W Hiszpanii wszystko wraca do normy. Jedenastkę tworzą głównie gracze Realu i Barcelony. Na uwagę zasługuje także aż dwóch dżentelmenów w barwach Mallorki.
Vicente Guaita – Po meczu Barcelony z Valencią wszyscy zwracali uwagę na marną skuteczność asów Guardioli. Ja zwracam uwagę na formę Guaity. Kilka jego parad było na najwyższym światowym poziomie. Mało mu brakowało, by obronić także dający zwycięstwo przyjezdnym strzał Messiego. Hiszpańska prasa donosi, że Vicente czeka na nowy kontrakt. Prezydent Llorente ma twardy orzech do zgryzienia, bo typowany na nowego golkipera „Los Ches” Diego Alves w meczu z Racingiem obronił rzut karny.

Dani Alves – Zarówno Brazylijczyk, jak i Sergio Ramos, w swoich meczach grali niemal w linii ataku. Stawiamy na Daniego, bo to on z tego duetu lepiej czuje się w ofensywie. Twardo walczył z Jordim Albą – ten pojedynek był ozdobą niezbyt pasjonującego widowiska na Mestalla.
Jose Nunes – Portugalski stoper to bardzo wdzięczny bohater tego zestawienia. Zawsze gra świetnie. Gdy nie wiemy na kogo postawić, stawiamy na łysego dżentelmena z Majorki i wszyscy są zadowoleni.
Eric Abidal – Jak na razie bohater rundy rewanżowej. W rzemiośle czysto defensywnym w lidze ustępuje chyba tylko Puyolowi i Pepe. Od Pique jest lepszy tak wyraźnie, że nikt nie byłby zaskoczony, gdyby w najbliższym czasie posadził chłopaka Shakiry na ławce. W meczu z Valencią był jak skała. Zawsze jest jak skała.
Marcelo – Cóż można napisać nowego o tym chłopaku? Gol, dwie asysty i wywalczony rzut karny. Do tego kilkanaście akcji, w których ośmieszał defensorów Malagi. Obecnie najlepszy obrońca z zapędami ofensywnymi na świecie.
Gonzalo Colsa – Najlepszy na murawie w meczu z Almerią. Strzelił gola i pewnie prowadził Racing do zwycięstwa, mimo konieczności gry przez 3/4 meczu w osłabieniu. Gdyby zdecydował się na wykonywanie rzutu karnego, podopieczni Marcelino wywieźliby z Mediterraneo komplet punktów.
Lass Diarra – Wściekły pies. Dopadał do każdej bezpańskiej piłki, rzucał się pod nogi graczy Malagi i wydzierał futbolówkę, jakby od tego zależało jego życie.
Leo Messi – Co ja mam tu napisać? Leo to Leo i koniec.
Angel Di Maria – Grał przez 55 minut, zdobywając bramkę i notując asystę. Gdyby grał cały mecz, pewnie coś by jeszcze strzelił. Jego forma jest obecnie tak genialna, że brawo wypada mu bić jeszcze przed jego wyjściem na murawę.
Cristiano Ronaldo – „Hattrick y Pichichi”. Tak zatytułowała swoją relację z wczorajszego meczu madrycka „Marca” i to właściwie wystarczy. Dogonił Messiego w wyścigu po nieśmiertelną sławę najlepszego goleadora w historii. Zagrał doskonale. Gdyby nie świetne parady Willy’ego Caballero, miałby dwa gole więcej. Murawę opuścił naście minut przed końcem i, jak sam twierdzi, raczej nie zagra z Racingiem.










