Przed nami kilka smutnych miesięcy przerwy od europejskiego futbolu. W miniony weekend zmagania zakończyli piłkarze w Primera Division. Zapraszamy więc do zapoznania się z najlepszą jedenastką zakończonego w sobotę sezonu 2012/2013 w lidze hiszpańskiej.
Willy Caballero, Malaga (fot. Marca.com)
Willy Caballero – z jednej strony wielka szkoda, że Maladze nie udało się zająć miejsca w pierwszej czwórce, ale oczywiście bardziej na grę w Lidze Mistrzów zasłużyli piłkarze Realu Sociedad. Willy Caballero z kolei bez dwóch zdań zasłużył na miano najlepszego golkipera zakończonego niedawno sezonu. 32-letni bramkarz miał mieć trudności z odesłaniem na ławkę Carlosa Kameniego, ale nie miało to miejsca. Od pierwszego spotkania Willy zachowywał niebywałą czujność, a w wielu meczach wyprawiał w bramce prawdziwe cuda. Jego największe popisy miały miejsce w drugiej rundzie rewanżowej, kiedy „Los Boquerones” ciągle zachowywali szansę na miejsce w pierwszej czwórce.
Sergio Ramos, Real Madryt (fot. Marca.com)
Sergio Ramos – w sezonie 2012/2013 reprezentant Hiszpanii w ogóle nie był już bocznym obrońcą. Ramos z konieczności kilka razy wystąpił na boku defensywy, jednak kiedy tylko zdolni do gry byli Arbeloa, Coentrao, Marcelo czy Essien, wracał do środka defensywy, gdzie razem z Raphaelem Varane’em tworzył duet nie do przejścia. Najważniejszym czynnikiem, który wpłynął na tak świetnie grającego na środku obrony piłkarza, była dojrzałość. Sergio nauczył się trzymać nerwy na wodzy, nie daje się już tak często ponieść emocjom i jest bezkompromisowy w swoich poczynaniach. Wydaje się, że to także on najlepiej reagował w sytuacjach konfliktowych, których przecież było bardzo wiele. Ramos, jak spora część drużyny, kłócił się z Jose Mourinho, ale zachowywał się jak dorosły mężczyzna. Wiedział, że dorosłego mężczyznę ma również naprzeciwko siebie. Nigdy niczego nie ukrywał, zawsze był szczery i to Jose w nim uwielbiał.
Diego Godin, Atletico Madryt (fot. Caughtoffside.com)
– defensywa Atletico Madryt w obecnym sezonie była tak niesamowicie zorganizowana, że czasami można było przecierać oczy ze zdumienia. „Los Rojiblancos” stracili najmniej goli ze wszystkich drużyn w La Liga, na Diego Godina i spółkę udawało się znaleźć sposób jedynie Realowi Madryt i Barcelonie. To ci dwaj giganci byli w stanie stworzyć sobie kilka świetnych sytuacji przeciwko podopiecznym Diego Simeone. Nikt nie ma wątpliwości, że tak doskonała gra w defensywie to zasługa przede wszystkim właśnie urugwajskiego stopera, który poza naprawdę kiepskim meczem z Barceloną na Camp Nou grał wprost bezbłędnie. W momencie kiedy Atletico w pierwszej rundzie rozgrywek notowało serię zwycięstw, wcale nie wbijało rywali w ziemię. Strzelało gola lub dwa, a później polegało na perfekcyjnej grze w obronie. Godin przez wszystkich uważany jest za kandydata nie do ruszenia, jeśli chodzi o miejsce w jedenastce sezonu.
Carlos Martinez – nie do ruszenia jest również prawy defensor Realu Sociedad. 27-letni zawodnik to prawdziwa rewelacja tego sezonu. Nie jest on oczywiście piłkarzem anonimowym, ale miniony rok na pewno był dla niego najlepszym w karierze. Carlos nie grał może w stylu bocznych obrońców rodem z Brazylii – nie grał efektownie w ataku, ale był tak niezwykle efektywny, że nic więcej się nie liczyło. Jeśli już decydował się na wrzutkę czy podanie w pole karne, można było być prawie pewnym, że nie będzie to piłka wystrzelona na wiwat. Dość powiedzieć, że w kwestii kluczowych podań na mecz Carlos ustąpił miejsca w zespole Realu Sociedad jedynie Xabiemu Prieto i Carlosowi Veli. Nie jednak gra w ofensywie zasługuje w jego przypadku na największe uznanie. We wszystkich defensywnych zestawieniach i klasyfikacjach Martinez zajmuje miejsca w czubie. Nieco ponad pół faulu na mecz przy czterech przechwytach – liczby te muszą robić wrażenie.
Xabi Alonso, Real Madryt (fot. Marca.com)
Xabi Alonso – nikomu nie trzeba chyba mówić, ile baskijski defensywny pomocnik znaczy dla Realu Madryt. Bez Xabiego druga linia „Królewskich” jest tak kulawa, że nie ma żadnego pomysłu na grę. Były gracz Liverpoolu nie tylko organizuje grę stołecznej drużyny, ale jest również nieoceniony w przechwytach piłek. W drugiej części sezonu Bask co prawda więcej w lidze odpoczywał, aniżeli przebywał na boisku, ale było to spowodowane problemami zdrowotnymi. Jose Mourinho wolał oszczędzać go na najważniejsze pojedynki, jednak przez cały sezon Alonso grał z doskwierającym bólem, który kilkukrotnie dawał się we znaki jemu samemu i nam, oglądającym jego popisy. Nikt nie może jednak nic zarzucić pomocnikowi Realu w kwestii profesjonalizmu. Nigdy nie owija w bawełnę, nie wdaje się w niepotrzebne gry słowne, z nikim się nie kłóci. Sumiennie wykonuje swoją pracę i jest głównodowodzącym madrytczyków.
Andres Iniesta, FC Barcelona (fot. Skysports.com)
Sergio Busquets – nikt nie kwestionuje już przydatności Busquetsa w drużynie Barcelony. Jego wpływ na grę katalońskiego zespołu widać wtedy, kiedy nie ma go na boisku. W poprzednich latach często jego wyczyny na murawie były marginalizowane, Sergio niezbyt często rzucał się w oczy, ale – podobnie jak Sami Khedira – znacząco ulepszył swoją grę w defensywie, a do tego dołożył efektowne zagrania w ataku. Teraz Busquets jest w drugiej linii niezbędny, często to właśnie on jest jedynym piłkarzem drugiej linii, który całą swoją uwagę poświęca bronieniu, kiedy Xavi, Iniesta i reszta ferajny zapędza się do przodu. Busquets był gwarancją spokoju w linii pomocy, asekurował środkowych obrońców cały czas poruszając się po całym boisku. Jego energiczność sprawiła, że był również najczęściej karanym żółtymi kartkami zawodnikiem w szeregach Barcelony. Faule również są częścią gry, a momentami są niezbędne, by przerwać akcję rywala. Busquets potrafi to robić, szkoda tylko, że sam czasem daje ponieść się emocjom i próbuje symulować, by zyskać korzyść dla swojej drużyny.
Mesut Oezil, Real Madryt (fot. skysports.com)
Andres Iniesta – wychowanek Barcelony z każdym kolejnym sezonem jest osobą, od której zespół jest coraz bardziej uzależniony. Iniesta ma olbrzymi wpływ na wygląd linii ofensywnej „Blaugrany”. Niejednokrotnie mówiło się, że Leo Messi nie mógłby grać bez Iniesty i Xaviego. Na ten moment „Blada twarz” jest kilka kroków przed swoim starszym kolegą z pomocy. Iniesta przeżywa chyba jedne z lepszych chwil w karierze. Strzela, asystuje, biega – jest wszędzie. W zakończonym niedawno sezonie zaliczył aż szesnaście podań, po których jego koledzy (najczęściej Leo Messi) zdobywali bramki. Andres ma naprawdę wyjątkowy dar, który posiadają jedynie najwięksi. Jest zdolny do wykonania najmniej oczekiwanego zagrania. Jego prostopadłe podanie do wbiegających w środek defensywy skrzydłowych można oglądać aż do znużenia. Wszyscy zachwycamy się Leo Messim, który zdobywa po kilka bramek na mecz, ale nie wiadomo, czy na największe pochwały nie zasługuje właśnie Iniesta.
Cristiano Ronaldo, Real Madryt (fot. Marca.com)
Mesut Oezil – niemiecki pomocnik jest odpowiednikiem Iniesty w Realu Madryt. Kiedy Oezila nie ma na boisku lub kiedy jest w słabszej formie, nie ma mowy o tym, żeby „Królewscy” w pełni rozwinęli swoje skrzydła. Mesut jest kluczowy przy grze pozycyjnej, a przede wszystkim przy wyprowadzaniu kontrataków, z których tak słynie klub z Estadio Santiago Bernabeu. Przy Jose Mourinho Niemiec z każdym meczem stawał się coraz to bardziej kompletnym graczem, który nie palił się już przy najważniejszych meczach, a co najważniejsze wprowadzał do gry „Los Blancos” nieco magii, której nie widywaliśmy w poczynaniach tej drużyny od czasów Zinedine’a Zidane’a. Oezil w sezonie 2012/2013 zdobył 9 goli, do których dołożył także 13 asyst.
Cristiano Ronaldo – nikogo nie dziwiły chyba słowa Florentino Pereza, który wyznał, że nie sprzeda Cristiano nawet za miliard euro. Portugalczyk naprawdę jest maszyną, geniuszem, który każdego dnia udoskonala swój warsztat. Ronaldo znowu był kluczową postacią w zespole Realu Madryt. Na dobre przełamał już kompleks Barcelony i teraz to on jest głównym bohaterem Gran Derbi. Nie gra już tak samolubnie, cieszy się wymienianiem podań, po których padają zapadające w pamięci gole. Publika na Santiago Bernabeu uwielbia go już bez wyjątku. Nikt nie pamięta, że CR7 był kiedyś smutny, że chciał odejść. Madridismo domaga się jak najszybszego przedłużenia kontraktu z kapitanem reprezentacji Portugalii, pomimo faktu, że w mediach mówi się o tym, że po wypełnieniu obecnego (wygasa w 2015 roku) Ronaldo zdecyduje się odejść z Madrytu. Byłaby to wielka strata, bo oglądanie jego rywalizacji z Leo Messim jest czymś absolutnie fascynującym. Pochodzący z Madery skrzydłowy znowu był najlepszym strzelcem Realu w ligowym sezonie, a do 34 strzelonych goli dołożył także 10 asyst.
Leo Messi, FC Barcelona (fot. skysports.com)
Radamel Falcao – ciągle zastanawiam się, dlaczego Falcao wybrał AS Monaco. Po tak niesamowitym sezonie w barwach Atletico Madryt mógł przebierać w ofertach, mógł trafić do każdej drużyny w Europie, nie umniejszając oczywiście niczego drużynie z Monako, która jest wszak jedną z najbardziej utytułowanych we Francji. Radamel równie dobrze mógł zostać w Atletico, gdzie jest niekwestionowanym liderem, a sama drużyna zaczęła grać na miarę oczekiwań. Kolumbijski napastnik ma za sobą kolejny fantastyczny sezon, który zakończył z 28. bramkami na koncie. Głównie dzięki niemu „Los Rojiblancos” byli w stanie zakończyć rozgrywki ligowe na trzecim miejscu w tabeli. Kiedy Falcao przychodził na Vicente Calderon zapowiedział, że będzie w stanie rywalizować z Cristiano i Messim. Słowa jak najbardziej dotrzymał. Nie wypada nic innego, jak życzyć mu powodzenia w Monaco i – mimo wszystko – liczyć na to, że wkrótce zasili drużynę, która naprawdę sprosta jego oczekiwaniom – będzie bić się o najwyższe cele.
Philippe Montanier, Real Sociedad (fot. lequipe.fr)
Leo Messi – 46 goli i 12 asyst w 32. meczach. Ten człowiek nie wie co to umiar. Wychwalanie argentyńskiego napastnika staje się już powoli nieco nudne, ale jego gra wprost odwrotnie. Nie licząc dwumeczu z Bayernem w Lidze Mistrzów i z Realem Madryt w Pucharze Króla, Messi znowu był kluczowym graczem „Blaugrany” w najważniejszych meczach. „Atomowa Pchła” ma w zespole Tito Vilanovy absolutną władzę, jeśli chodzi o grę w ofensywie. Razem z Iniestą tworzyli w tym sezonie duet idealny, który raz po raz napędzał ataki na bramkę rywala. Imponuje fakt, że Messi, mimo że jakoś drastycznie swojego stylu gry nie zmienił, ciągle jest w stanie najprostszymi środkami mijać kolejnych obrońców i w ten sama od wielu lat sposób umieszczać piłkę w siatce. Wszyscy defensorzy niby wiedzą, co Leo zrobi, ale i tak niewiele mogą na to poradzić.
Trener sezonu: Philippe Montanier
Francuski szkoleniowiec dokonał z drużyną Realu Sociedad rzeczy niebywałej. Tym bardziej szkoda, że dużo wcześniej dowiedzieliśmy się, iż w przyszłym sezonie Montanier nie będzie zasiadał na ławce trenerskiej baskijskiej drużyny. W ankiecie „Marki” Philippe zaciekle walczy o tytuł najlepszego trenera La Liga z Diego Simeone. Argentyńczyk również dokonał w zakończonym sezonie rzeczy wielkich, ale na Vicente Calderon był człowiekiem uwielbianym. Człowiekiem, którego obdarowano absolutnym zaufaniem. Montanier musiał radzić sobie z wieloma przeciwnościami. A to kibice mieli jakieś „ale”, a to zarząd był niezadowolony. W końcu Francuz stwierdził, że taka sytuacja nie ma sensu. Szatnia była z nim, zawodnicy stali za nim murem (a on za nimi), jednak jego odejście było nieuchronne. To wielka strata dla hiszpańskiej piłki, bo Montanier pokazał w sezonie 2012/2013, że młodymi zawodnikami można zdziałać bardzo wiele. Próżno szukać w ekipie RSSS zawodnika, o którego teraz czy w przeszłości biłyby się największe europejskie marki. Jest utalentowany Vela, jest doświadczony Xabi Prieto, ale reszta składu to młodzi piłkarze, którzy być może tymi rozgrywkami naznaczyli sobie kariery i będą przeżywać najlepszy okres w swoim życiu. Montanier potrafił z grupy młodych, zdolnych ludzi stworzyć niezwykle zdyscyplinowaną drużynę i wykorzystać wszystkie atuty. Z tak młodym i żywiołowym składem nie ma nic lepszego jak udoskonalanie gry z kontry. Baskowie w tym aspekcie ustępują obecnie w lidze jedynie Realowi Madryt.
tyle że Busquets chyba od 2 sezonów ani razu nie
zasymulował.
~
~aha
co tu robi Alonso? przecietny sezon
~
~Biker
a gdzie Essien?
~
~chelsea1991
Gdzie Courtois ? Bez wątpienia najlepszy bramkarz
sezonu w La Liga.
~
~!!!
Up: Nie oglądałeś meczu gdzie grał Willy :)
Biker: Essien grał przecież słabo…
Aha: Przeciętny? To jest tak jak się tylko w Fife
gra..
Redaktorze dlaczegoż to nie ma ławki rezerwowej?
~
~Biker
To nie moj wpis :) Dobrze , ze Essien wraca wraz z
Mourinho do Londynu , gdzie powinien powrocic do
lepszej formy jak i cala ekipa The Blues.
B
Bertho
Załóż sobie konto i po kłopocie ;)
~
~Biker
Witaj. Niestety to niemozliwe , przynajmniej
narazie…ale dzieki za empatie z Twojej strony…
P.S. Jak Ci sie widzi lista najlepszych pilkarzy ligi
hiszpanskiej w sezonie 2012/2013?.
~C
~Kopyta ci walo
Ty szma.to je.bana jeszcze pamietam co pisales o BPL.
B
Bertho
Beka łysy zboku
Biker
Cześć :)
Moja jedenastka?
Kurtuła
Carlos Martinez – Ramos – Inigo – Filipe Luis
Benat – Aktorzyna
Xabi Prieto – Mesut – CR
Messi
rezerwa
Lopez
Jesus Gamez – Miranda – Varane – Kunceantrao
Xabi – Banega
Ebert – Isco – Vela
Falcao
~
~Biker
Dzieki za tresciwa odpowiedz – jedynastka + rezerwy.
Sezon klubowy zakonczony , to teraz to , co lubie
najbardziej czyli futbol reprezentacyjny. Juz za 10
dni Puchar Konfederacji :) Pozdrawiam.
B
Bertho
Ja czekam z niecierpliwością :) Fajnie, że TVP
puści tak dużo meczów na otwartych. http://tele-sport.pl/puchar-konfederacji-2013-na-zywo
-w-telewizji-polskiej,artykul.html?material_id=519d06
74b564da1f08010000 – pełna rozpiska
Oby tylko nikt nie odniósł żadnej kontuzji, no i
niech Marcyś wraca do formy
~
~Biker
Elegancka jest ta rozpiska…ale sa rozbierzne
informacje jesli chodzi o oficjalna strone TVP. Z
niej wynika , ze nie bedzie meczow z udzialem
Thaiti…ale mam nadzieje , ze Tvp sport je pokaze.
Specjalnie wzialem wolne w pracy , aby obejrzec np
17go mecz Nigeria – Thaiti…
~
~Info
Czytajcie o mnichu w komentarzach do artykulu o
biografii lewego
B
Bertho
Mnie tam Tahiti niezbyt interesuje, zdecydowanie
wolę Urugwaj (mój faworyt), jeżeli nie oni to
Włosi. Ale i tak fajnie, że po sezonie ligowym
będzie coś ogladać …
~
~Biker
A widzisz kolego , bo ja mam inne zapatrywanie na ta
sprawe…Jako kibic Nigerii sadze , ze sprawa awansu
do polfinalu rozstrzygnie sie miedzy afrykanami , a
urusami , ktorym kibicujesz. ,, Super Orly ,, maja
napiety plan…ostatnio dwa mecze z Meksykiem (2 – 2
towarzysko ) i el. do m.s. w Brazylii 0 – 1 z Kenia
zwyciestwo wyjazdowe. Za pare dni znow wyjazd do
Namibii i walka o punkty , a 17go mecz z Thaiti. A
czego Cie egzotyczni wyspiarze nie interesuja ? Nie
lubisz tego typu ciekawostek ? No to tak na koniec –
mysle , ze powymieniamy sie refleksjami ze spotkan
P.K. Z grupy grupy B wyjda Nigeria i Hiszpania ;-) ,
z grupy A Brazylia i Wlochy…to obaj bedziemy mieli
swoich ulubiencow w polfinale !
~
~ghgfnfgfg
troche żal ale gdzie jestisco
~
~qwe
a gdzie kur wa JuanFran czy jak mu tam huanfran h uj
go wie ale zaje biscie gral :D
~
~xxcx
a gdzie coentrao i PEPE no i gdzie varane ,rozegrał
naprawde dobry sezon i zachwycił podobno barcelona
go chce
Dodaj komentarz
Przed nami kilka smutnych miesięcy przerwy od europejskiego futbolu. W miniony weekend zmagania zakończyli piłkarze w Primera Division. Zapraszamy więc do zapoznania się z najlepszą jedenastką zakończonego w sobotę sezonu 2012/2013 w lidze hiszpańskiej.
Willy Caballero, Malaga (fot. Marca.com)
Willy Caballero – z jednej strony wielka szkoda, że Maladze nie udało się zająć miejsca w pierwszej czwórce, ale oczywiście bardziej na grę w Lidze Mistrzów zasłużyli piłkarze Realu Sociedad. Willy Caballero z kolei bez dwóch zdań zasłużył na miano najlepszego golkipera zakończonego niedawno sezonu. 32-letni bramkarz miał mieć trudności z odesłaniem na ławkę Carlosa Kameniego, ale nie miało to miejsca. Od pierwszego spotkania Willy zachowywał niebywałą czujność, a w wielu meczach wyprawiał w bramce prawdziwe cuda. Jego największe popisy miały miejsce w drugiej rundzie rewanżowej, kiedy „Los Boquerones” ciągle zachowywali szansę na miejsce w pierwszej czwórce.
Sergio Ramos, Real Madryt (fot. Marca.com)
Sergio Ramos – w sezonie 2012/2013 reprezentant Hiszpanii w ogóle nie był już bocznym obrońcą. Ramos z konieczności kilka razy wystąpił na boku defensywy, jednak kiedy tylko zdolni do gry byli Arbeloa, Coentrao, Marcelo czy Essien, wracał do środka defensywy, gdzie razem z Raphaelem Varane’em tworzył duet nie do przejścia. Najważniejszym czynnikiem, który wpłynął na tak świetnie grającego na środku obrony piłkarza, była dojrzałość. Sergio nauczył się trzymać nerwy na wodzy, nie daje się już tak często ponieść emocjom i jest bezkompromisowy w swoich poczynaniach. Wydaje się, że to także on najlepiej reagował w sytuacjach konfliktowych, których przecież było bardzo wiele. Ramos, jak spora część drużyny, kłócił się z Jose Mourinho, ale zachowywał się jak dorosły mężczyzna. Wiedział, że dorosłego mężczyznę ma również naprzeciwko siebie. Nigdy niczego nie ukrywał, zawsze był szczery i to Jose w nim uwielbiał.
Diego Godin, Atletico Madryt (fot. Caughtoffside.com)
– defensywa Atletico Madryt w obecnym sezonie była tak niesamowicie zorganizowana, że czasami można było przecierać oczy ze zdumienia. „Los Rojiblancos” stracili najmniej goli ze wszystkich drużyn w La Liga, na Diego Godina i spółkę udawało się znaleźć sposób jedynie Realowi Madryt i Barcelonie. To ci dwaj giganci byli w stanie stworzyć sobie kilka świetnych sytuacji przeciwko podopiecznym Diego Simeone. Nikt nie ma wątpliwości, że tak doskonała gra w defensywie to zasługa przede wszystkim właśnie urugwajskiego stopera, który poza naprawdę kiepskim meczem z Barceloną na Camp Nou grał wprost bezbłędnie. W momencie kiedy Atletico w pierwszej rundzie rozgrywek notowało serię zwycięstw, wcale nie wbijało rywali w ziemię. Strzelało gola lub dwa, a później polegało na perfekcyjnej grze w obronie. Godin przez wszystkich uważany jest za kandydata nie do ruszenia, jeśli chodzi o miejsce w jedenastce sezonu.
Diego Godin
Carlos Martinez, Real Sociedad (fot. Marca.com)
Carlos Martinez – nie do ruszenia jest również prawy defensor Realu Sociedad. 27-letni zawodnik to prawdziwa rewelacja tego sezonu. Nie jest on oczywiście piłkarzem anonimowym, ale miniony rok na pewno był dla niego najlepszym w karierze. Carlos nie grał może w stylu bocznych obrońców rodem z Brazylii – nie grał efektownie w ataku, ale był tak niezwykle efektywny, że nic więcej się nie liczyło. Jeśli już decydował się na wrzutkę czy podanie w pole karne, można było być prawie pewnym, że nie będzie to piłka wystrzelona na wiwat. Dość powiedzieć, że w kwestii kluczowych podań na mecz Carlos ustąpił miejsca w zespole Realu Sociedad jedynie Xabiemu Prieto i Carlosowi Veli. Nie jednak gra w ofensywie zasługuje w jego przypadku na największe uznanie. We wszystkich defensywnych zestawieniach i klasyfikacjach Martinez zajmuje miejsca w czubie. Nieco ponad pół faulu na mecz przy czterech przechwytach – liczby te muszą robić wrażenie.
Xabi Alonso, Real Madryt (fot. Marca.com)
Xabi Alonso – nikomu nie trzeba chyba mówić, ile baskijski defensywny pomocnik znaczy dla Realu Madryt. Bez Xabiego druga linia „Królewskich” jest tak kulawa, że nie ma żadnego pomysłu na grę. Były gracz Liverpoolu nie tylko organizuje grę stołecznej drużyny, ale jest również nieoceniony w przechwytach piłek. W drugiej części sezonu Bask co prawda więcej w lidze odpoczywał, aniżeli przebywał na boisku, ale było to spowodowane problemami zdrowotnymi. Jose Mourinho wolał oszczędzać go na najważniejsze pojedynki, jednak przez cały sezon Alonso grał z doskwierającym bólem, który kilkukrotnie dawał się we znaki jemu samemu i nam, oglądającym jego popisy. Nikt nie może jednak nic zarzucić pomocnikowi Realu w kwestii profesjonalizmu. Nigdy nie owija w bawełnę, nie wdaje się w niepotrzebne gry słowne, z nikim się nie kłóci. Sumiennie wykonuje swoją pracę i jest głównodowodzącym madrytczyków.
Andres Iniesta, FC Barcelona (fot. Skysports.com)
Sergio Busquets – nikt nie kwestionuje już przydatności Busquetsa w drużynie Barcelony. Jego wpływ na grę katalońskiego zespołu widać wtedy, kiedy nie ma go na boisku. W poprzednich latach często jego wyczyny na murawie były marginalizowane, Sergio niezbyt często rzucał się w oczy, ale – podobnie jak Sami Khedira – znacząco ulepszył swoją grę w defensywie, a do tego dołożył efektowne zagrania w ataku. Teraz Busquets jest w drugiej linii niezbędny, często to właśnie on jest jedynym piłkarzem drugiej linii, który całą swoją uwagę poświęca bronieniu, kiedy Xavi, Iniesta i reszta ferajny zapędza się do przodu. Busquets był gwarancją spokoju w linii pomocy, asekurował środkowych obrońców cały czas poruszając się po całym boisku. Jego energiczność sprawiła, że był również najczęściej karanym żółtymi kartkami zawodnikiem w szeregach Barcelony. Faule również są częścią gry, a momentami są niezbędne, by przerwać akcję rywala. Busquets potrafi to robić, szkoda tylko, że sam czasem daje ponieść się emocjom i próbuje symulować, by zyskać korzyść dla swojej drużyny.
Mesut Oezil, Real Madryt (fot. skysports.com)
Andres Iniesta – wychowanek Barcelony z każdym kolejnym sezonem jest osobą, od której zespół jest coraz bardziej uzależniony. Iniesta ma olbrzymi wpływ na wygląd linii ofensywnej „Blaugrany”. Niejednokrotnie mówiło się, że Leo Messi nie mógłby grać bez Iniesty i Xaviego. Na ten moment „Blada twarz” jest kilka kroków przed swoim starszym kolegą z pomocy. Iniesta przeżywa chyba jedne z lepszych chwil w karierze. Strzela, asystuje, biega – jest wszędzie. W zakończonym niedawno sezonie zaliczył aż szesnaście podań, po których jego koledzy (najczęściej Leo Messi) zdobywali bramki. Andres ma naprawdę wyjątkowy dar, który posiadają jedynie najwięksi. Jest zdolny do wykonania najmniej oczekiwanego zagrania. Jego prostopadłe podanie do wbiegających w środek defensywy skrzydłowych można oglądać aż do znużenia. Wszyscy zachwycamy się Leo Messim, który zdobywa po kilka bramek na mecz, ale nie wiadomo, czy na największe pochwały nie zasługuje właśnie Iniesta.
Cristiano Ronaldo, Real Madryt (fot. Marca.com)
Mesut Oezil – niemiecki pomocnik jest odpowiednikiem Iniesty w Realu Madryt. Kiedy Oezila nie ma na boisku lub kiedy jest w słabszej formie, nie ma mowy o tym, żeby „Królewscy” w pełni rozwinęli swoje skrzydła. Mesut jest kluczowy przy grze pozycyjnej, a przede wszystkim przy wyprowadzaniu kontrataków, z których tak słynie klub z Estadio Santiago Bernabeu. Przy Jose Mourinho Niemiec z każdym meczem stawał się coraz to bardziej kompletnym graczem, który nie palił się już przy najważniejszych meczach, a co najważniejsze wprowadzał do gry „Los Blancos” nieco magii, której nie widywaliśmy w poczynaniach tej drużyny od czasów Zinedine’a Zidane’a. Oezil w sezonie 2012/2013 zdobył 9 goli, do których dołożył także 13 asyst.
Cristiano Ronaldo – nikogo nie dziwiły chyba słowa Florentino Pereza, który wyznał, że nie sprzeda Cristiano nawet za miliard euro. Portugalczyk naprawdę jest maszyną, geniuszem, który każdego dnia udoskonala swój warsztat. Ronaldo znowu był kluczową postacią w zespole Realu Madryt. Na dobre przełamał już kompleks Barcelony i teraz to on jest głównym bohaterem Gran Derbi. Nie gra już tak samolubnie, cieszy się wymienianiem podań, po których padają zapadające w pamięci gole. Publika na Santiago Bernabeu uwielbia go już bez wyjątku. Nikt nie pamięta, że CR7 był kiedyś smutny, że chciał odejść. Madridismo domaga się jak najszybszego przedłużenia kontraktu z kapitanem reprezentacji Portugalii, pomimo faktu, że w mediach mówi się o tym, że po wypełnieniu obecnego (wygasa w 2015 roku) Ronaldo zdecyduje się odejść z Madrytu. Byłaby to wielka strata, bo oglądanie jego rywalizacji z Leo Messim jest czymś absolutnie fascynującym. Pochodzący z Madery skrzydłowy znowu był najlepszym strzelcem Realu w ligowym sezonie, a do 34 strzelonych goli dołożył także 10 asyst.
Leo Messi, FC Barcelona (fot. skysports.com)
Radamel Falcao – ciągle zastanawiam się, dlaczego Falcao wybrał AS Monaco. Po tak niesamowitym sezonie w barwach Atletico Madryt mógł przebierać w ofertach, mógł trafić do każdej drużyny w Europie, nie umniejszając oczywiście niczego drużynie z Monako, która jest wszak jedną z najbardziej utytułowanych we Francji. Radamel równie dobrze mógł zostać w Atletico, gdzie jest niekwestionowanym liderem, a sama drużyna zaczęła grać na miarę oczekiwań. Kolumbijski napastnik ma za sobą kolejny fantastyczny sezon, który zakończył z 28. bramkami na koncie. Głównie dzięki niemu „Los Rojiblancos” byli w stanie zakończyć rozgrywki ligowe na trzecim miejscu w tabeli. Kiedy Falcao przychodził na Vicente Calderon zapowiedział, że będzie w stanie rywalizować z Cristiano i Messim. Słowa jak najbardziej dotrzymał. Nie wypada nic innego, jak życzyć mu powodzenia w Monaco i – mimo wszystko – liczyć na to, że wkrótce zasili drużynę, która naprawdę sprosta jego oczekiwaniom – będzie bić się o najwyższe cele.
Philippe Montanier, Real Sociedad (fot. lequipe.fr)
Leo Messi – 46 goli i 12 asyst w 32. meczach. Ten człowiek nie wie co to umiar. Wychwalanie argentyńskiego napastnika staje się już powoli nieco nudne, ale jego gra wprost odwrotnie. Nie licząc dwumeczu z Bayernem w Lidze Mistrzów i z Realem Madryt w Pucharze Króla, Messi znowu był kluczowym graczem „Blaugrany” w najważniejszych meczach. „Atomowa Pchła” ma w zespole Tito Vilanovy absolutną władzę, jeśli chodzi o grę w ofensywie. Razem z Iniestą tworzyli w tym sezonie duet idealny, który raz po raz napędzał ataki na bramkę rywala. Imponuje fakt, że Messi, mimo że jakoś drastycznie swojego stylu gry nie zmienił, ciągle jest w stanie najprostszymi środkami mijać kolejnych obrońców i w ten sama od wielu lat sposób umieszczać piłkę w siatce. Wszyscy defensorzy niby wiedzą, co Leo zrobi, ale i tak niewiele mogą na to poradzić.
Trener sezonu: Philippe Montanier
Francuski szkoleniowiec dokonał z drużyną Realu Sociedad rzeczy niebywałej. Tym bardziej szkoda, że dużo wcześniej dowiedzieliśmy się, iż w przyszłym sezonie Montanier nie będzie zasiadał na ławce trenerskiej baskijskiej drużyny. W ankiecie „Marki” Philippe zaciekle walczy o tytuł najlepszego trenera La Liga z Diego Simeone. Argentyńczyk również dokonał w zakończonym sezonie rzeczy wielkich, ale na Vicente Calderon był człowiekiem uwielbianym. Człowiekiem, którego obdarowano absolutnym zaufaniem. Montanier musiał radzić sobie z wieloma przeciwnościami. A to kibice mieli jakieś „ale”, a to zarząd był niezadowolony. W końcu Francuz stwierdził, że taka sytuacja nie ma sensu. Szatnia była z nim, zawodnicy stali za nim murem (a on za nimi), jednak jego odejście było nieuchronne. To wielka strata dla hiszpańskiej piłki, bo Montanier pokazał w sezonie 2012/2013, że młodymi zawodnikami można zdziałać bardzo wiele. Próżno szukać w ekipie RSSS zawodnika, o którego teraz czy w przeszłości biłyby się największe europejskie marki. Jest utalentowany Vela, jest doświadczony Xabi Prieto, ale reszta składu to młodzi piłkarze, którzy być może tymi rozgrywkami naznaczyli sobie kariery i będą przeżywać najlepszy okres w swoim życiu. Montanier potrafił z grupy młodych, zdolnych ludzi stworzyć niezwykle zdyscyplinowaną drużynę i wykorzystać wszystkie atuty. Z tak młodym i żywiołowym składem nie ma nic lepszego jak udoskonalanie gry z kontry. Baskowie w tym aspekcie ustępują obecnie w lidze jedynie Realowi Madryt.