Ostatnim niedzielnym spotkaniem 35. kolejki Serie A była rywalizacja na Artemio Franchi, gdzie miejscowa Fiorentina podejmowała Juventus. Dla obu zespołów na finiszu sezonu było to spotkanie bardzo ważna. Fiorentina ciągle nie była pewna zajęcia miejsca, które gwarantowało grę w europejskich pucharach. „Stara Dama” z kolei mogła dziś zrobić kluczowy krok w kierunku mistrzostwa. I zrobiła go. Wygrała na wyjeździe 2:1, co oznacza, że do przypieczętowania scudetto wystarczy jej strata punktów Napoli w jutrzejszym meczu z Romą.Fiorentina w ostatnich latach miała ogromne problemy z wygrywaniem z Juventusem w Serie A. Dość powiedzieć, że w ostatnich piętnastu meczach ligowych odnieśli tylko jedno zwycięstwo(!) Była to jednak wiktoria odniesiona w październiku 2013 roku (4:2) i to był popisowy występ obecnego piłkarza Levante – Giuseppe Rossiego, który strzelił trzy gole.
Fani „Violi” liczyli, że wyczyn Włocha może powtórzyć Nikola Kalinić. Chorwat sprowadzony przed sezonem z Dnipro (pamiętamy jego bramkę na Stadionie Narodowym w finale z Sevillą) jest najlepszym strzelcem swojego zespołu. Ostatnio jednak notował słabsze tygodnie, dlatego że nie trafił od 21 lutego od meczu z Atalantą, a tydzień temu z Udinese spotkanie zaczął na ławce rezerwowych. Paulo Sousa dał jednak Chorwatowi szansę w niedzielę od pierwszej minuty i trzeba przyznać, że był to ruch bardzo dobry. Snajper florenckiej ekipy był bardzo aktywny, często schodził w okolice 20-25 metra, gdzie toczył pojedynki z obrońcami, robił przewagę.
Kibic oglądający pierwszą połowę mógł się nie domyślić, że Fiorentinę i Juventus dzieliły aż 23 oczka. Gospodarze z Toskanii niemal od pierwszego gwiazdka Paolo Tagliavento narzucili bardzo wysokie tempo gry. Piłkarze Paulo Sousy bardzo szybko wymieniali piłkę między sobą, byli bardzo ruchliwi. Obijali też wiele razy bramkę Buffona, ale doświadczony golkiper spisywał się bez zarzutu.
Fiorentina została też w pierwszej połowie skrzywdzona bardzo poważnie przez sędziego. W 20. minucie arbiter nie uznał prawidłowego gola Bernardeschiego, który nie był na spalonym, a pod koniec pierwszej połowy gospodarze powinni dostać rzut karny, ponieważ pociągany był Marcos Alonso.











