Na stadionie Polonii w Warszawie reprezentacja Polski pokonała Bułgarię 2:0. Gra podopiecznych Franciszka Smudy mogła się podobać. Swoimi wrażeniami na temat tego starcia z iGolem podzielił się Bogusław Kaczmarek i Waldemar Fornalik.
Łukasz Koszewski: Co okazało się kulminacyjnym momentem w trakcie konfrontacji z Bułgarami, który przesądził o zwycięstwie Polaków?
Bogusław Kaczmarek: Na pewno umiejętności indywidualne i wyszkolenie Kuby Błaszczykowskiego. Bardzo prosta akcja, błąd obrony bułgarskiej. Sprytnie zachował się Robert Lewandowski, a Kuba pokazał, że potrafi grać jeden na jeden i zdobył bramkę po indywidualnej akcji. Strzeliliśmy gola, który ustawił wydarzenia na boisku w kolejnych minutach meczu.
Przyjęcie polskiego obywatelstwa przez Ludovika Obraniaka wywołało nad Wisłą nadzieję, że wreszcie będziemy mieli lidera z prawdziwego zdarzenia. Za kadencji Leo Beenhakker ten piłkarz tak dobrze się nie spisywał. Czy u Franciszka Smudy będzie inaczej?
Powiedziałbym, że aż tak źle się nie spisywał. W meczu z Grecją wszedł w drugiej połowie i strzelił bramkę, a w zasadzie półtora. Wygraliśmy wtedy w meczu towarzyskim w Bydgoszczy. Już wtedy pokazał trochę swoich umiejętności i chciałbym, żeby potwierdził to w reprezentacji. Życzyłbym sobie, żeby grał więcej w swojej drużynie klubowej, bo – jak wiemy – tam wiedzie mu się różnie. Raz gra, raz siedzi na ławce, często też z tej ławki wchodzi.
Na samych doświadczonych zawodnikach reprezentacji na Euro 2012 się nie zbuduje. Których z młodych polskich piłkarzy poleciłbym Pan trenerowi Smudzie?
Myślę, że wszyscy spośród graczy powołanych na to spotkanie są zawodnikami obiecującymi. Wydaje mi się, że nie chodzi tu o to, by byli oni piłkarzami młodymi i utalentowanymi, lecz żeby byli przygotowani do gry na poziomie mistrzostw Europy. Trochę trudno wyobrazić sobie kadrę bez Mariusza Lewandowskiego grającego na dobrym poziomie w Szachtarze Donieck, drużynie, które zdobyła nawet Puchar UEFA. Młodym zawodnikom Franek Smuda starał się przyjrzeć. W meczu widzieliśmy Glika i Małeckiego oraz graczy młodego pokolenia, jak Rybus, który stara się wejść do kadry. Jakiś inny supertalent na horyzoncie nam się nie pojawia.
Łukasz Koszewski: W jakim stopniu gra „Biało-czerwonych” przypominała tę, którą chcielibyśmy widzieć?
Waldemar Fornalik: Mogę powiedzieć, że w sporym stopniu. To jest to, co trener Smuda sobie wyznaczył, a teraz to rozwija i rozwija. To jest początek drogi. Ja tak to oceniam.
Jakie elementy gry ze środowego meczu w wykonaniu Polaków zasługują na pochwałę, a co powinni niezwłocznie poprawić?
Na pewno wychodziły, że tak powiem, szczegóły. Mnie bardzo podobała się agresywna gra polskiej reprezentacji. Wiele można również mówić na temat organizacji gry, jak i w odnośnie do tego, co należy jeszcze poprawić.
Nowi trenerzy w mniejszym lub większym stopniu opierają grę na zawodnikach preferowanych przez poprzedniego szkoleniowca. Czy spośród graczy, na których stawiał Leo Beenhakker, jak Mariusz Lewandowski czy Euzebiusz Smolarek, brakowało w meczu z Bułgarią?










