Malaga zwyciężyła Real Valladolid 2:1. Jako pierwszy do siatki trafił Manucho, ale po niecałych 30 minutach rezultat wyrównał Isco. Dziesięć minut przed końcem meczu boisko musiał opuścić strzelec pierwszego gola, a chwilę później rzut karny zmarnował Joaquin. Andaluzyjczyk zdołał jednak odkupić swoje winy, zdobywając zwycięską bramkę.
Na andaluzyjski stadion La Rosaleda przyjechał Real Valladolid. Beniaminek radzi sobie w tym sezonie nieźle – po siedmiu kolejkach zajmuje ósmą lokatę z dziesięcioma punktami na koncie. Niestety dla fanów podopiecznych Djukicia, można było mieć wątpliwości, czy to wystarczy, aby pokonać świetną ostatnio Malagę. „Los Boquerones” są w tabeli gorsi tylko od Barcelony i Atletico, w dodatku u siebie prezentują się bardzo solidnie. Co ciekawe, w tej edycji rozgrywek trafiali do siatki rywala tyle samo razy co zawodnicy Valladolidu – strzelili jedenaście goli. Stracili jednak o trzy bramki mniej. Czy to postawa formacji obronnej była kluczowa w tym starciu?

Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy w początkowych minutach bardzo szybko rozgrywali piłkę. Już w 1. minucie przed niezłą szansą na pokonanie Daniego Hernandeza stanął Javier Saviola, jednak nie zdołał oddać strzału. W odpowiedzi gry kombinacyjnej próbowali Rukavina i Ebert, ale na wysokości zadania stanął zastępujący Monreala Eliseu. Następnie piłka wróciła na połowę gości – Recio nieźle wypatrzył Gameza, lecz skrzydłowy stracił futbolówkę na rzecz Balenziagi. Kiedy wydawało się, że bramka dla podopiecznych Pellegriniego wisi w powietrzu – w 5. minucie główka Camacho po podaniu Joaquina minęła poprzeczkę Realu Valladolid – piłkę z siatki musiał wyciągać Willy Caballero. W 8. minucie Omar wpadł w pole karne, minął pięciu zawodników, ale z jego uderzeniem poradził sobie bramkarz. Piłka spadła pod nogi Eberta, a następnie po jego strzale trafiła do Manucho – i to właśnie Angolczyk dał Realowi Valladolid prowadzenie. Stracony gol podziałał na Andaluzyjczyków jak kubeł zimnej wody, niestety nie od razu udało im się po nim otrząsnąć. Dobrze funkcjonowała bowiem zwarta defensywa „La Puceli”.
W 18. minucie po podaniu Savioli strzelał Portillo – zabrakło mu jednak skuteczności. Groźniej było w drugim polu karnym. W 22. minucie Manucho wykorzystał lukę na prawym skrzydle i świetnym podaniem uruchomił Rukavinę, który minimalnie niecelnie uderzył na długi słupek. Nie najlepiej w tej sytuacji zachował się Eliseu. W 30. minucie po podaniu Joaquina do strzału składał się Portillo, lecz piłkę w ostatniej chwili wybił Baraja, ratując swój zespół. Dwie minuty później znowu było gorąco w „szesnastce” beniaminka. Po kontakcie z Valiente na murawę upadł Gamez, ale sędzia Iglesias Villanueva – w przeciwieństwie do kibiców „Los Boquerones” – faulu nie widział. W 37. minucie niezadowoleni fani na La Rosaleda w końcu doczekali się wyrównania. Znakomicie ustawiony Isco otrzymał podanie od Eliseu z lewej strony i mocnym strzałem w róg bramki nie dał szans golkiperowi Valladolidu. Teraz to Malaga była na boisku zdecydowanie lepsza, a goście z niecierpliwością wyczekiwali na kwadrans przerwy. W końcu, po doliczonej minucie, obie jedenastki mogły zejść do szatni.











