Nieradzące sobie w lidze Torino kontra Juventus, który w tym sezonie nie zachwyca formą. Wynik nie jest zaskoczeniem, natomiast przebieg spotkania daje do myślenia.
Przed derbami Turynu nikt nie spodziewał się żadnej niespodzianki. Do momentu tego meczu drużyna „il Granata” wygrała w tym sezonie tylko jeden mecz i znajdowała się na 18. miejscu w tabeli włoskiej ekstraklasy. Mimo dobrej formy Andrei Belottiego, który w ośmiu spotkaniach Serie A zdobył siedem bramek i zaliczył dwie asysty, ekipa ze Stadio Olimpico di Torino nie radziła sobie w ligowych rozgrywkach.
Historia tych spotkań również wskazywała wyraźnego faworyta w tym meczu. Torino ostatnie „Derby della Mole” wygrało w kwietniu 2015 roku. Od tego czasu Juventus nie przegrał jeszcze żadnego ligowego meczu z ekipą „Byków”.
Warto też zaznaczyć, że pojawiały się głosy co do innego rozstrzygnięcia tego pojedynku. Niespełniająca oczekiwań kibiców forma „Starej Damy” pozwalała odpłynąć w krainę wyobraźni i porozmyślać nad możliwą wygraną Torino po 100. bramce Belottiego dla klubu. Podsumowując, scenariusz na hollywoodzki film akcji został już przygotowany. Mamy już historyczną dominację jednej ze stron, skazany na porażkę zespół i bohatera, który w ostatniej chwili może odwrócić całą sytuację o 180 stopni. Teraz trzeba było przeprowadzić porządny casting i wybrać aktorów, którzy zrobiliby z tego widowisko warte Oscara.
Obsada
Reżyserowie nie zaskoczyli widzów, wybierając odtwórców głównych ról. W składzie Juventusu jedynym zaskoczeniem była obecność Paulo Dybali. Argentyńczyk rozgrywa teraz jeden z gorszych sezonów w swojej karierze. Do meczu derbowego 27-latek nie zdobył żadnego gola w tym sezonie włoskiej ekstraklasy. Oczywiście na boisku nie mogło zabraknąć amuletu szczęścia „Starej Damy” – Cristiano Ronaldo.
Marco Giampaolo tak samo postawił na już sprawdzonych aktorów. W ekipie Torino mogliśmy oglądać m.in. Salvatore Sirigu, Cristiana Ansaldiego oraz Ricardo Rodrigueza. Oczywiście zaangażowany został również znajdujący się w świetnej formie Andrea Belotti. Trener sparował swojego najlepszego strzelca z Simone Zazą, który prawdopodobnie miał odciążać 26-latka przy niektórych akcjach ofensywnych.
Na murawę wyszli również dwaj reprezentanci Polski. Między słupkami mistrza Włoch stanął Wojciech Szczęsny, a w środku pola ekipy „Byków” zagrał Karol Linetty. Obaj Polacy w tym sezonie są podstawowymi zawodnikami klubów z Turynu. Jeżeli w przypadku naszego bramkarza można jeszcze mówić o konkurencji w osobie Gianluigiego Buffona, to w zespole Linettego nie ma nikogo, kto mógłby zastąpić 25-letniego pomocnika.











