Całkiem sprawiedliwie. Dwóch ludzi z Malagi, która rozprawiła się z Rayo, i dwóch z Atletico, które w pokonanym polu zostawiło Athletic. Do tego siedmiu piłkarzy z siedmiu klubów. W tym oczywiście Leo „kto jeszcze pamięta o Maradonie?” Messi.
Roberto Jimenez – Valencia w meczu z Saragossą oddała prawie 30 strzałów na bramkę rywala. Dziesięć było celnych. Jeden trafił do siatki, pozostałe dziewięć zostało w spektakularny sposób zatrzymanych przez golkipera „Los Manos”. Kolejny genialny występ Hiszpana, który resztę kolegów z drużyny talentem przerasta tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Juanfran Torres – mówi się, że wychowanek Realu zasługuje na powołanie do reprezentacji. Jeśli utrzyma taką formę, to jego gra w „La Seleccion” będzie nie tyle możliwa co konieczna. Były skrzydłowy Osasuny na prawej obronie gra wybornie, nie można się do niczego przyczepić. Tak też było w meczu z Athletikiem.
David Navarro – Hiszpan po nieudanej przygodzie z ligą szwajcarską wrócił do Walencji, ale nie do Valencii, tylko do Levante. Mecz z Realem Sociedad był jego debiutem. Zagrał bardzo dobrze. Widać było, że to nie jakiś młodzieniaszek, tylko doświadczony i spokojny weteran. Tylko jedna strata w ciągu 90 minut. Oby tak dalej.
Jose Nunes – na początku sezonu Portugalczyk długo walczył z kontuzjami. Dopiero niedawno wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie. Na szczęście dla Mallorki, urazy nie wpłynęły na formę stopera. Nunes gra dokładnie tak jak rok temu. I od czasu do czasu strzela gole.
Guilherme Siqueira – dwa gole w spotkaniu z Barceloną, nawet strzelone z rzutów karnych, są wystarczającym powodem, by znaleźć się w jedenastce kolejki. Siqueira rozegrał naprawdę dobry mecz i podobno wzbudził zainteresowanie na gwałt szukających wzmocnień na lewej obronie działaczy „Dumy Katalonii”.
Marcos Senna – 37 lat i równe 250 meczów w La Liga. Jubileusz uczczony pięknym golem z rzutu wolnego przeciwko Realowi Madryt. Czegóż chcieć więcej? Włosów na głowie i dziesięciu lat mniej na karku? Chyba tylko tyle.
Isco Alarcon – młodziutki Andaluzyjczyk robi swoje. Wychowanek Valencii wyszedł z dołka formy i teraz znów jest liderem Malagi. W starciu z Rayo jego akcje, panowanie nad piłką i spokój, z jakim rozgrywał piłkę, budziły absolutny podziw.
Manu del Moral – jeden z niewielu meczów Manu w barwach Sevilli, w których Hiszpan przypominał sobie formę z czasów gry w Getafe. Dużo biegania na skrzydle, w pomocy i ataku i gole. Dwa.
Jose Rondon – tak samo jak Manu – dwa gole. Niezbyt ładne, ale za to niezwykle ważne. Wenezuelczyk świetnie porusza się bez piłki, bardzo dobrze się ustawia. To chyba wynik tak wychwalanych przez niego wspólnych treningów z Ruudem van Nistelrooyem. Rondonowi na razie trochę jeszcze brakuje chłodnej głowy, ale i tego chłopak się nauczy.










