poniżej oczekiwań. Po 20. kolejce Serie A drużyna z Turynu miała tyle samo punktów co znajdujące się w strefie spadkowej Cagliari. Duży wpływ na taki rezultat miała defensywa, aż 38 straconych bramek – więcej goli strzelano tylko bramkarzom Benevento i Crotone. Zarząd Torino musiał zareagować i zwolnił Marco Giampaolo.
Nowym szkoleniowcem został Davide Nicola, a oprócz niego działacze wypożyczyli z Juventusu Rolando Mandragorę. W wyniku tych ruchów Karol Linetty stracił miejsce w pierwszym składzie. Choć to mało powiedziane, na możliwych 1620 minut reprezentant Polski rozegrał tylko 189. Niektórzy mogą obstawiać, że mogło to wynikać z obranej taktyki przez trenera Nicolę, ale nic z tych rzeczy.
Obaj szkoleniowcy Torino grali formacją 3–5–2, Giampaolo momentami korzystał z 4–3–1–2. Karol Linetty po prostu przegrał rywalizację z Mandragorą. Włoch w ubiegłym sezonie zdobył trzy gole i zaliczył asystę. Nic dziwnego, że pod koniec sezonu pojawiły się plotki transferowe łączące Linettego ze Spezią czy Mainz. Ostatecznie Polak został w Turynie.
Ivan Jurić – człowiek od zadań specjalnych
Ivan Jurić w poprzednich sezonach był sprawcą jednej z większych niespodzianek w Serie A. Prowadzony przez niego Hellas Werona w 2019 roku wrócił do Serie A, ale z miejsca był spisywany na walkę o utrzymanie. Ostatecznie zajął bardzo dobre, 9. miejsce. Chorwacki szkoleniowiec wycisnął potencjał z zespołu, przede wszystkim w obronie. „Gialloblu” stracili 51 bramek, co plasowało ich na poziomie Romy, Napoli, Atalanty czy Fiorentiny. Właśnie pod wodzą Ivana Juricia rozwinęli się tacy zawodnicy jak Marash Kumbulla czy Amir Rrahmani. Na uwagę zasługują również ofensywne poczynania podopiecznych Juricia. Hellas był w stanie pokonać Sampdorię i Juventus czy zremisować z Lazio, Interem oraz Atalantą.













