Matip ma za sobą zarazem bardzo trudny, jak i bardzo dobry sezon. Druga połowa 2018 roku była dla niego niełatwa. Kameruńczyk zmagał się z problemami zdrowotnymi, a w hierarchii stoperów był dopiero czwartym wyborem. Oprócz, co jasne, van Dijka Klopp chętniej stawiał na Lovrena i Joe Gomeza. Matip znalazł się w bardzo trudnym położeniu, patrząc na to, jaką renomą cieszyła się wtedy ta dwójka. Elektryczny Lovren i szklany Gomez. Anglik jednak na początku grudnia doznał kontuzji, co otworzyło Matipowi drzwi do walki o pierwszy skład.
Kameruńczyk skorzystał z okazji i wygryzł Dejana Lovrena z pierwszego składu. Joel stworzył z van Dijkiem jedną z najszczelniejszych defensyw na świecie, w czym spora zasługa byłego gracza Schalke. W finale postawił kropkę nad i. Był nie do przejścia. Jednak pomimo bardzo dobrej postawy jest w cieniu Alissona czy van Dijka, którzy byli bardziej spektakularni w swojej grze. To na nich skupia się cała uwaga mediów. Tymczasem Kameruńczyk po cichu został bohaterem na Anfield.
Niechciany przez kibiców
Joel Matip kilka miesięcy temu był wręcz wypychany z klubu przez kibiców „The Reds”. Głównym powodem były jego zarobki oraz podatność na kontuzje. Pomimo inkasowania dość sporych pieniędzy był czwartym wyborem na środku obrony. Przed nim byli wyszydzany Lovren i grywający na prawej obronie Gomez.
Pod koniec zeszłego roku mówiło się dużo o tym, że Matip zostanie wypożyczony. Spekulowało się o kierunku tureckim bądź średniakach Premier League. Piłkarzem miało być zainteresowane Fenerbahce mające problem z obsadzeniem środka obrony oraz Fulham i Leicester.
W poprzednich sezonach Matip tworzył z Lovrenem bardzo przeciętny duet stoperów, co mocno się odbiło na jego reputacji. Joel na zmianę z Lovrenem popełniali sporo błędów kosztujących drużynę utratę bramki. Fani Liverpoolu kojarzyli Matipa ze sporą liczbą błędów i brakiem pewności siebie. Świetnie pokazał to mecz przeciwko FC Porto. Niektórzy kibice w mediach społecznościowych nie mieli litości wobec Kameruńczyka. Oto kilka wpisów:










