Tym razem bez dumnych Katalończyków, za to z dumnymi Kastylijczykami. Z najlepszym strzelcem kolejki, Manu del Moralem i innymi, mniej lub bardziej znanymi, kopaczami.
Willy Caballero – Sprowadzony niedawno do Malagi łysy golkiper miał załatać dziurę w obsadzie newralgicznej pozycji powstałą po kontuzji Sergio Asenjo. To łatanie wychodziło mu raz lepiej, raz gorzej. Na Anoeta był jednym z najjaśniejszych punktów ekipy Manuela Pellegriniego.

Alvaro Arbeloa – Do składu wkroczył, bo Jose Mourinho zdecydował się dać odpocząć Ricardo Carvalho i po raz kolejny udowodnił, że na prawej obronie nie jest gorszy od Sergio Ramosa. Może brakuje mu siły tura, ale nadrabia rozsądkiem i zmysłem taktycznym. Zaliczył asystę przy pierwszym golu Benzemy.
Ivan Ramis – Zdobył gola w meczu z Levante, zapewniając Mallorce jeden punkt. Żelazny punkt obrony wyspiarzy, który dałby sobie radę w praktycznie każdym klubie ligi.
Jiri Jarosik – Jeden z głównych aktorów przedstawienia „Słabeusz znęca się nad gigantem”. Zdobył pierwszego z czterech goli Saragossy i przez cały mecz był nie do przejścia dla mocnego przecież ataku Valencii. Umieszczenie w zestawieniu Czecha, który zazwyczaj jest najsłabszym punktem swojej drużyny, to dziwne uczucie.
Marcelo – Zagrał jak zwykle doskonale. Pewnie w obronie, wariacko w ataku.
Duda – Portugalczyk dotychczas słynął z tego, że regularnie grywał w gry sieciowe z Ronaldo i Pepe. Teraz zasłynął dobrą grą na boisku i golem w meczu z Real Sociedad San Sebastian.
Gary Medel – Lider drugiej linii Sevilli w meczu na Sanchez Pizjuan. Aż osiem odbiorów, przy jedynie czterech straconych piłkach. Grał bardzo twardo, ale, jak się okazało, była to doskonała taktyka przeciwko karłom z Barcelony.

Manu del Moral – Gracz kolejki. Kapitan Getafe skompletował nietypowego hattricka, strzelając dwa gole dla „Los Azulones” i jednego dla Bilbao. Być może w ten sposób chciał dodać spotkaniu dramatyzmu. Niestety zabawę popsuł mu Urko Vera. Mimo niezbyt korzystnego wyniku, wyczyn Manu zasługuje na uznanie.











