Drużyna z Pomorza dość pewnie przez większą część sezonu przewodzi tabeli polskiej ekstraklasy, zostawiając w tyle Legię będącą głównym faworytem do końcowego triumfu. Trudno jednak nie uznać, że taka sytuacja spowodowana jest głównie słabą formą warszawiaków i innych czołowych ekip.
Trzeba jednak umieć wykorzystać gorszy okres najpoważniejszych rywali, a tego Lechii zarzucić już nikt nie może. Nawet czepianie się, że w dużej mierze pierwsze miejsce to zasługa szczęścia, jest mimo wszystko niepoważne. Szczęściu trzeba w piłce pomóc, bo samo liczenie na to, że los po raz kolejny sprawi, że przeciwnik będzie w słabszej dyspozycji, że dostanie się karnego, że coś innego się zdarzy, nie dałoby pierwszego miejsca w tabeli.
Lechia Gdańsk może nie jest zachwycającym zespołem, ale robi najzwyczajniej w świecie swoje. Ma swoje wzloty i upadki, często remisuje, ale w najważniejszych meczach przechyla szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Twierdza Gdańsk

Szczególnie jako zwycięzcy gdańszczanie lubią schodzić z własnego boiska. Stadion w Gdańsku stał się twierdzą wciąż przez nikogo niezdobytą, a cztery remisy, jakie Lechia zaliczyła u siebie, można uznać za wpadki. Te zdarzają się najlepszym, a co dopiero Lechii, która i tak ma sezon, o jakim nie śnił przed sezonem nawet najbardziej optymistycznie nastawiony kibic. Z Gdańska z jednym „oczkiem” potrafiły wyjechać jedynie Zagłębie Lubin, Wisła Płock, Śląsk Wrocław oraz Legia Warszawa, dla której obowiązkiem było wygrać.
Siłą Lechii jest jednak nie tylko własny teren. W porównaniu do poprzednich mistrzów Lechia to również rzadko przegrywająca drużyna nawet na wyjazdach. Trzy porażki wstydu nie przynoszą, to normalna rzecz przegrać, byle nie upodobać sobie tego stanu rzeczy za bardzo. Myśląc jednak o wygraniu ligi, należałoby tę imponującą passę podtrzymać, a to do łatwych zadań z pewnością nie będzie należeć.
Bez fajerwerków
Gdańszczanie nie muszą rozbijać kolejnych rywali. By zasiadać na fotelu lidera w polskiej ekstraklasie, wystarczą oprócz dobrej formy w meczach domowych zwarta defensywa tracąca najmniej bramek, skuteczność na poziomie zespołów z podium i czołowy snajper w osobie Flavio Paixao. Portugalczyk od kilku lat jest wiodącą postacią polskiej ligi, zawodnikiem, który gwarantuje pewną liczbę bramek, w dodatku takim, którego można typować na kandydata do korony króla strzelców.

W obecnych rozgrywkach najskuteczniejszy napastnik Lechii strzelił 14 goli, co usadowiło go na drugim miejscu wśród najczęściej strzelających piłkarzy. Te fakty nie oznaczają jednak, że w Gdańsku jest kolorowo. Zauważyć należy, że forma zielono-białych na wyjazdach nie jest już tak wysoka. Podopieczni trenera Piotra Stokowca choć rzadko przegrywają nawet w meczach wyjazdowych, to często remisują. Szczególnie bardzo blado wypadają w klasyfikacji bramek strzelonych na innych stadionach. Tu lepsza okazuje się cała liga z wyjątkiem Miedzi Legnica!











