Poniższe zestawienie nieco przeczy szumnym teoriom o tym, że Primera Division to tylko Real i Barcelona. W minionym sezonie giganci nie wypromowali żadnego wielkiego talentu, robili to inni. Zobaczcie kto.
Vicente Guaita – Gdybym chciał popisać się coraz słabszą, niestety, znajomością historii antycznej, powiedziałbym, że Guaita to taki Oktawian August. Nie będę go tak nazywał z dwóch powodów. Po pierwsze, brzmi to idiotycznie, po drugie, Cesar Sanchez to nie Cesar Julius. Wiem, sprawdzałem. Vicente Guaita zaczynał sezon jako bramkarz numer trzy, zazwyczaj oglądając mecze z poziomu trybun. Kontuzja Cesara sprawiła, że przeniósł się na ławkę rezerwowych. Uraz, jakiego nabawił się Miguel Moya, pozwolił mu zagościć na murawie. Radził tam sobie świetnie, uratował wiele punktów walczącej o i w Lidze Mistrzów Valencii. Co ciekawe, dwa jego najlepsze mecze w karierze były meczami przegranymi. Z Realem w Primera Division oraz z Manchesterem w Champions League bronił po prostu doskonale. Niestety obaj rywale byli z gatunku tych, z którymi drużyny klasy „Los Ches” po prostu z zasady przegrywają. Świetlaną przyszłość Guaity przysłoniła informacja o transferze Diego Alvesa. Brazylijski bramkarz będzie trudnym rywalem, bo od Hiszpana jest sporo lepszy. No i broni karne jak nikt na świecie. Skuteczność ponad 50%!

Mario Gaspar – Hiszpan, jeden z bohaterów Villarrealu B z sezonu 2009/2010, dołączył do pierwszej drużyny razem z trenerem Garrido. Początkowo był zmiennikiem Angela Lopeza. Gdy ten zrobił sobie w nogę kuku, klub sprowadził Cicinho. Brazylijski obrońca okazał się słabiakiem, więc szkoleniowiec z lekkim strachem postawił na Gaspara. Dwudziestolatek nie zawiódł. Mało tego, z miejsca stał się podporą defensywy. Dzięki swej uniwersalności grywał również na lewej stronie, gdzie odciążył stojącego już nad piłkarskim grobem Joana Capdevilę. Skupiona na dominacji w środku pola taktyka drużyny sprawiła, że Mario mógł sobie pobiegać również w ataku. Statystyk spektakularnych nie ma – ledwo dwie asysty – ale w przeciągu całego sezonu wywalczył sobie całkiem mocną pozycję. Powrót do zdrowia Angela nie będzie pewnie oznaczał dla niego utraty miejsca w składzie.
Borja Ekiza – Bask to moim skromnym zdaniem najbardziej niespodziewane odkrycie (o ile odkrycia mogą być spodziewane). Sezon zaczynał jako gracz rezerw, kończył jako pierwszy stoper drużyny. Nikt nie wie, co kierowało Caparrosem, kiedy kontuzjowanego Amorebietę zastępował człowiekiem, który nigdy w La Liga nie grał. Cokolwiek to było, pokierowało trenerem dobrze. Ekiza praktycznie nie popełnia błędów. Nic dziwnego, że w hierarchii stoperów przeskoczył nie tylko wspomnianego Fernanda, ale też Ustaritza, Koikiliego i Ocio. Bask zadziwiał w meczach z wielkimi rywalami – z Barceloną długo trzymał całą linię obrony w garści. Dopiero błąd kolegi umożliwił Katalończykom zadanie śmiertelnego ciosu.












