Real Madryt w końcu wygrał, Rayo i Valladolid w końcu przegrały, a Barcelona znów zgarnęła komplet punktów. Wydarzeniem kolejki był chyba jednak brak goli na koncie Leo Messiego.
Miguel Moya – dziennikarz „Marki”, opisując spotkanie Getafe z Deportivo, stwierdził wprost: Moya uratował życie swojej drużynie. Gdyby nie były bramkarz Valencii, „Los Turcos” wygraliby co najmniej 3:1. Strzały Javiera Camunasa i „Rikiego” były właściwie nie do obrony. Portero „Los Azulones” jednak jakoś sobie z nimi poradził. Madrytczycy zawsze słynęli z naprawdę solidnych bramkarzy. Moya doskonale wpisuje się w tę tradycję.

Juanfran Garcia – niemłody już defensor zaliczył świetny występ przeciwko Espanyolowi. 36-latek, mający na swoim koncie kilkanaście meczów w reprezentacji Hiszpanii (ostatni prawie dekadę temu), był jedynym obrońcą Levante, który nie zawalił w pierwszej połowie. Jego koledzy dawali się zdominować, ale on był jak skała. Miejmy nadzieję, że zdrowie defensorowi będzie dopisywało. Z taką formą głupio byłoby kończyć karierę.
Carlos Gurpegi – Bask jest kolejnym arcydziełem Marcelo Bielsy. Parę lat temu wszyscy znali go (Carlosa, nie Bielsę) jako środkowego pomocnika. Całkiem dobrego, swoją drogą. Argentyński trener w ciągu nieco ponad roku wystawiał Gurpegiego na każdej pozycji poza bramką. W ostatnim meczu ligowym wybór padł na środek obrony. Kapitan Athleticu nie zawiódł, skurczybyk nigdy nie zawodzi. Atakujący Realu Valladolid nie mieli nic do powiedzenia.
Anderson Conceicao – kolejny dowód na to, że system skautingu Mallorki jest wybitny. Szperacze klubu z Balearów wyciągnęli stopera ze średniaka ligi brazylijskiej i sprowadzili do Europy. Trener Joaquin Caparros nie wahał się i bardzo szybko wstawił Andersona do pierwszego składu swojej drużyny. Ustawiony obok doświadczonego Jose Nunesa 23-latek zagrał perfekcyjnie. Był bezbłędny, a bezbłędność zawsze jest w cenie.
Adriano Correia – chyba największe odkrycie Barcelony Tito Vilanovy. Transfer Jordiego Alby pozwalał sądzić, że Adriano prędko z ławki rezerwowych nie wstanie. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. To były zawodnik Valencii musi gonić Brazylijczyka, który raz za razem zalicza świetne występy. W starciu z „Los Ches” nie dość, że zdobył śliczną bramkę, to jeszcze zupełnie nie dawał żyć skrzydłowym przyjezdnych.
Javi Marquez – sprowadzony z Espanyolu defensywny pomocnik w meczu z Realem Sociedad robił dokładnie to, czego oczekuje się od defensywnego pomocnika. Krążył w okolicach środka boiska i każdego rywala zmierzającego w jego kierunku z piłką kosił równo z trawą. Co drugie wejście zasługiwało na odgwizdanie faulu, a co drugi faul zasługiwał na kartkę. Sędzia był jednak bardzo pobłażliwy i zawodnika Mallorki upomniał dopiero w drugiej połowie. Tak czy inaczej, świetny mecz Katalończyka.











