Pokora i umiar w kwestii wydawania pieniędzy na nowych zawodników. To dwie cechy charakteru Jose Mourinho, które nigdy nie szły z nim w parze. Od lat wiadomo przecież, jaką opinią cieszy się portugalski szkoleniowiec w świecie futbolu. Jego przyjście do Tottenhamu miało być kontynuacją pracy, jaką wykonywał na Tottenham Hotspur Stadium Mauricio Pochettino. Portugalczyk sam pewnie jednak nie zakładał, że wyzwanie, jakiego się podjął, nie będzie należeć do najłatwiejszych, a potencjalnych wzmocnień będzie musiał szukać w ligowych średniakach.
Ulubione hobby Mourinho – transfery
„The Special One” bardzo lubi dokonywać drogich i robiących wielki szum transferów, co pasuje do jego charakteru. Patrząc na poszczególne zachowania Portugalczyka, wydaje się, że wyznaje w życiu przede wszystkim zasadę Marilyn Monroe. „Nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili”. Uwielbia konferencje i dyskusje z dziennikarzami, co pozwala mu podnieś swoje ego. W futbolu jednak nie da się tylko tym wygrywać, bo oprócz tego potrzebni są jeszcze dobrzy piłkarze. Jeśli nie ma ich w klubie od momentu przyjścia, masz dwa wyjścia: kupić nowych albo postawić na młodzież. Jose Mourinho zdecydowanie preferuje tę pierwszą opcję.
W trakcie ostatniej dekady trzykrotny zdobywca Premier League wydał ponad miliard euro na wzmocnienia. Z pewnością jest to kwota astronomiczna. Do pewnego momentu suma wydanych pieniędzy rosła proporcjonalnie z formą zawodników i tempem zapełniania się gablot z trofeami. Jednakże już w Manchesterze United było odwrotnie, a finał tego nieudanego związku znają wszyscy.
Kiedy Tottenham sprowadzał do siebie Jose Mourinho, wydawało się, że doszło do nieporozumienia. Klub, który liczył każdy wydany funt w ostatnich latach, ściągał do siebie człowieka szastającego pieniędzmi na lewo i prawo. Do tego stanowił znaczne przeciwieństwo Mauricio Pochettino, co suma summarum wydawało się bardzo niezrozumiałym posunięciem. Czas pokazał jednak, że to Tottenham zaczął zmieniać swojego nowego menedżera, a nie na odwrót.
Polityka transferowa Tottenhamu
Tottenham w ostatnich latach kojarzy nam się przede wszystkim ze stabilnością. Zarówno na boisku, jak i poza nim. Jednakże włodarze „Kogutów” nie są chętni do wydawania pieniędzy, mimo że znajdują się w top 10 najlepiej zarabiających klubów na świecie (do tego elitarnego grona należą również wszystkie drużynie z „Big Six”). W tym przypadku nie chodzi nawet o brak środków po wybudowaniu nowego stadionu za 1,2 miliarda funtów. Po prostu Daniel Levy, prezes klubu, ma swoje zasady, których się trzyma.











