Pogoń Szczecin pod przewodnictwem Marcina Sasala zmierza ku ekstraklasie, pora więc przyjrzeć się głównemu kandydatowi do awansu bliżej.
Trudne początki
Mimo iż w chwili obecnej Pogoń przewodzi pierwszoligowej tabeli, nie wszystko w klubie układało się dobrze. Początek rundy jesiennej był huśtawką nastrojów dla sympatyków szczecińskiej ekipy. Przed sezonem kibice postawili jasny cel – awans, działacze byli jednak bardziej ostrożni, przebąkując głównie o walce w każdym meczu. Wśród fanów popularna była opinia, iż zarządowi tak naprawdę nie zależy na dostaniu się do ekstraklasy i zadowoliłby się miejscem w górnej części tabeli, niekoniecznie na jej szczycie. Do tego doszły wątpliwości, czy Marcin Sasal jest właściwą osoba do poradzenia sobie z zawodnikami posiadającymi umiejętności, lecz niespełniającymi oczekiwań.

Remisy z Polkowicami czy Olimpią Elbląg, porażki z Piastem bądź Flotą i Dolcanem zdecydowanie nadszarpnęły zaufanie wobec szkoleniowca. Trzeba jednak powiedzieć, że Pogoni często zwyczajnie nie sprzyjało szczęście, gdy z przebiegu gry jasno wynikało, że zawodnicy powinni zgarnąć pełną pulę – przegrywali. Kibice nie byli jednak zbyt wyrozumiali i wywiesili transparent „Sasal słaby trener”, a zwolnienie szkoleniowca zdawało się kwestią dni. Zarząd jednak nie ugiął się pod presją fanów i pozostawił go na stanowisku, co jak okazało się później, było dobrą decyzją. Zespół odrodził się i zaczął odnosić seryjne zwycięstwa, które wyniosły go na pozycję lidera.
Siła doświadczenia
Bez wątpienia kluczową postacią Pogoni był Edi. W momencie kontraktowania Brazylijczyka mało kto spodziewał się, iż wiekowy pomocnik będzie mógł wnieść aż tyle do gry szczecinian. Jak się okazało, Edi nie dość, iż technicznie przerasta zdecydowaną większość zawodników w całej lidze, to jeszcze równie wielu mogłoby uczyć się od niego woli walki. Dziesięć bramek i mnóstwo asyst tego gracza wydatnie przyczyniło się do pozycji, którą obecnie zajmuje jego drużyna.
Oprócz Brazylijczyka we wspaniałej formie znajdował się Robert Kolendowicz, piłkarz znajdujący się praktycznie na marginesie polskiego futbolu odżył na początku sezonu. Minioną rundę śmiało można nazwać rundą życia 31-letniego skrzydłowego. Jego główną zaletą okazała się szybkość, na której opierał swój drybling.
– Nie wymyślamy niestworzonych rzeczy, ma gaz i ma dostać prostopadłą piłkę. Doceniam tutaj dużo dobrych piłek od Bartka Ławy i Ediego. Edi potrafi zagrać świetne otwierające podanie, a Kolendowicz ma taką szybkość, że korzysta z tych zagrań. Druga sprawa, że motorycznie Robert wygląda bardzo dobrze – powiedział trener na temat tego zawodnika.












