– Wisła w pierwszej połowie miała ogromną przewagę, mogła nam strzelić jeszcze kilka goli - przyznał po meczu z Białą Gwiazdą napastnik Ruchu Chorzów, Remigiusz Jezierski. – Wynik jest sprawiedliwy.
– Wisła przycisnęła nas od początku. Nie radziliśmy sobie z wysokim pressingiem w wykonaniu gospodarzy. Nie wiem, czego nam zabrakło: może trochę agresywności, może piłkarskiej jakości. Schowaliśmy się za podwójną gardą i czekaliśmy na to, co zrobi Wisła – ocenił na gorąco po meczu.

Jezierski na boisku pojawił się w 59. minucie i to on w końcówce strzelił kontaktową bramkę. Spory udział przy trafieniu napastnika Ruchu miał Mariusz Pawełek. – Tak naprawdę to nie była jego wina. Udział Mariusza przy golu był kompletnie przypadkowy – usprawiedliwia bramkarza Jezierski.
Na pytanie dotyczące swojej roli w zespole Jagiellonii i fakt pojawiania się na boisku jedynie w końcówkach spotkań, odpowiedział dyplomatycznie. – Od pięciu kolejek mam wrażenie, że na murawie pojawiam się za późno. Staram się dawać z siebie wszystko, ustępowanie miejsca Grosickiemu i Frankowskiemu ujmy na honorze mi jednak nie przynosi.