Karabach Agdam, czyli „Barcelona Kaukazu”


Czy Karabach Agdam stać na regularną grę w Lidze Mistrzów?

4 sierpnia 2019 Karabach Agdam, czyli „Barcelona Kaukazu”

Rok 1993. Ormiańskie wojska wkraczają do miasta Agdam. Na stadion Imrat spadają bomby. Oblężenie zakończyło się klęską Azerów i miasto ostatecznie upada pięć dni po tym, jak Karabach przypieczętował dublet, dorzucając do pucharu krajowego pierwsze mistrzostwo zdobyte w niepodległym państwie. Klub podupadł finansowo, lecz po 25 latach mistrz Azerbejdżanu znajduje się w zupełnie innym miejscu i regularnie bije się o awans do Ligi Mistrzów.


Udostępnij na Udostępnij na

Od 2008 i zatrudnienia w klubie Gurbana Gurbanowa Karabach w regionie zaczęto nazywać „Barceloną Kaukazu”. Gurbanow do dziś jest trenerem drużyny z Agdamu i na przekór polskim klubom jak widać można nie zwolnić trenera nawet przez 10 lat.

Klub odrodzony ze zgliszczy

Aslan Kerimov, były kapitan Karabachu Agdam wspominał: – Zdarzyło się kilka razy, że mecze odbywały się, gdy Ormianie bombardowali miasto.

Przez dekady Azerowie i Ormianie żyli w regionie Karabachu we względnej zgodzie. Problem polegał jednak na tym, że Sowieci wcielili ten rejon do państwa azerskiego, podczas gdy 75% ludności stanowili Ormianie. Gdy upadało ZSRR, także tutaj rozpętało się piekło. W wyniku wojny zginęły setki tysięcy ludzi. Mimo że dzisiaj broń jest zawieszona, nie znaczy, że na spornym terenie jakim jest Karabach nie dochodzi do jego łamania. Na granicy snajperzy zabijają rocznie nawet kilkadziesiąt osób w tym cywili, którzy znaleźli się tam zupełnie z przypadku.

Dawniej w regionie, w którym przed wojną liczył około 150 tysięcy mieszkańców, były dwie mocne drużyny: azerski Karabach Agdam i ormiański Karabach Stepanakert. Obie istnieją do dziś, aczkolwiek na specyficznych warunkach. Azerowie mają swoją siedzibę w Baku, natomiast  spadkobiercą Stepanakertu jest Lernayin Arsach, dominator ormiańskiej ligi amatorskiej. Kibicami Karabachu Agdam są w większości rozsiani po kraju uchodźcy, a szacuje się, że w Azerbejdżanie jest ich 800 tysięcy. Klub organizował nawet specjalne autobusy, by te dowoziły fanów na stadion z najdalszych zakątków.

Bośniacki bramkarz, Ibo Sehić, opowiadał w jednym z artykułów: – Jesteśmy świadomi historii. I wyczuleni na to kiedy i gdzie możemy o niej rozmawiać, a kiedy najlepiej się zamknąć. Gramy dla nich, uchodźców z Agdamu, dla całej społeczności.

23 lipca każdego roku klub obchodzi rocznicę upadku „miasta duchów”, jak nazywają Agdam miejscowi. Wiadomo było, że wojna i wypędzenie musiały też zahamować sportowy rozwój. Druga połowa lat 90. była najgorszym okresem w historii Karabachu Agdam, ale z drugiej strony drużyna i tak nigdy nie spadła z tamtejszej ekstraklasy. W 2001 roku jej sponsorem został największy w kraju producent żywności, konsorcjum Azersun.

Droga na szczyt

Przyszły pieniądze, przyszli lepsi, zagraniczni piłkarze i w końcu realne sukcesy. Już w następnym sezonie Karabach Agdam był w lidze trzeci. Od 2014 nieprzerwanie sięgają po tytuł mistrza kraju. Klub zdominował azerską Premyer Liqası i w europejskich pucharach pokazuje, że należy się z nim liczyć. Od 5 lat regularnie kwalifikują się do fazy grupowej Ligi Europy (nie wyszli z grupy ani razu), a w sezonie 2018/2019 odnieśli historyczny sukces i jako pierwsza drużyna z Azerbejdżanu w historii awansowali do Ligi Mistrzów. Zmagania zakończyli na ostatnim miejscu, lecz dwukrotnie urwali punkty Atletico Madryt remisując 0:0 oraz 1:1.

W obecnie trwających kwalifikacjach do Ligi Mistrzów Karabach rozprawił się z albańskim Partizani Tirana oraz irlandzkim Dundalk. Teraz na drodze Azerów do Champions League stoi cypryjskich APOEL.

Wiślacka wpadka

Polskie kluby znane z kompromitacji w europejskich pucharach od lat przyzwyczajają nas, że granica żenady jest nieskończona. Wtedy Karabach nie był nawet mistrzem Azerbejdżanu i dopiero wkraczał na salony. W sezonie 2010/2011 Wisła Kraków mierzy się z Karabachem Agdam. Dziewięciu pozyskanych piłkarzy, nowy prezes i wielkie nadzieje na europejskie sukcesy. Azerowie z FK Karabach mają świadomość, że nie są faworytami pucharowego starcia z Wisłą. Bramkowy remis w Krakowie wzięliby w ciemno. – Zrobimy wszystko, by z pomocą Allaha wrócić do kraju w dumie – mówi pomocnik Emin Imamaliev, cytowany przez lokalne media.

Zamiast międzynarodowych podbojów Wiślacy przekonali się o sile azerskiej piłki i po latach to „Ogierzy” (Przydomek Karabachu Agdam) odnoszą sukcesy w Europie, a Biała Gwiazda walczy o stabilność finansową. W dwumeczu klub z Reymonta okazał się gorszy od Azerów 4:2 (1:0, 3:2). – Azerom nigdy nie szło z Polakami, ale wierzę, że możemy przełamać tę passę – przekonuje Afran Ismaiłow, ówczesny piłkarz Karabachu Agdam. Passa została przełamana i chlebem powszednim stały się wygrane Azerów z ekipami z Polski. Jak widać, kiedyś sialiśmy postrach na Kaukazie, ale na dzień dzisiejszy to najwyżej przynosimy wstyd.

Piast uznał wyższość Karabachu

2. runda kwalifikacji do Ligi Europy. Piast Gliwice natrafia na Azerów. Polscy kibice pamiętają wpadkę Wisły Kraków, ale mimo to wierzą, że tym razem polski klub pewnie pokona przeszkodę. Nic bardziej mylnego. Piastunki w dwumeczu uległy Azerom 4:3  (2:1, 2:2), przegrywając po golu Ulricha Kapolongo w dogrywce.

Styl tłumaczenia się Marcina Brosza z porażki Piasta Gliwice jest nam doskonale znany u innych polskich szkoleniowców. Czy naprawdę na tak niewiele nas stać?

Jak na inaugurację naszej gry w pucharach wstydu nie przynieśliśmy, chcieliśmy awansować. Nie można nam odmówić ambicji i zaangażowania. Pokazaliśmy się też bardzo dobrze pod względem organizacyjnym. Mamy pewien potencjał jako klub, ale musimy się dalej rozwijać. Ten brak awansu nie może nas zatrzymać, wręcz przeciwnie. To ma być trampolina do dalszych sukcesów. Marcin Brosz dla Dziennika Zachodniego

Rzeczywiście, po latach Piast Gliwice został mistrzem Polski, ale w europejskich pucharach jedyne co pokazał, to jak nie grać w piłkę nożną i udowodnił to w dwumeczu z FC Rygą.

Karabach od kulis

W lipcu 2017 piłkarz Legii Warszawa, Jakub Rzeźniczak, przeszedł do Karabachu Agdam. Dla wielu polskich kibiców była to szokująca decyzja, ale czas pokazał, że była ona również świetna. Azerowie awansowali do Ligi Mistrzów a Legioniści nie awansowali nawet do Ligi Europy.

– Po awansie ludzie docenili to, gdzie poszedłem. Wiele osób śmiało się, dokąd odchodzę, a jednak to ja zagrałem w Lidze Mistrzów. Satysfakcji nie czuję. Było mi przykro, że tak się dzieje w Warszawie – zapewnia. Twierdzi, że trafił do innej piłki. Bardziej wymagającej. – Widzę po statystykach, że w Polsce zdecydowanie więcej pojedynków toczyłem z napastnikami, tam była zwykła młócka. A tu częściej gra się piłką – mówi Jakub Rzeźniczak w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

Jak większość obcokrajowców z klubu zamieszkał w centrum stolicy, na osiedlu Port Baku. Drugi jego „dom” znajduje się 20 km dalej, w bazie treningowej. W trakcie sezonu każdego dnia melduje się tam około 13. Jednak nie w szatni, a przydzielonym pokoju, w którym czeka na telefon. Sztab informuje, o której trenują.

– Nigdy nie wiadomo, kiedy zacznie się i skończy trening. Wiem tylko, na którą godzinę mam się tam stawić. Wtedy mogę korzystać z basenu, sauny, siłowni. A na sygnał przebieram się i stawiam na boisku, najczęściej jest to wieczór – opowiada.

Wymagający trener

– Był taki chłopak w Karabachu, bardzo utalentowany, Mahir Madatow. Śmialiśmy się, że to synek trenera, bo Gurbanow poświęcał mu bardzo dużo uwagi, ale i najsurowiej go karał, gdy coś nawywijał. Jest taki klub tutaj, Pacifico. Jak tylko Mahir przekraczał próg, Gurbanow już o tym wiedział. Często potem Mahir za karę musiał spać kilka nocy w naszej bazie treningowej.

Takie sytuacje w Polsce byłyby nie do pomyślenia. W 2017 roku na nowego trenera Korony Kielce Gino Letteriego spadła fala krytyki. Wszystko przez zakaz chodzenia w klapkach na stołówkę i nazywanie piłkarzy „Polaczkami”. Strach pomyśleć, co by było, gdyby ktoś z trenerów w Polsce zamykał swoich piłkarzy w bazie treningowej.

– Raz byliśmy na balecie i od razu wiedział. Pamiętam, jaki przeżyłem szok, gdy po jednym z meczów powiedział nam: „o północy macie być w domach”. To znaczy – samo to, że tak powiedział, to nic. Ale punkt północ trener od przygotowania napisał do nas na rozmowie grupowej na WhatsApp, żeby każdy pokazał, gdzie jest. Chłopaki zaczęli trochę się nabijać, wysyłali jakieś zdjęcia z wakacji, Donald wysłał chyba fotkę z Haiti, ja z Warszawy jak pozuję ze świętym Mikołajem. Dopiero potem dodał, żeby każdy wrzucił swoją lokalizację. Ale to był jednorazowy przypadek, rozmawialiśmy później o tym, że jesteśmy dorosłymi ludźmi i że takie podejście to jednak lekka przesada – wspomina Rzeźniczak w wywiadzie dla Weszlo.com.

Mimo wszystko trenera Karabachu można uznać za świetnego fachowca. Konsekwencją i pewność siebie budują u piłkarzy odpowiedzialność i nie ma miejsca na popisywanie się, a nawet na dyskusję z sędziami na boisku.

– Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. W trakcie meczów to ostoja spokoju. Dużo wymaga od siebie i od drużyny. Co ciekawe, tu nie słychać o tym, że jakiś piłkarz jest zajechany czy nieprzygotowany fizycznie. Znany z ekstraklasy Donald Guerrier nie trenował miesiąc, a potem z dnia na dzień musiał wejść w trening i mecz i tak łapał formę. A jak najlepszy tu Richard Almeida chciał odejść, bo miał trzy razy lepszą finansowo ofertę, to właściciel się nie zgodził i Brazylijczyk musiał to przyjąć do wiadomości.

Ach ta aklimatyzacja

– Jak przyszedłem, to już po kilku treningach grałem w eliminacjach Ligi Mistrzów. Innocent Emeghara przyszedł do nas pięć dni przed meczem z Kukesi. Z wakacji, od dwóch miesięcy nie trenował z żadną drużyną. Śmiałem się, że w Legii zagrałby dopiero po czterech tygodniach, bo przygotowanie, aklimatyzacja. A tam normalnie wychodził w pierwszym składzie, grał w meczu eliminacji Ligi Mistrzów z Kukesi ponad godzinę, załatwił nam awans, bo na nim były trzy jedenastki, dwie wykorzystał Dani, jedną zepsuł on sam – dodaje Jakub Rzeźniczak.

To świetne porównanie w jaki sposób podchodzi się do piłkarzy w Azerbejdżanie a jak w Polsce. Kto jest chłopcem a kto jest mężczyzną.

Luquinhas. 22-letni brazylijski  napastnik kontrakt z warszawskim klubem podpisał w ubiegłym tygodniu. Do gry nie przystąpi z marszu, bo czeka go proces aklimatyzacji. – Do tej pory brał udział w rozruchu, uczestniczył w gierce. Wykazał się szybkością, co mnie bardzo cieszy i dobrym czuciem piłki, co w przypadku Brazylijczyka nie dziwi. To chłopak, który nie mówi słowa po angielsku, tylko po portugalsku, na szczęście mamy w drużynie kilku Portugalczyków. Trafił jednak do zupełnie obcego kraju, bo Portugalia przez Brazylijczyków traktowana jest zupełnie inaczej. Trzeba mu dać trochę czasu – Vukovic dla Interia.pl

Dominacja w lidze i ambitne europejskie plany

Karabach Agdam zdominował azerską ligę. Od 2014 nieprzerwanie zdobywają tytuł mistrza kraju i niewiele wskazuję, by miało się zmienić. W ostatnim sezonie przegrali tylko 2 na 28 rozegranych meczy. Azerowie znaleźli się na mapie europejskiej piłki, przyjęto ich do rodziny i chcą zagościć tu na stałe. Chcą udowodnić, że ich awans do Ligi Mistrzów nie był dziełem przypadku.

Umarłe Agdam dzięki piłkarzom pozostaje żywe, nawet jeśli tylko poprzez pamięć. Vugar Nadirow, piłkarz Karabachu: – Moim marzeniem jest zobaczyć kiedyś Agdam. Odwiedzić znajdujący się tam grób brata, który zginął na wojnie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski