Po raz pierwszy w tym sezonie Real Madryt nie przegrał na wyjeździe. Postanowiliśmy uczcić to umieszczeniem jednego gracza mistrzów Hiszpanii w jedenastce kolejki. Niech ma.
Tono Ramirez – wpuścił dwa gole w meczu z Barceloną, ale jeden z nich był samobójczy, a drugiego strzelił Xavi. Takie trafienia możemy wybaczyć, zwłaszcza że Tono przez całe spotkanie dokonywał między słupkami cudów. Jego interwencje wyprowadziły z równowagi nawet Leo Messiego, a przecież Argentyńczyk to taki aniołek. Trzeba naprawdę zajść mu za skórę, żeby się zdenerwował. Granada uchodzi obecnie za najsłabszą personalnie ekipę La Liga. Kto wie, może starcia takie jak to z Barceloną sprawią, że chłopcy trenera Anqueli jeszcze o coś w tym sezonie powalczą?
Inigo Lopez – kolega Tono, prawdziwy król linii obrony w starciu z Katalończykami. Cztery razy wybijał rywalom piłkę spod nóg w sytuacjach, gdy najmniejszy błąd skutkowałby zapewne stratą bramki. Cztery razy blokował strzały wicemistrzów Hiszpanii. 30-letni defensor po prostu emanował spokojem. To dzięki wielkiej pracy jego, a także Mikela Rico Granadzie udało się tak długo powstrzymywać Barcelonę.
Mario Alvarez – w poprzednim sezonie Hiszpan słynął głównie z brutalności. W dwa miesiące dostał więcej czerwonych kartek niż jakikolwiek zawodnik Primera Division w ciągu całych rozgrywek. Był słaby. Słaby piłkarsko. A teraz jest dobry, świetny nawet. Jedenaście wyekspediowanych z pola karnego piłek, po trzy czyste wślizgi i odbiory i nawet jeden strzał na bramkę Espanyolu. Doskonały mecz.
Diego Godin – ofensywny rajd stopera Atletico był chyba najciekawszym wydarzeniem ostatniej rundy spotkań. Urugwajczyk pognał w kierunku bramki Valladolidu, odegrał piłkę do Gabiego, wparował w pole karne, dostał podanie i pięknym lobem nie dał szans Jaime. Takie tam. Od czasu przybycia do Madrytu Diego Simeone Godin gra dwa razy lepiej niż za kadencji Gregiorio Manzano.
Cicinho & Jesus Navas – najlepsza prawa strona Primera Division. Jesus wreszcie ma za plecami człowieka, który umie grać w piłkę. Hiszpan wychodzi do przodu – Brazylijczyk asekuruje. Brazylijczyk chce pohasać w ofensywie – Hiszpan się cofa. Cudownie wygląda ta współpraca. Sevilla tak dobrze nie grała od jakichś trzech lat. A Navas przy linii bocznej dokonuje takich cudów, że nie da się tego opisać słowami.
Xavi Hernandez – gracz kolejki. Po wejściach takich jak to z Granadą dobrze rozumiemy, dlaczego boiskowi koledzy na murawie do Katalończyka zwracają się zawsze per „maquina” („maszyna”). Wchodzi taki staruszek i w pojedynkę ustawia całą drużynę tak, że jej gra wreszcie nie jest torturą dla oczu. W pół godziny wykonuje 60 celnych podań, strzela pięknego gola i koniec. Może zejść, wrócić do domu i dać odpocząć zmęczonym kościom.
Michel Herrero – w Valencii chłopaka praktycznie skreślono. Parę lat temu pograł trochę ogonów, potem dwa razy był wypożyczany. Dopiero w Levante znalazł spokojny kąt. W meczu z Realem Sociedad wszedł z ławki przy prowadzeniu „Txuri-urdin” i – hiszpańscy dziennikarze są zgodni – odmienił losy spotkania. Świetnie rozgrywał piłkę, świetnie rozstawiał kolegów. Nie strzelił gola, nie miał asysty, a jednak to głównie dzięki niemu „Żaby” wygrały z Baskami.










